20.06.2024, 19:13 ✶
– Doskonale, w takim wypadku się podzielimy: ty dasz jej ramię do wypłakania, a ja zajmę się chłopcem, który doprowadził ją do płaczu – powiedziała Charlotte, słowa o Nedzie puszczając pomimo uszu. Po tylu latach mogła już o nim rozmawiać bez bólu, a cień dawnego uczucia był właśnie cieniem zaledwie, mimo to Kelly nie przepadała za rozmowami o nim i zgadzała się na nie głównie wtedy, gdy dzieci tego chciały.
W pewnym sensie zawsze był i pozostał jej słabością, a Charlotte nie lubiła do słabości się przyznawać.
– Och, nie jestem ani trochę zdziwiona, że mnie pamięta – oświadczyła, jakby nie wyłapała żartu. Może nie wyłapała. A może tylko go pociągnęła.
Tak naprawdę wcale nie sądziła, że jej syn pasowałby bardziej do Slytherinu. Ravenclaw albo Hufflepuff, jak ona sama – Ritę widziała albo w gronie Krukonów albo Ślizgonów. Slytherin wobec Jessiego miał głównie jedną zaletę w oczach, mianowicie kolor szat, który pasował mu do włosów. Ale nigdy nie chciałaby naprawdę, aby dzieci tam trafiły: za duża szansa, że koledzy z roku traktowaliby ich gorzej z powodu ojca. A wtedy Charlotte dostawałaby prawdziwego szału i mogłaby przekroczyć jakąś granicę, nie zapewniając sobie wcześniej odpowiedniego alibi…
– Jeśli nie, zawsze pozostaje ci Amsterdam. Nawet się dołożę, to kosztowna wycieczka – stwierdziła, odrobinę rozbawiona. Cóż, Jonathan to najwyżej się ucieszy z przewrotności swojego chrześniaka i z tego, że ten nie był nieśmiałym dzieckiem, a i wątpiła, aby pomysł wywołał szczególne oburzenie w Morpheusie… Za to och, gdyby kiedyś postanowiła doprowadzić do zawału Anthony’ego, to był doskonały plan, podsunąć Ricie zafundowanie mu takiej wycieczki urodzinowej!
Rozbawiona tym pomysłem podeszła do jednego z wieszaków i ściągnęła z niego sukienkę, którą już sobie upatrzyła.
– Przymierzę to – stwierdziła, unosząc ją nieco. – Chociaż muszę zmusić Jonathana, żeby zabrał mnie na zakupy na wesele Blacków.
Bo tutaj to odpowiedniej sukienki na taką okazję nie znajdzie, ale nie zamierzała mówić tego przy madame Malkin. Gdyby nie planowała tu kolejnych zakupów, mogłaby sobie na to pozwolić, Charlotte uwielbiała wręcz być nietaktowna, ale jednak to miejsce od paru lat było jednym z głównych źródeł jej ubrań, więc wypadało utrzymać przyjazne stosunki.
Ku zapewne więc wielkiej uldze syna, znikła w przymierzalni, by zamienić przykrótki worek na odrobinę dłuższą sukienkę.
W pewnym sensie zawsze był i pozostał jej słabością, a Charlotte nie lubiła do słabości się przyznawać.
– Och, nie jestem ani trochę zdziwiona, że mnie pamięta – oświadczyła, jakby nie wyłapała żartu. Może nie wyłapała. A może tylko go pociągnęła.
Tak naprawdę wcale nie sądziła, że jej syn pasowałby bardziej do Slytherinu. Ravenclaw albo Hufflepuff, jak ona sama – Ritę widziała albo w gronie Krukonów albo Ślizgonów. Slytherin wobec Jessiego miał głównie jedną zaletę w oczach, mianowicie kolor szat, który pasował mu do włosów. Ale nigdy nie chciałaby naprawdę, aby dzieci tam trafiły: za duża szansa, że koledzy z roku traktowaliby ich gorzej z powodu ojca. A wtedy Charlotte dostawałaby prawdziwego szału i mogłaby przekroczyć jakąś granicę, nie zapewniając sobie wcześniej odpowiedniego alibi…
– Jeśli nie, zawsze pozostaje ci Amsterdam. Nawet się dołożę, to kosztowna wycieczka – stwierdziła, odrobinę rozbawiona. Cóż, Jonathan to najwyżej się ucieszy z przewrotności swojego chrześniaka i z tego, że ten nie był nieśmiałym dzieckiem, a i wątpiła, aby pomysł wywołał szczególne oburzenie w Morpheusie… Za to och, gdyby kiedyś postanowiła doprowadzić do zawału Anthony’ego, to był doskonały plan, podsunąć Ricie zafundowanie mu takiej wycieczki urodzinowej!
Rozbawiona tym pomysłem podeszła do jednego z wieszaków i ściągnęła z niego sukienkę, którą już sobie upatrzyła.
– Przymierzę to – stwierdziła, unosząc ją nieco. – Chociaż muszę zmusić Jonathana, żeby zabrał mnie na zakupy na wesele Blacków.
Bo tutaj to odpowiedniej sukienki na taką okazję nie znajdzie, ale nie zamierzała mówić tego przy madame Malkin. Gdyby nie planowała tu kolejnych zakupów, mogłaby sobie na to pozwolić, Charlotte uwielbiała wręcz być nietaktowna, ale jednak to miejsce od paru lat było jednym z głównych źródeł jej ubrań, więc wypadało utrzymać przyjazne stosunki.
Ku zapewne więc wielkiej uldze syna, znikła w przymierzalni, by zamienić przykrótki worek na odrobinę dłuższą sukienkę.