19.06.2024, 15:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2024, 15:11 przez Anthony Shafiq.)
Wino pojawiło się w trzech kieliszkach, piękne, o słomkowej barwie. Anthony nie podpowiadał w żaden sposób Victorii co ma myśleć o trunku, ale zdecydowanie był on choć "nudniejszego" koloru niż ten na jarmarku. Był też zdecydowanie bogatszy w smaku.
– Kupiłem ją kilka dni temu. Jestem bardzo... dobrej myśli. Ludzie pracują tam od lat, są nie mniej wrośli w ziemię, niż dwa szczepy, które ukochała tamtejsza ziemia. Ale ale... Powiedz jak przygotowania do podróży, macie kontakt z Darbinyanem? – przybliżył jej kontekst wina, gdy tylko Laurent zniknął za drzwiami łazienki, aby dokończyć się ubierać. Jakoś nie miał w zwyczaju plotkować, nie w ten sposób budowało się zaufanie, które przecież w momencie w którym było się obrzydliwie bogatym, zdawało się obok reputacji najcenniejszą walutą. No i chciał skorzystać z tego, że Victoria pojawiła się w jego skromnych progach apartamentu na Alei Horyzontalnej. Zajęta pani auror nie często znajdowała dlań czas prywatnie, choć byłby straszliwym hipokrytom, gdyby miał jej to wypominać. Zwłaszcza teraz, gdy słońce spoglądało nań łaskawiej.
– Uprzedziłem Garricka, że będziecie. Ja mam dziś jeszcze trochę zobowiązań, ale przekażcie Ollivanderowi moje serdeczne podziękowania, pozdrowienia i tę butelkę czerwonego wina. Myślę, że zrozumie moją nieobecność, sądzę, że wybieranie nowej różdżki to bardzo prywatna sprawa, nie będę się Wam w nią wtrącał. – zmienił temat płynnie, gdy chłopak znów się pojawił między nimi. – Moja rola skończona, nie będę Was dłużej zatrzymywał. Bezpiecznej drogi moja kochana. – podniósł się, po czym podszedł do Victorii by ucałować jej chłodne czoło. – A Tobie powodzenia w wyborze różdżki. Obyś szybko odnalazł tę, która jest Ci pisana. – Uśmiechnął się ponownie, skłaniając głowę, odsuwając się o krok, jakby chciał im zrobić przestrzeń do ogarnięcia się, choć przecież drzwi wyjściowe mieli za plecami. Wyraźnie jednak jego wieczór nie kończył się w tym miejscu, a myśli już przetaczały się sierpniowym wiatrom ku jesiennej wyprawie.
– Kupiłem ją kilka dni temu. Jestem bardzo... dobrej myśli. Ludzie pracują tam od lat, są nie mniej wrośli w ziemię, niż dwa szczepy, które ukochała tamtejsza ziemia. Ale ale... Powiedz jak przygotowania do podróży, macie kontakt z Darbinyanem? – przybliżył jej kontekst wina, gdy tylko Laurent zniknął za drzwiami łazienki, aby dokończyć się ubierać. Jakoś nie miał w zwyczaju plotkować, nie w ten sposób budowało się zaufanie, które przecież w momencie w którym było się obrzydliwie bogatym, zdawało się obok reputacji najcenniejszą walutą. No i chciał skorzystać z tego, że Victoria pojawiła się w jego skromnych progach apartamentu na Alei Horyzontalnej. Zajęta pani auror nie często znajdowała dlań czas prywatnie, choć byłby straszliwym hipokrytom, gdyby miał jej to wypominać. Zwłaszcza teraz, gdy słońce spoglądało nań łaskawiej.
– Uprzedziłem Garricka, że będziecie. Ja mam dziś jeszcze trochę zobowiązań, ale przekażcie Ollivanderowi moje serdeczne podziękowania, pozdrowienia i tę butelkę czerwonego wina. Myślę, że zrozumie moją nieobecność, sądzę, że wybieranie nowej różdżki to bardzo prywatna sprawa, nie będę się Wam w nią wtrącał. – zmienił temat płynnie, gdy chłopak znów się pojawił między nimi. – Moja rola skończona, nie będę Was dłużej zatrzymywał. Bezpiecznej drogi moja kochana. – podniósł się, po czym podszedł do Victorii by ucałować jej chłodne czoło. – A Tobie powodzenia w wyborze różdżki. Obyś szybko odnalazł tę, która jest Ci pisana. – Uśmiechnął się ponownie, skłaniając głowę, odsuwając się o krok, jakby chciał im zrobić przestrzeń do ogarnięcia się, choć przecież drzwi wyjściowe mieli za plecami. Wyraźnie jednak jego wieczór nie kończył się w tym miejscu, a myśli już przetaczały się sierpniowym wiatrom ku jesiennej wyprawie.