-Auć - powiedział Jessie i kładąc dłoń na sercu, odwrócił się z oburzony wyrazem twarzy, jakby Charlotte właśnie powiedziała mu bardzo dosłownie, że wcale go nie potrzebowała.
To była jego matka. Znał ją na tyle, by móc się z nią droczyć, i jeżeli kiedykolwiek z jakiegoś powodu Charlotte Kelly zaczęła żywiej okazywać swojej uczucia wobec swoich dzieci, wobec niego, pomyślałby, że jest mocno pijana, albo to wcale nie była ona, tylko jakoś metamorfomag, który z jakiegoś powodu się pod nią podszył. Może chciał się zbliżyć do Anthony'ego? Albo Johnatana? Wiedział, że jego matka miała cięty język, którym potrafiła posługiwać się tak dobrze, jakby to była jej trzecia ręka, i te słowa nie ubodły go tak, jak mogłoby kogoś, kto nie znał Charlotte Kelly.
Madame Malkin zrobiła wyjątkowo dziwną minę, słysząc, że kobieta tak po prostu przyznała swojemu dziecku, że na jego miejsce (nawet jeśli tylko w roli tragarza) szybko znalazłaby kogoś innego.
-Och, naprawdę? I czyja to wina, że się tak rozbestwił?
Gościa śliniącego się do Charlotte, ubranej w worek z paskiem, nie było już za oknem, kiedy Jessie się odwrócił, co pozwoliło chłopakowi trochę się rozluźnić. Najwidoczniej jego plecy nie były tak interesujące, jak nogi jego matki.
Może w żartach nie raz wypomniał i z pewnością wypomni matce, że świeczek na jej urodzinowym torcie wcale nie ubywa, a wręcz przeciwnie - co rok pojawia się jedną więcej i może któregoś razu nabrać mamę i postawić dodatkowe dwie lub trzy? - ale w pełnej powadze nigdy nie nazwałby jej starą i z pewnością nie można było powiedzieć, że wiek rzutuje na jej urodzie. Czy zawdzięczała to cudom kosmetyki, czy zadziałały jakieś cudowne geny - nie miało to znaczenia - i gdyby Jessie miał wskazać jakąś dziewczynę, która mogłaby się równać urodą jego matce, bez wahania wskazałby tylko jedną. Chyba że kiedyś na jego drodze pojawiłaby się kobieta, która zawróciłaby mu w głowie, wtedy pewnie wskazałby już dwie. Na razie jednak nie zapowiadało się na to.
Charlotte udowodniła swoją rację - nawet w zwykłym worku (niekoniecznie po ziemniakach) wyglądała zjawiskowo - i w sumie mogłaby już się przebrać w swoje ubrania, bo to było naprawdę dziwne, że ludzie gapili się na jego matkę z wywalonym ozorami.
-Nie wytrzymałbym siedmiu lat w lochach. Przecież wiesz, że od wilgoci puszą mi się włosy - powiedział i pochylił się, kiedy Charlotte wyciągnęła ręce do kołnierza koszuli.
-Sen mi to spędza z powiek - przyznał, trochę zrezygnowany. -Zaczynam się zastanawiać, czy po prostu nie zafundować mu wycieczki do Holandii. Myślę, że pewna dzielnica Amsterdamu mogłaby mu się spodobać.
Wciąż nie wymyślił nic, co mogłoby być dobrym pomysłem na prezent na chrzestnego.