20.06.2024, 01:26 ✶
Połączenie w jedną całość znalezionych jak dotychczas wskazówek i dowodów na terenie Księżycowego Stawu zdecydowanie pomogło mu w rozeznaniu się w sprawie. Rozumieli więcej, a cienie spowijające historię Juliusów zdawały się wycofywać, pozwalając im poznać kolejne szczegóły tej tragedii. Domysły na temat pozbycia się Mary nieco wstrząsnęły Erikiem, jednak postawione naprzeciw informacji, że kobieta mogła być odpowiedzialna za śmierć żony Bastiena, nabierały sensu.
Osoby pogrążone w żałobie i omotane gniewem były zdolne do najróżniejszych czynów. Erik znał te przypadki z pracy na rzecz Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, ale też nie mógł nie myśleć o tym, jak się czuł tuż po pogrzebie Derwina, kiedy to na dobrą sprawę kazano im ochłonąć, zamiast od razu szukać zemsty bez żadnego ładu i składu. Wówczas pomysł ten nie przypadł mu do gustu, jednak z perspektywy czasu dostrzegał pewne plusy takiego rozwiązania. Przynajmniej nie wpakowali Zakonu w kłopoty.
— Zauroczenie na taką skalę? — Podrapał się po zarośniętym policzku, wsłuchując się w uwagi Menodory. — Jeśli faktycznie udałoby jej się osiągnąć taki efekt, to musi być cholernie utalentowana. Materiał na świetnego amnezjatora Ministerstwa Magii. Nawet jeśli ''po prostu'' czarowała jednego mieszkańca po drugim. — Jego oczy rozszerzyły się, jak gdyby nagle znalazł scenariusz tej historii, który martwił go jeszcze bardziej. — W tym wypadku okazałoby się, że jest nie tylko dobrze wyszkolona, ale też wytrwała. Te same zmiany, te same schematy...
Wyprawa do wioski okazała się w gruncie rzeczy bezowocna, więc dobrze, że Dorze udało się wpaść na jakikolwiek trop. Erik był skłonny zrzucić niepamięć lokalnych mieszkańców na niechęć w stosunku do znajdującej się nieopodal posiadłości. Bądź co bądź, prawdziwy nawiedzony dom niekoniecznie musiał przynosić dobrą sławę. Zatrzymał się, gdy Heather zwróciła uwagę na budynek między drzewami. Zaczął wykrzywiać głowę w różne strony, starając się dostrzec jakiś charakterystyczny element, świadczący o tym, czy dom był zamieszkany, czy raczej opuszczony.
— Nie wiedziałem, że mówisz językiem budowli — skomentował z żartobliwą nutą w głosie, uśmiechając się przy tym pod nosem. — Ale sprawdzenie go to dobry pomysł. Brenna chyba jak do tej pory nikogo tam nie wysłała...?
Obrzucił wzrokiem resztę uczestników wyprawy. Wprawdzie nie była to własność uzyskana przez Brennę przy wykupieniu posiadłości, jednak znajdowała się na tyle blisko, że, tak czy siak, powinni ją sprawdzić. Zarówno dla dobra ich śledztwa związanego z Juliusami, jak i dla samego funkcjonowania posiadłości jako kryjówki Zakonu. Wypadało wiedzieć, co się dzieje u sąsiadów. Na kogo uważać, a komu można było ewentualnie zaufać.
Osoby pogrążone w żałobie i omotane gniewem były zdolne do najróżniejszych czynów. Erik znał te przypadki z pracy na rzecz Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, ale też nie mógł nie myśleć o tym, jak się czuł tuż po pogrzebie Derwina, kiedy to na dobrą sprawę kazano im ochłonąć, zamiast od razu szukać zemsty bez żadnego ładu i składu. Wówczas pomysł ten nie przypadł mu do gustu, jednak z perspektywy czasu dostrzegał pewne plusy takiego rozwiązania. Przynajmniej nie wpakowali Zakonu w kłopoty.
— Zauroczenie na taką skalę? — Podrapał się po zarośniętym policzku, wsłuchując się w uwagi Menodory. — Jeśli faktycznie udałoby jej się osiągnąć taki efekt, to musi być cholernie utalentowana. Materiał na świetnego amnezjatora Ministerstwa Magii. Nawet jeśli ''po prostu'' czarowała jednego mieszkańca po drugim. — Jego oczy rozszerzyły się, jak gdyby nagle znalazł scenariusz tej historii, który martwił go jeszcze bardziej. — W tym wypadku okazałoby się, że jest nie tylko dobrze wyszkolona, ale też wytrwała. Te same zmiany, te same schematy...
Wyprawa do wioski okazała się w gruncie rzeczy bezowocna, więc dobrze, że Dorze udało się wpaść na jakikolwiek trop. Erik był skłonny zrzucić niepamięć lokalnych mieszkańców na niechęć w stosunku do znajdującej się nieopodal posiadłości. Bądź co bądź, prawdziwy nawiedzony dom niekoniecznie musiał przynosić dobrą sławę. Zatrzymał się, gdy Heather zwróciła uwagę na budynek między drzewami. Zaczął wykrzywiać głowę w różne strony, starając się dostrzec jakiś charakterystyczny element, świadczący o tym, czy dom był zamieszkany, czy raczej opuszczony.
— Nie wiedziałem, że mówisz językiem budowli — skomentował z żartobliwą nutą w głosie, uśmiechając się przy tym pod nosem. — Ale sprawdzenie go to dobry pomysł. Brenna chyba jak do tej pory nikogo tam nie wysłała...?
Obrzucił wzrokiem resztę uczestników wyprawy. Wprawdzie nie była to własność uzyskana przez Brennę przy wykupieniu posiadłości, jednak znajdowała się na tyle blisko, że, tak czy siak, powinni ją sprawdzić. Zarówno dla dobra ich śledztwa związanego z Juliusami, jak i dla samego funkcjonowania posiadłości jako kryjówki Zakonu. Wypadało wiedzieć, co się dzieje u sąsiadów. Na kogo uważać, a komu można było ewentualnie zaufać.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞