19.06.2024, 17:55 ✶
- Zabrałabym na zakupy którego z twoich wujków, a on zabrałby skrzata - powiedziała Charlotte lekceważąco. Nie miała żadnych oporów, gdy szło o przyjmowanie pomocy innych: nie należała do tych kobiet, które chciały udowodnić, że mogą same nosić swoją torbę. Oczywiście, że mogła. Ale mogła też oddać ja innym o tak było wygodniej. I zawsze jakoś potrafiła znaleźć kogoś, kto tę torbę poniesie: z sympatii, z odruchu, bo nie umiał odmówić albo się jej bał.
Ku jej usprawiedliwieniu, sama zresztą była gotowa wyświadczyć drobne przysługi. Czasem z odrobiny sympatii, czasem z wyrachowania, czasem (w niewielu przypadkach) z prawdziwej przyjaźni. Choć rzadko wyświadczała je, gdy się jej to nie opłacało.
- Absolutnie nie. I tak jest już rozbestwiony, nie wyobrażam sobie, jak nieznośny się stanie, jeśli zaczniemy go uszczęśliwiać - stwierdziła, ale kąciki ust drgnęły jej lekko.
Była z siebie bardzo zadowolona, gdy Jessie podsumował jej kreację - a historię o trollu górskim postanowiła sobie zapamiętać na przyszłość. Na jej poziom zadowolenia wpłynął oczywiście fakt, że wyłapała spojrzenie mężczyzny, który zerknął do środka przez okno.
Charlotte nie była już młoda, ale (po obowiązkowym załamaniu nerwowym na tle tego, że ma dorosłe dzieci) nie uważała się za starą. Wyższa średnia życia czarodziejów oraz cudowna magia specyfików Potterów sprawiały, że wyglądała raczej na lat trzydzieści niż czterdzieści parę. Były w Anglii bez wątpienia niewiasty ładniejsze i na pewno też takie, które miały więcej uroku, ale Charlotte miała o sobie niesamowicie wysokie mniemanie i nie była skłonna przyznać, że gdzieś tam jest dziewczyna, której jest pisane ją przerosnąć i być piękniejszą. I że w powstrzymaniu tego nie pomoże żadne, magiczne lustro.
- Tobie ta zieleń też bardzo pasuje - oświadczyła z zadowoleniem, zabierając się do poprawiania mu kołnierzyka. - Szkoda, że nie trafiłeś do Slytherinu, lepiej ci w zieleniach niż błękitach. Tę też weźmiemy, madame. Moze jeszcze coś z lnu, na te upały? Zastanowiłeś się już, co chciałbyś kupić wujkowi?
Ku jej usprawiedliwieniu, sama zresztą była gotowa wyświadczyć drobne przysługi. Czasem z odrobiny sympatii, czasem z wyrachowania, czasem (w niewielu przypadkach) z prawdziwej przyjaźni. Choć rzadko wyświadczała je, gdy się jej to nie opłacało.
- Absolutnie nie. I tak jest już rozbestwiony, nie wyobrażam sobie, jak nieznośny się stanie, jeśli zaczniemy go uszczęśliwiać - stwierdziła, ale kąciki ust drgnęły jej lekko.
Była z siebie bardzo zadowolona, gdy Jessie podsumował jej kreację - a historię o trollu górskim postanowiła sobie zapamiętać na przyszłość. Na jej poziom zadowolenia wpłynął oczywiście fakt, że wyłapała spojrzenie mężczyzny, który zerknął do środka przez okno.
Charlotte nie była już młoda, ale (po obowiązkowym załamaniu nerwowym na tle tego, że ma dorosłe dzieci) nie uważała się za starą. Wyższa średnia życia czarodziejów oraz cudowna magia specyfików Potterów sprawiały, że wyglądała raczej na lat trzydzieści niż czterdzieści parę. Były w Anglii bez wątpienia niewiasty ładniejsze i na pewno też takie, które miały więcej uroku, ale Charlotte miała o sobie niesamowicie wysokie mniemanie i nie była skłonna przyznać, że gdzieś tam jest dziewczyna, której jest pisane ją przerosnąć i być piękniejszą. I że w powstrzymaniu tego nie pomoże żadne, magiczne lustro.
- Tobie ta zieleń też bardzo pasuje - oświadczyła z zadowoleniem, zabierając się do poprawiania mu kołnierzyka. - Szkoda, że nie trafiłeś do Slytherinu, lepiej ci w zieleniach niż błękitach. Tę też weźmiemy, madame. Moze jeszcze coś z lnu, na te upały? Zastanowiłeś się już, co chciałbyś kupić wujkowi?