20.06.2024, 00:02 ✶
Sala bankietowa
dopada mnie amerykańska ambasadorka naszprycowana weselnym drinkiem
jestem w piekle odcinek drugi
dopada mnie amerykańska ambasadorka naszprycowana weselnym drinkiem
jestem w piekle odcinek drugi
Ku jego rozczarowaniu partnerka nie zamieniła się kapibarę.
Ku jego przerażeniu, na jej twarzy pojawił się grymas dobrze mu znajomy z czasów przeszłych, gdy niezbyt rozsądnie dobierał partnerki po śmierci Edith. Partnerki, które liczyły na coś więcej niż jego atencję podczas bankietu. Po opróżnieniu drinka jej twarz straciła cały śnieżnobiały, przyklejony uśmiech. Po opróżnieniu drinka, pozostało tylko zirytowane rozgoryczenie. Coś Ty wymyślił Perseuszu, czy to jakiś piekielny eksperyment psychologiczny? – zdążył pomyśleć nim usłyszał jej odpowiedź.
– Tak... szukałeś mnie, jakoś nie widać entuzjazmu na Twojej twarzy. – Przemawiała przez nią urażona duma, naddraśnięte ego, a te były najgorsze. Nagle cała przestrzeń wokół nich stała się polem minowym, z którego Anthony jak najszybciej chciał się zmyć.
– Ależ oczywiście! W ogrodzie zaczął się pokaz cyrkowców, może miałabyś ochotę... – spróbował, wysuwając ku niej ramię.
– A więc tak nisko cenisz moje gusta, że myślisz, że byle jaki cyrk ściągnięty z ulicy będzie mi w stanie wynagrodzić godziny czekania na Ciebie, zupełnie samej? – coraz mniej żalu, coraz więcej wściekłości. Anthony mimowolnie uciekł wzrokiem, po zebranych, żeby upewnić się jak bardzo w skali robi się groźnie. Myśl uciekła mu do Atreusa, który pewnie też stał się ofiarą tych trutek mieszających w głowach.
– Tonya, proszę... nie jesteś sobą. Przejdźmy się, ochłoń, wezmę... – spróbował znów, ale ostry gest przecinający powietrze i jej zdecydowany głos absolutnie będący odległy od szeptu przerwał mu:
– Nie do wiary! Dyplomata seksista! To że jestem kobietą, nie oznacza, że możesz mnie obrażać i że TY będziesz mi mówił jak JA się czuję. To jest skandal, jak mogłam być tak ślepa, jak mogłam dać się zwieźć Twoim słodkim słówkom! Jesteś taki sam jak wszyscy! – To eskalowało tak szybko, że nie zdążył zareagować. Kilka zdań wymienionych między sobą wystarczyło, żeby krewka ambasadorka (pochodząca bodajże z Teksasu) wzięła jego drinka w dłoń i... wylała prosto mu na twarz i garnitur. Ważki jak na wezwanie załopotały skrzydełkami, mieniąc się teraz nie tylko srebrem, ale i rosą rozbryzganego słodkiego ulepku. Teraz to Anthony zacisnął szczękę, zacisnął pięść by ją szybko rozluźnić, by nie dać się sprowokować, by przeczekać.
– To koniec! Nigdy więcej z Tobą nigdzie nie pójdę, choćbyś błagał mnie na kolanach! – wrzasnęła na odchodnym, po czym z głośnym stukotem obcasów opuściła salę bankietową i w ogóle teren wesela Blacków.
Anthony trwał jeszcze przez moment w bezruchu, próbując nie myśleć o obrzydliwości, jakie niósł ze sobą płyn ściekający mu po skórze, po szczęce, szyi, za kołnierz, wnikający w zrujnowane i tak ubranie. Wargi miał mocno zaciśnięte, obawiając się że najmniejszy kontakt z płytką dopełni tragicznego obrazu i zamieni go w przerośniętego chomika. Trwając w miejscu wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki białą bawełnianą chusteczkę, strzepnął nią zamaszyście i bardzo, bardzo powoli zaczął wycierać sobie twarz, by móc w ogóle cokolwiek powiedzieć.