19.06.2024, 21:36 ✶
Kubek z wodą zmaterializował się w dłoniach Charlesa i ten zaraz ostrożnie podał go Robertowi, ale jeśli Robert z jakiegoś powodu nie wykazał zainteresowania wodą, wcisnął go bratu. To, co stało się ze świeczkami, z pewnością odciśnie piętno na ich relacjach. Młody Mulciber będzie musiał obmyślić sposób na ponowne obłaskawienie wuja, tym bardziej, że jego występek najwyraźniej wpłynął nie tylko na to, co Robert czuł do Charliego, ale również do Richarda. To, że Charliemu było wstyd, musiało być niedopowiedzeniem.
Uwagę Charlesa przyciągnął głos ojca. Przynajmniej już się nie odgrażał i nie wyklinał, ale Charlie i tak postanowił mieć się na baczności. Emocje nieco opadły, lecz syn nie mógł wytłumaczyć nimi zachowania ojca. To, jak krzyczał Richard, świadczyło o jednym - ma Charlesa za małego chłopca, który nie wie, jak powinien się zachować, którego głowa jest jeszcze pusta i powinna przyjąć każde słowo, które wypowie ojciec. Być może Richard miał rację. Być może powinien potraktować go poważniej.
Charlie zacisnął usta i skinął głową. Zaraz jednak przypomniał sobie o tym, o co prosiła go ciocia. Najpierw obowiązki.
- Ciocia poprosiła pomóc Lyssie przy stoisku. - Poinformował krótko Richarda. - Chodź, tato, tam porozmawiamy, tam bliżej.
Czy ojciec wprost zgodził się zmienić położenie na to bliższe stanowisku kuzynki, czy też nie, Charlie i tak zmniejszył dystans do Mulciber Moonshine. Nie podchodził do samej Lyssy, nie chcąc, by ta słyszała jego rozmowę z ojcem.
- Mam nadzieję, że to oczywiste, że tego nie planowałem. - Zaczął spokojnie tłumaczenie. Nauki z Durmstrangu, które miały pomóc mu w opanowaniu emocji, wciąż były jeszcze świeże w jego pamięci. Głębokie oddechy, Charlie! Skupienie na sprawie! - To był żart, specjalne zamówienie, można powiedzieć. Nie pod szyldem rodziny, tylko mój własny... własny wyrób.- Wyjaśnił, lecz unikał spojrzenia Richarda. Nie chciał widzieć jego rozczarowania swoją osobą. W gardle poczuł nieprzyjemny ścisk, który wkrótce miał zaowocować drżeniem głosu. - Nie miałem pojęcia, że Isaac otworzy pudełko i zacznie nimi wymachiwać, a ktoś inny... ktoś inny po prostu zabierze to i uderzy inną osobę. - Mówił, skupiając wzrok na bruku pod stopami. - To nigdy nie powinno się wydarzyć. Później ludzie zaczęli kupować... więc starałem się ratować sprawę? Źle to zrobiłem i przez to wuj ucierpiał. Przepraszam, tato. Poproszę Isaaca, żeby nie publikował żadnych zdjęć.
I mimo szczerego kajania się przed starszym Mulciberem, i tak miał mu za złe wcześniejsze słowa.
Uwagę Charlesa przyciągnął głos ojca. Przynajmniej już się nie odgrażał i nie wyklinał, ale Charlie i tak postanowił mieć się na baczności. Emocje nieco opadły, lecz syn nie mógł wytłumaczyć nimi zachowania ojca. To, jak krzyczał Richard, świadczyło o jednym - ma Charlesa za małego chłopca, który nie wie, jak powinien się zachować, którego głowa jest jeszcze pusta i powinna przyjąć każde słowo, które wypowie ojciec. Być może Richard miał rację. Być może powinien potraktować go poważniej.
Charlie zacisnął usta i skinął głową. Zaraz jednak przypomniał sobie o tym, o co prosiła go ciocia. Najpierw obowiązki.
- Ciocia poprosiła pomóc Lyssie przy stoisku. - Poinformował krótko Richarda. - Chodź, tato, tam porozmawiamy, tam bliżej.
Czy ojciec wprost zgodził się zmienić położenie na to bliższe stanowisku kuzynki, czy też nie, Charlie i tak zmniejszył dystans do Mulciber Moonshine. Nie podchodził do samej Lyssy, nie chcąc, by ta słyszała jego rozmowę z ojcem.
- Mam nadzieję, że to oczywiste, że tego nie planowałem. - Zaczął spokojnie tłumaczenie. Nauki z Durmstrangu, które miały pomóc mu w opanowaniu emocji, wciąż były jeszcze świeże w jego pamięci. Głębokie oddechy, Charlie! Skupienie na sprawie! - To był żart, specjalne zamówienie, można powiedzieć. Nie pod szyldem rodziny, tylko mój własny... własny wyrób.- Wyjaśnił, lecz unikał spojrzenia Richarda. Nie chciał widzieć jego rozczarowania swoją osobą. W gardle poczuł nieprzyjemny ścisk, który wkrótce miał zaowocować drżeniem głosu. - Nie miałem pojęcia, że Isaac otworzy pudełko i zacznie nimi wymachiwać, a ktoś inny... ktoś inny po prostu zabierze to i uderzy inną osobę. - Mówił, skupiając wzrok na bruku pod stopami. - To nigdy nie powinno się wydarzyć. Później ludzie zaczęli kupować... więc starałem się ratować sprawę? Źle to zrobiłem i przez to wuj ucierpiał. Przepraszam, tato. Poproszę Isaaca, żeby nie publikował żadnych zdjęć.
I mimo szczerego kajania się przed starszym Mulciberem, i tak miał mu za złe wcześniejsze słowa.