05.01.2023, 20:19 ✶
- Oo? Brzmi jak wyzwanie – nie brzmiał miło, ale Victoria się nie obraziła, o dziwo. Ledwie uśmieszek wypłynął na jej usta. - A coś mi mówi, że lubisz wyzwania – z czystej przekory mogła mu powiedzieć, żeby w takim razie sam się dowiedział, może akurat doszedłby do prawy, bo Victoria nie miała pojęcia, czy to co wytworzył jej mózg, to rzeczywistość. Miała tendencje do myślowego galopu. Natomiast to było po prostu spostrzeżenie dotyczące jego osoby. - Jak jesteś taki ciekawy to ci powiem. Tylko nie tu i nie teraz – więc wybrała swoją truciznę, o ile to w ogóle był wybór. To raczej był wybór DLA NIEGO – bo mógł się dowiedzieć co myśli Victoria, którymi torami podąża jej umysł, albo mógł pomyszkować i dowiedzieć się prawdy nie zmąconej jej opinią.
- A chcesz poznać? – to właściwie było koronne pytanie: czy w ogóle chciał ją poznać. Czy w ogóle chciał wiedzieć jaką jest osobą, co lubi, jakie ma priorytety, czy mogłaby być jego kagańcem czy nie. W końcu twierdziła, że nie chciała. Tak naprawdę to musieli się o sobie dowiedzieć mnóstwa rzeczy, żeby to w ogóle miało szansę zagrać. I musieli pozbyć się uprzedzeń, pozbyć się myślenia, że to drugie jest niechcianym elementem. Victoria sama miała mnóstwo wątpliwości, nie wiedziała, w którą stronę się w ogóle obrócić. Ale albo się przystosujesz, albo zginiesz marnie. Ona nie chciała od niego żadnej pomocy, w zasadzie nic od niego nie chciała, nie w takim sensie. Bo chciała – chciała żeby nie zachowywał się jak dupek i żeby nie był jej katorgą. Tak, był wampirem. I miała czas pomyśleć o tym, z czym to się wiązało. Domyślała się, że kiedyś może przyjść taki czas, że będzie chciał jej krwi. Ale jakoś w perspektywie nie wydawało się to takie przerażające. - Tak, jeszcze nie zauważyłeś? – kobieta lekko pociągnęła za rękaw swojej sukni, a jak Sauriel już zauważył i to całkiem słusznie: Victoria nie robiła niczego przypadkowo. - To się nie powtórzy – teraz już wiedziała czego nie robić. Teraz już wiedziała, że po prostu będzie musiała sobie z nim poradzić sama jeśli zacznie fikać za bardzo w sposób, który nie będzie jej odpowiadać. Ale może to i lepiej – bo to będzie prawdziwie ich i tylko ich sprawa. Nie nikogo innego. - Ja? Chciałabym cię traktować normalnie. Nie jak wroga czy przeszkodę w moim życiu – chciała go taktować jako kogoś jej bliskiego. Chciała normalnej rodziny, albo chociaż jej namiastki. Chciała tego ciepła, którego brakowało jej w domu i którego nie miała komu okazać. Chciała wiele rzeczy – ale ich nie powiedziała. Bo nie chciała się zbłaźnić, nie chciała, żeby to zabolało. I tak jak on powiedział niewiele i zarazem wiele, tak ona też ograniczyła się do takiej podstawy, która była dla niej ważna na tę chwilę. I która też wiele mówiła.
- A chcesz poznać? – to właściwie było koronne pytanie: czy w ogóle chciał ją poznać. Czy w ogóle chciał wiedzieć jaką jest osobą, co lubi, jakie ma priorytety, czy mogłaby być jego kagańcem czy nie. W końcu twierdziła, że nie chciała. Tak naprawdę to musieli się o sobie dowiedzieć mnóstwa rzeczy, żeby to w ogóle miało szansę zagrać. I musieli pozbyć się uprzedzeń, pozbyć się myślenia, że to drugie jest niechcianym elementem. Victoria sama miała mnóstwo wątpliwości, nie wiedziała, w którą stronę się w ogóle obrócić. Ale albo się przystosujesz, albo zginiesz marnie. Ona nie chciała od niego żadnej pomocy, w zasadzie nic od niego nie chciała, nie w takim sensie. Bo chciała – chciała żeby nie zachowywał się jak dupek i żeby nie był jej katorgą. Tak, był wampirem. I miała czas pomyśleć o tym, z czym to się wiązało. Domyślała się, że kiedyś może przyjść taki czas, że będzie chciał jej krwi. Ale jakoś w perspektywie nie wydawało się to takie przerażające. - Tak, jeszcze nie zauważyłeś? – kobieta lekko pociągnęła za rękaw swojej sukni, a jak Sauriel już zauważył i to całkiem słusznie: Victoria nie robiła niczego przypadkowo. - To się nie powtórzy – teraz już wiedziała czego nie robić. Teraz już wiedziała, że po prostu będzie musiała sobie z nim poradzić sama jeśli zacznie fikać za bardzo w sposób, który nie będzie jej odpowiadać. Ale może to i lepiej – bo to będzie prawdziwie ich i tylko ich sprawa. Nie nikogo innego. - Ja? Chciałabym cię traktować normalnie. Nie jak wroga czy przeszkodę w moim życiu – chciała go taktować jako kogoś jej bliskiego. Chciała normalnej rodziny, albo chociaż jej namiastki. Chciała tego ciepła, którego brakowało jej w domu i którego nie miała komu okazać. Chciała wiele rzeczy – ale ich nie powiedziała. Bo nie chciała się zbłaźnić, nie chciała, żeby to zabolało. I tak jak on powiedział niewiele i zarazem wiele, tak ona też ograniczyła się do takiej podstawy, która była dla niej ważna na tę chwilę. I która też wiele mówiła.