20.06.2024, 00:36 ✶
Nie ulegało wątpliwości, że nawet dla śmiertelników czas w ciągu ostatnich kilku tygodni... po prostu przyspieszył. Może taki był efekt ciepłego lata, które nawiedziło Wielką Brytanię? A może chwila wytchnienia od problemów z czarnoksiężnikami sprawiła, że ludzie czerpali z każdej chwili spokoju całymi garściami, napawając się każdą chwilą, gdy ich życie nabierało znamion ''normalności''. Czerpali z dnia całymi garściami, wyciskając z niego każdą kroplą, dopóki nie pozostała po nim tylko wydrążona skorupa.
Każdy gdzieś gonił: do pracy, do rodziny, do przyjaciół, do kolejnej przygody, problemu, czy momentu ekscytacji. Nawet Erik, który sądził, że przez majowe wydarzenia będzie trzymał się z dala od kłopotów, koniec końców skończył pakując się chociażby na statek widmo czy mugolski traktor. A naprawdę starał się być rozsądny. W takich momentach zastanawiał się, czy faktycznie tak dużo go dzieliło z jego siostrą. Może tak naprawdę po prostu był kilka kroków za nią i niedługo jego zamiłowanie do kłopotliwych incydentów będzie równie wysokie?
Cóż, przynajmniej dzisiaj było spokojnie, pomyślał przelotnie, wyciągając różdżkę z elastycznej kabury przytłoczonej do spodni w okolicy uda. Większość popołudnia spędził w towarzystwie nowego... pomocnika w Warowni. Sam pokazał mu, jak powinien się obchodzić z drewnem - wydawało mu się, że nawiązali dzięki temu nic porozumienia. Czas jednak płynął nieubłaganie, więc i nauka w pewnym momencie dobiegła końca. A wraz ze zmierzchem nadszedł czas spotkania z Saurielem.
W Klubie Pojedynków zjawił się przed czasem, chcąc załatwić przy okazji parę formalnych spraw i przygotować salę do pojedynku. Biuro organizacji przypomniała mu kolejny raz, że biurokracja była dosłownie wszędzie. Nawet tutaj. Kilka prostych listów zmieniło się w kontrolę teczki, a potem segregatora i kalendarza spotkań, aż koniec końców Erik opuścił jeden z gabinetów... Dziesięć do piętnastu minut przed planowanym spotkaniem.
— Mogło być gorzej — pomyślał, machając kilkakrotnie w powietrzu różdżką, zmieniając nieco wystrój wnętrza.
Widok rozciągający się za wielkimi oknami został ukryty za szaro-burymi roletami. Granatowy dywan o księżycowych zdobieniach, który rozciągał się przez mniej więcej 2/3 sali, uniósł się w powietrze, tworząc arenę o kształcie prostokąta. Gdy podeszło się bliżej, dywan zawijał się w kierunku ziemi, tworząc kilkustopniowe schody. Jednocześnie w powietrzu uformowało się kilka kul światła, które przez chwilę błyszczały dziko, jakby próbowały dostosować natężenie światła do pory dnia, koniec końców decydując się na nieco przytłumione światło, które co poniektórzy mogliby kojarzyć z mugolskich hal gimnastycznych.
Akurat, gdy Longbottom miał sięgnąć po butelkę z wodą, w progu sali zauważył swego gościa. Dziwnym zbiegiem przypadku akurat tym razem, to Sauriel bardziej ''odstrzelił się'' na to spotkanie. Sama koszula nadawała jego sylwetce dużo większej elegancji niźli Erikowa bluza i spodnie na szelkach z kremowego kompletu, jaki zazwyczaj zakładał na czas treningów szermierczych. Teoretycznie miał w posiadaniu strój typowy dla członków Srebrnych Różdżek, jednak czarno-srebrny dublet z pelerynką nie wydawał mu się czymś odpowiednim na prywatne starcie, nawet jeśli miało się ono odbyć w murach siedziby Klubu Pojedynków. Postawił więc na uniform, który nie utrudniał mu ruchów, a przy tym był wygodny.
— Cieszę się, że przyszedłeś — odezwał się powoli, wsuwając różdżkę do kabury. Zbliżył się o kilka kroków do Rookwooda. — Bałem się, że koniec końców nie przyjdziesz, bo nie przypomniałem się odpowiednio wcześnie. Miło trafić na kogoś, kto ma tak dobrą pamięć. — Uśmiechnął się lekko. — Robili ci problemy przy wejściu? Zostawiłem im informację, ale...
Wydął dolną wargę. Nigdy nie wiadomo, co zrobią ludzie, zdawała się mówić jego mina.
Każdy gdzieś gonił: do pracy, do rodziny, do przyjaciół, do kolejnej przygody, problemu, czy momentu ekscytacji. Nawet Erik, który sądził, że przez majowe wydarzenia będzie trzymał się z dala od kłopotów, koniec końców skończył pakując się chociażby na statek widmo czy mugolski traktor. A naprawdę starał się być rozsądny. W takich momentach zastanawiał się, czy faktycznie tak dużo go dzieliło z jego siostrą. Może tak naprawdę po prostu był kilka kroków za nią i niedługo jego zamiłowanie do kłopotliwych incydentów będzie równie wysokie?
Cóż, przynajmniej dzisiaj było spokojnie, pomyślał przelotnie, wyciągając różdżkę z elastycznej kabury przytłoczonej do spodni w okolicy uda. Większość popołudnia spędził w towarzystwie nowego... pomocnika w Warowni. Sam pokazał mu, jak powinien się obchodzić z drewnem - wydawało mu się, że nawiązali dzięki temu nic porozumienia. Czas jednak płynął nieubłaganie, więc i nauka w pewnym momencie dobiegła końca. A wraz ze zmierzchem nadszedł czas spotkania z Saurielem.
W Klubie Pojedynków zjawił się przed czasem, chcąc załatwić przy okazji parę formalnych spraw i przygotować salę do pojedynku. Biuro organizacji przypomniała mu kolejny raz, że biurokracja była dosłownie wszędzie. Nawet tutaj. Kilka prostych listów zmieniło się w kontrolę teczki, a potem segregatora i kalendarza spotkań, aż koniec końców Erik opuścił jeden z gabinetów... Dziesięć do piętnastu minut przed planowanym spotkaniem.
— Mogło być gorzej — pomyślał, machając kilkakrotnie w powietrzu różdżką, zmieniając nieco wystrój wnętrza.
Widok rozciągający się za wielkimi oknami został ukryty za szaro-burymi roletami. Granatowy dywan o księżycowych zdobieniach, który rozciągał się przez mniej więcej 2/3 sali, uniósł się w powietrze, tworząc arenę o kształcie prostokąta. Gdy podeszło się bliżej, dywan zawijał się w kierunku ziemi, tworząc kilkustopniowe schody. Jednocześnie w powietrzu uformowało się kilka kul światła, które przez chwilę błyszczały dziko, jakby próbowały dostosować natężenie światła do pory dnia, koniec końców decydując się na nieco przytłumione światło, które co poniektórzy mogliby kojarzyć z mugolskich hal gimnastycznych.
Akurat, gdy Longbottom miał sięgnąć po butelkę z wodą, w progu sali zauważył swego gościa. Dziwnym zbiegiem przypadku akurat tym razem, to Sauriel bardziej ''odstrzelił się'' na to spotkanie. Sama koszula nadawała jego sylwetce dużo większej elegancji niźli Erikowa bluza i spodnie na szelkach z kremowego kompletu, jaki zazwyczaj zakładał na czas treningów szermierczych. Teoretycznie miał w posiadaniu strój typowy dla członków Srebrnych Różdżek, jednak czarno-srebrny dublet z pelerynką nie wydawał mu się czymś odpowiednim na prywatne starcie, nawet jeśli miało się ono odbyć w murach siedziby Klubu Pojedynków. Postawił więc na uniform, który nie utrudniał mu ruchów, a przy tym był wygodny.
— Cieszę się, że przyszedłeś — odezwał się powoli, wsuwając różdżkę do kabury. Zbliżył się o kilka kroków do Rookwooda. — Bałem się, że koniec końców nie przyjdziesz, bo nie przypomniałem się odpowiednio wcześnie. Miło trafić na kogoś, kto ma tak dobrą pamięć. — Uśmiechnął się lekko. — Robili ci problemy przy wejściu? Zostawiłem im informację, ale...
Wydął dolną wargę. Nigdy nie wiadomo, co zrobią ludzie, zdawała się mówić jego mina.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞