05.01.2023, 21:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.01.2023, 16:36 przez Fergus Ollivander.)
Przeklęci włamywacze i przeklęte włosy jednorożców, psioczył w głowie Fergus za każdym razem, gdy widział ojca chlipiącego nad połamanymi różdżkami. Z jednej strony go rozumiał, bo sam był zdenerwowany zmarnowaną pracą i utratą zasobów, ale ile można. Niespecjalnie konsultując to z pozostałymi członkami rodziny, postanowił zdobyć nowe zapasy rdzeni do różdżek, żeby ojciec z wujem mogli nad nimi popracować, nim zaczną się największe tłumy na Pokątnej i nowi uczniowie, idący do Hogwartu, będą potrzebowali tych magicznych artefaktów. Kilka miesięcy mogło się okazać jednak zbyt krótkim okresem. Najwyraźniej kolejny rocznik miał być uboższy w różdżki biorące swoją moc z jednorożców.
Czekał na Reginę, z którą współpracował już od dłuższego czasu, krążąc w kółko i nieomal wydeptując swoimi krokami ścieżkę na trawniku. Niecierpliwił się, choć z własnej winy pojawił się przed czasem, chcąc wyrwać się z Pokątnej. Lubił wędrować po lesie z Rowle, interesy z nią były o wiele przyjemniejsze niż ze starym Meadowsem, od którego pozyskiwali niektóre gatunki drewna.
Szlag by to, mruknął do siebie bezgłośnie, gdy odkrył, że zostawił papierosy w szacie roboczej w sklepie, podczas gdy miał na sobie zwykłą kurtkę. W końcu ostatnie pokłady cierpliwości i rozsądku uleciały z niego, gdy dostrzegł jakieś poruszenie w trawie. Cichy, nęcący głos w jego głowie podpowiadał mu, że to wąż, choć zwierzę mogło być czymkolwiek. Żołądek podszedł mu nieomal do gardła, więc wycofał się między drzewa w głąb lasu, licząc na to, że stworzenie spomiędzy źdźbeł nie podąży za nim. Oparł się o pień drzewa, przymykając na moment oczy i nasłuchując, ale nie słyszał już sunącego po ziemi stwora. Zagłuszało je brzęczenie drobnych skrzydełek, które wydobywało się z dziupli niedaleko jego głowy. Otworzył oczy, odskakując natychmiast i poczył, że coś szarpie go za włosy, piszcząc z uciechą. Co, do diabła, robiły chochliki w środku lasu?
- Regina?! - wrzasnął z nadzieją, że kobieta pojawiła się już w okolicy i go znajdzie. A potem rozpętało się piekło pełne szarpania i prób zabrania mu różdżki. Jakie było skuteczne zaklęcie na unieruchomienie tych małych bestii?
Czekał na Reginę, z którą współpracował już od dłuższego czasu, krążąc w kółko i nieomal wydeptując swoimi krokami ścieżkę na trawniku. Niecierpliwił się, choć z własnej winy pojawił się przed czasem, chcąc wyrwać się z Pokątnej. Lubił wędrować po lesie z Rowle, interesy z nią były o wiele przyjemniejsze niż ze starym Meadowsem, od którego pozyskiwali niektóre gatunki drewna.
Szlag by to, mruknął do siebie bezgłośnie, gdy odkrył, że zostawił papierosy w szacie roboczej w sklepie, podczas gdy miał na sobie zwykłą kurtkę. W końcu ostatnie pokłady cierpliwości i rozsądku uleciały z niego, gdy dostrzegł jakieś poruszenie w trawie. Cichy, nęcący głos w jego głowie podpowiadał mu, że to wąż, choć zwierzę mogło być czymkolwiek. Żołądek podszedł mu nieomal do gardła, więc wycofał się między drzewa w głąb lasu, licząc na to, że stworzenie spomiędzy źdźbeł nie podąży za nim. Oparł się o pień drzewa, przymykając na moment oczy i nasłuchując, ale nie słyszał już sunącego po ziemi stwora. Zagłuszało je brzęczenie drobnych skrzydełek, które wydobywało się z dziupli niedaleko jego głowy. Otworzył oczy, odskakując natychmiast i poczył, że coś szarpie go za włosy, piszcząc z uciechą. Co, do diabła, robiły chochliki w środku lasu?
- Regina?! - wrzasnął z nadzieją, że kobieta pojawiła się już w okolicy i go znajdzie. A potem rozpętało się piekło pełne szarpania i prób zabrania mu różdżki. Jakie było skuteczne zaklęcie na unieruchomienie tych małych bestii?