-Coś mi jednak po tacie zostało - ach, kochany Ned Kelly.
Czy był na tym świecie ktoś, kto w pełni zasłużyłby na tytuł Rodzica Roku i złotą statuetkę? Ktoś, kto potrafiłby wychować dzieci na porządnych ludzi i nie popełniłby przy tym ani jednego błędu? Nie, nie istniała taka osoba. Nie było na tym świecie Rodziców Idealnych, ale też nie było Idealnych Dzieci, a jeśli ktoś twierdził, że ten tytuł do niego pasował, jakby od początku do niego należał, to zaraz by się znalazł jakiś błąd i nagroda zostałaby odebrana. Dlatego Jessie nie uważał Charlotte za złego rodzica, chociaż nie była wzorem matki - no cóż, Jessie również nie był idealnym synem, więc czy miał prawo ją oceniać? Z pewnością charaktery Charlotte wniósł w charakter jej dzieci coś dobrego. Przynajmniej nie pozwalali innym wchodzić sobie na głowę w takim stopniu, jak z pewnością pozwalaliby, gdyby wychowywał ich ktoś inny. I z pewnością braliby sobie do serca trochę więcej rzeczy i słów, niż było to warte.
-Poza tym, zachowałem ja na wszelki wypadek, gdyby Rita zerwała z chłopakiem i potrzebowała ramienia do wypłakania - poduszka nie była tak ciepła, nie otoczy cię i nie będzie cię kołysać.
Dla niektórych osób trzeba było zachować ten kawałek miękkiego serca.
-Naprawdę? Coś mi się tak zdawało, że przewracała oczami. "Kolejny... Za stara na to jestem", tak powiedziała.
Jeżeli faktycznie pasował bardziej do Slytherinu niż do Ravenclaw, to było już trochę za późno, by się o tym przekonać, bo Hogwart już ukończył, więc koniec sprawy, do widzenia, kropka. Może kiedyś, jeśli jakimś cudem znalazłby się w Hogwarcie, w gabinecie dyrektora, mógłby spróbować porozmawiać z Tiarą Przydziału i wtedy zapytać, dlaczego dokonała takiego wyboru, a nie innego, ale czy miało to jakiekolwiek znaczenie? Czy zmieniłoby to cokolwiek w jego życiu, gdyby po latach Tiara oznajmiła mu, że bardziej pasowałby do... Gryffindoru, na przykład? Jedyne co to pewnie byłby ciągle zniesmaczony, bo KOLOR PODSZYCIA SZAT BYŁ OHYDNY i z pewnością Pokój Wspólny również wyglądałby ohydnie. Z drugiej strony, nie mógłby się już z matką droczyć, że nie może nałożyć czerwonej koszuli, bo by się wuj Jonathan za bardzo ucieszył.
Właściwie pomysł Charlotte nie brzmiał tak źle no i w sumie pewnie powinien jej posłuchać, chociaż wciąż go trochę korciło, żeby zafundować chrzestnemu wypad do tej dzielnicy Amsterdamu, żeby się wujaszek trochę rozerwał (i może żeby zobaczyć minę pozostałych wujków). Ten pomysł zdecydowanie zostanie na jego liście na przyszłość.
-Zobaczę, czy będzie tam coś godnego uwagi. Widzisz coś dla siebie? - spytał, kiwając głową w stronę wieszaków.