20.06.2024, 19:40 ✶
— Odrobina dysocjacji i człowieka przestaje zaskakiwać cokolwiek, co ma związek z waszą dwójką — odpowiedział Patrickowi, ciesząc się, że chociaż jeden z pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów nie pchał się z powrotem do lasu.
Fiolet chroni, ale czerń... Niszczy?, dokończył za Atreusa w myślach, wyłuskując z jego słów tę jedną informację. Nie miał zbyt dużej wiedzy na temat aur, bo i nie w tym się specjalizował, toteż ciężko było mu ocenić czy sytuacja, jaką opisywał czarodziej, w ogóle była prawdopodobna. Zostawił to reszcie drużyny.
— Ja... — zaczął ostrożnie, gdy dotarło do niego pytanie ze strony Atreusa, jednak zanim zdołał sformułować jakkolwiek logiczną wypowiedź, przerwano mu. — Nie! Oczywiście, że nie! — Wykrzywił usta, otwierając przy tym nieco szerzej oczy, jakby nie spodziewał się, że ktokolwiek pomyśli, że zdecydowałby się na taką durnotę. — Nie zamierzam nawet próbować otwierać tutaj przejścia. Cały teren cuchnie spaczeniem i czarną magią! To byłoby jak gotowanie w płonącej kuchni.
Pokręcił kategorycznie głową.
— Trzeba ją zabezpieczyć przed transportem do Ministerstwa. Możemy spróbować ją delikatnie zaekranować magią rozpraszającą i ograniczyć jej wpływ, do czasu, aż nie przeniesiemy jej w bezpieczne miejsce. Przy odrobinie szczęścia nie zaburzymy tej cholernej siatki zaklęć, która utrzymuje zawartość w ryzach — kontynuował powoli, tak żeby do każdego uczestnika wyprawy dotarło, co miał na myśli. — Blokada nie będzie perfekcyjna, ale powinna wystarczyć na krótki okres. Jak Matka pozwoli - do czasu odstawienia jej do odpowiedniej sali w gmachu Ministerstwa. Mankamentem tego planu jest to, że do tego czasu właściciel może potencjalnie dalej korzystać z jej... korzyści.
Zerknął na Brennę, Patricka oraz Atreusa. Nie miał pojęcia, jak dużo na temat poprzedniej kryształowej czaszki wiedział Bulstrode, toteż nawet nie wiedział, czy powinien go o cokolwiek pytać. Wprawdzie mógł mieć jakiś genialny pomysł, ale bez podstawowej wiedzy na temat tego, jak przebiegła sprawa artefaktu znalezionego na bagnach, raczej nie byłby w stanie zajść za daleko ze swoimi dywagacjami. A więc to ograniczało jego źródło informacji do dwóch osób: Brenny i Patricka.
— Macie jakiekolwiek pojęcie, jak to się tutaj znalazło? — spytał, wskazując ruchem podbródka na zakrytą czaszkę. — To ten sam czarnoksiężnik co ostatnio? Inny? Jeśli mam rzucić na czaszkę, chociaż pół czaru, to muszę wiedzieć, czego się spodziewać. — Na koniec zawiesił spojrzenie na Patricku. — I jestem bardzo ciekawy, jak to jest, że akurat ty wpadłeś na jej trop. Znaleźliście dowody na istnienie kolejnej farmy dusz, jak na mokradłach? To o to chodzi w tych śmierciach w okolicy?
W przeciwieństwie do Brenny nie miał najmniejszych oporów przed tym, aby publicznie rozprawiać o szczegółach ich poprzedniej współpracy. Owszem, uwielbiał zasady, regulaminy i reguły, bo nadzwyczaj ułatwiały mu pracę w Ministerstwie Magii, jednak praca w terenie sprawiała, że dokładne wytyczne względem takich incydentów nagle się zacierały. Poza tym, jakby na to nie patrzeć, każda osoba powołana do pomocy w Windermere przez przedstawicieli Ministerstwa Magii mogła potencjalnie zostać nazwana niezależnym specjalistą. Teoretycznie więc powinni podejmować decyzje na temat swoich działań przy posiadaniu jak największej ilości informacji. Dla własnego bezpieczeństwa.
— Gdzież by tam, jeszcze się dowiemy czegoś pożytecznego — parsknął z przekorą na słowa Brenny. Po chwili dodał głośniej: — Tak czy siak będziemy musieli dostać się z powrotem do ośrodka. Chyba że planujemy przejść przez las i wyjść gdzieś poza granicami Windermere. Chociaż nie wiem, jak mugole zareagują na to wszystko... Jeśli nalegasz na to, żeby przebić się do reszty, to część drogi, tak czy siak, trzeba będzie odbyć razem.
Czy to nerwy? A może po prostu zdystansowanie się od całej sytuacji, żeby podejść do niej na zimno, niezbyt mu wychodziło? Macmillan przykląkł na jedno kolano przed czaszką i wystawił ku niej dłoń, nie zahaczając jednak o materiał nawet opuszkami palcami. Przymknął oczy, starając się skupić na znajdującym się przed nim artefakcie. Szukał... czegoś. Jakieś sygnatury. Wizji. Odbicia ze strony zaświatów, czegoś, co wskazałoby mu, czy czaszka jest taka sama jak poprzednia.
Fiolet chroni, ale czerń... Niszczy?, dokończył za Atreusa w myślach, wyłuskując z jego słów tę jedną informację. Nie miał zbyt dużej wiedzy na temat aur, bo i nie w tym się specjalizował, toteż ciężko było mu ocenić czy sytuacja, jaką opisywał czarodziej, w ogóle była prawdopodobna. Zostawił to reszcie drużyny.
— Ja... — zaczął ostrożnie, gdy dotarło do niego pytanie ze strony Atreusa, jednak zanim zdołał sformułować jakkolwiek logiczną wypowiedź, przerwano mu. — Nie! Oczywiście, że nie! — Wykrzywił usta, otwierając przy tym nieco szerzej oczy, jakby nie spodziewał się, że ktokolwiek pomyśli, że zdecydowałby się na taką durnotę. — Nie zamierzam nawet próbować otwierać tutaj przejścia. Cały teren cuchnie spaczeniem i czarną magią! To byłoby jak gotowanie w płonącej kuchni.
Pokręcił kategorycznie głową.
— Trzeba ją zabezpieczyć przed transportem do Ministerstwa. Możemy spróbować ją delikatnie zaekranować magią rozpraszającą i ograniczyć jej wpływ, do czasu, aż nie przeniesiemy jej w bezpieczne miejsce. Przy odrobinie szczęścia nie zaburzymy tej cholernej siatki zaklęć, która utrzymuje zawartość w ryzach — kontynuował powoli, tak żeby do każdego uczestnika wyprawy dotarło, co miał na myśli. — Blokada nie będzie perfekcyjna, ale powinna wystarczyć na krótki okres. Jak Matka pozwoli - do czasu odstawienia jej do odpowiedniej sali w gmachu Ministerstwa. Mankamentem tego planu jest to, że do tego czasu właściciel może potencjalnie dalej korzystać z jej... korzyści.
Zerknął na Brennę, Patricka oraz Atreusa. Nie miał pojęcia, jak dużo na temat poprzedniej kryształowej czaszki wiedział Bulstrode, toteż nawet nie wiedział, czy powinien go o cokolwiek pytać. Wprawdzie mógł mieć jakiś genialny pomysł, ale bez podstawowej wiedzy na temat tego, jak przebiegła sprawa artefaktu znalezionego na bagnach, raczej nie byłby w stanie zajść za daleko ze swoimi dywagacjami. A więc to ograniczało jego źródło informacji do dwóch osób: Brenny i Patricka.
— Macie jakiekolwiek pojęcie, jak to się tutaj znalazło? — spytał, wskazując ruchem podbródka na zakrytą czaszkę. — To ten sam czarnoksiężnik co ostatnio? Inny? Jeśli mam rzucić na czaszkę, chociaż pół czaru, to muszę wiedzieć, czego się spodziewać. — Na koniec zawiesił spojrzenie na Patricku. — I jestem bardzo ciekawy, jak to jest, że akurat ty wpadłeś na jej trop. Znaleźliście dowody na istnienie kolejnej farmy dusz, jak na mokradłach? To o to chodzi w tych śmierciach w okolicy?
W przeciwieństwie do Brenny nie miał najmniejszych oporów przed tym, aby publicznie rozprawiać o szczegółach ich poprzedniej współpracy. Owszem, uwielbiał zasady, regulaminy i reguły, bo nadzwyczaj ułatwiały mu pracę w Ministerstwie Magii, jednak praca w terenie sprawiała, że dokładne wytyczne względem takich incydentów nagle się zacierały. Poza tym, jakby na to nie patrzeć, każda osoba powołana do pomocy w Windermere przez przedstawicieli Ministerstwa Magii mogła potencjalnie zostać nazwana niezależnym specjalistą. Teoretycznie więc powinni podejmować decyzje na temat swoich działań przy posiadaniu jak największej ilości informacji. Dla własnego bezpieczeństwa.
— Gdzież by tam, jeszcze się dowiemy czegoś pożytecznego — parsknął z przekorą na słowa Brenny. Po chwili dodał głośniej: — Tak czy siak będziemy musieli dostać się z powrotem do ośrodka. Chyba że planujemy przejść przez las i wyjść gdzieś poza granicami Windermere. Chociaż nie wiem, jak mugole zareagują na to wszystko... Jeśli nalegasz na to, żeby przebić się do reszty, to część drogi, tak czy siak, trzeba będzie odbyć razem.
Czy to nerwy? A może po prostu zdystansowanie się od całej sytuacji, żeby podejść do niej na zimno, niezbyt mu wychodziło? Macmillan przykląkł na jedno kolano przed czaszką i wystawił ku niej dłoń, nie zahaczając jednak o materiał nawet opuszkami palcami. Przymknął oczy, starając się skupić na znajdującym się przed nim artefakcie. Szukał... czegoś. Jakieś sygnatury. Wizji. Odbicia ze strony zaświatów, czegoś, co wskazałoby mu, czy czaszka jest taka sama jak poprzednia.
(Percepcja): Wyczucie czaszki? x2
(tbh, nie wiem, czy nawet na to powinienem rzucać, ale jakoś nie mam lepszego pomysłu XD)
(tbh, nie wiem, czy nawet na to powinienem rzucać, ale jakoś nie mam lepszego pomysłu XD)
Rzut Z 1d100 - 96
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 38
Slaby sukces...
Slaby sukces...