06.01.2023, 03:00 ✶
- Wiesz, jakbyś się troszkę spóźnił, to też nic by się nie stało. W końcu to jakieś fanki mogły ciebie rozpoznać po drodze i zatrzymać – rzuciła żartobliwie; wszak nie było tajemnicą, że sama Malfoyówna ceniła sobie punktualność. No ale, nawet jeśli faktycznie żartowała z tymi fankami, to dopóki spóźnienia nie były notoryczne, mogła bez większych problemów wykazać się choćby odrobiną zrozumienia – wszak czasem wyskakiwały nieprzewidziane rzeczy, których nie dało się nijak zignorować.
Jak natrętne fanki, przykładowo. Albo nadepnięcie na źle zaparkowaną miotłę, pomylenie drogi, deszcz żab… czy jeszcze coś inszego.
- No właśnie, dopiero się ukazała, więc ilość egzemplarzy jest raczej dość ograniczona, a to powinno prowadzić do wojen – stwierdziła z niezachwianą pewnością siebie. Bo przecież, złe wydawnictwo na pewno wypuściło zbyt niski nakład, co prowadziło do deficytu jakże pożądanego towaru, jakim było dzieło Darcy’ego… i tak dalej, i tak dalej – I wiesz, może nie może być obiektywna… ale skoro ją zachwalała, to w tym przypadku absolutnie, całkowicie się z nią zgadzam. Więc chyba jednak wykazała się obiektywnością? – ni to spytała, ni to stwierdziła, z dość chochlikowatymi iskierkami w oczach. Z drugiej strony…? Sama Eunice nie pozostawała dla Darcy’ego przecież całkiem obcą osobą, wręcz przeciwnie – znali się parę dobrych lat, stąd też zapewne i jej samej należałoby zarzucić brak obiektywności.
Szczegół, że w ten czy inny sposób na dobrą sprawę każdą opinię dało się nazwać subiektywną – każdy miał swoje gusta, upodobania, nawyki czy jakkolwiek inaczej by to określić; przychylniej patrzyło się na coś, co wpasowywało się w wyznaczone ramy danej osoby niż na to, co poza nie wykraczało. Zwłaszcza jeśli robiło to dość znacznie.
- W każdym razie, jeśli się obawiasz, że Daisy nie oceni uczciwie twojej twórczości… wiesz, zawsze chętnie rzucę okiem – zaoferowała się. Mogło to brzmieć wielkodusznie, w istocie takim mogło do końca nie być, jeśli wziąć pod uwagę, że przecież niejeden bardzo chętnie by dostał tekst przed premierą… I to nawet niekoniecznie musiało chodzić o coś pióra Lockharta.
- O, brzmi ciekawie – zainteresowała się bliżej – A zdradzisz choć odrobinę, o czym ma być? – uśmiechnęła się ładnie, prosząco, wspinając się chyba na wyżyny swych umiejętności w robieniu szczeniaczkowych oczu, które bardzo, bardzo, BARDZO o coś prosiły.
- A… wiesz, głównie nauka, jeszcze trochę mi brakuje do skończenia Akademii, poza tym wypada czasem pobrylować… Bal, tak, zdecydowanie się działo, o bobrze i licytacji raczej długo nie zapomną. W każdym razie przynajmniej mój salon znacznie zyskał na aukcji. – stwierdziła i umilkła na chwilę, skoro została przywołana kelnerka. Swoją filiżankę oddała, zamówiła kolejną herbatzę i…
- Nie chcesz może jeszcze ciasta? Za tutejsze marchewkowe można chyba zabić – spytała, nosząc się zapewne z zamówieniem przysmaku dla siebie.
Jak natrętne fanki, przykładowo. Albo nadepnięcie na źle zaparkowaną miotłę, pomylenie drogi, deszcz żab… czy jeszcze coś inszego.
- No właśnie, dopiero się ukazała, więc ilość egzemplarzy jest raczej dość ograniczona, a to powinno prowadzić do wojen – stwierdziła z niezachwianą pewnością siebie. Bo przecież, złe wydawnictwo na pewno wypuściło zbyt niski nakład, co prowadziło do deficytu jakże pożądanego towaru, jakim było dzieło Darcy’ego… i tak dalej, i tak dalej – I wiesz, może nie może być obiektywna… ale skoro ją zachwalała, to w tym przypadku absolutnie, całkowicie się z nią zgadzam. Więc chyba jednak wykazała się obiektywnością? – ni to spytała, ni to stwierdziła, z dość chochlikowatymi iskierkami w oczach. Z drugiej strony…? Sama Eunice nie pozostawała dla Darcy’ego przecież całkiem obcą osobą, wręcz przeciwnie – znali się parę dobrych lat, stąd też zapewne i jej samej należałoby zarzucić brak obiektywności.
Szczegół, że w ten czy inny sposób na dobrą sprawę każdą opinię dało się nazwać subiektywną – każdy miał swoje gusta, upodobania, nawyki czy jakkolwiek inaczej by to określić; przychylniej patrzyło się na coś, co wpasowywało się w wyznaczone ramy danej osoby niż na to, co poza nie wykraczało. Zwłaszcza jeśli robiło to dość znacznie.
- W każdym razie, jeśli się obawiasz, że Daisy nie oceni uczciwie twojej twórczości… wiesz, zawsze chętnie rzucę okiem – zaoferowała się. Mogło to brzmieć wielkodusznie, w istocie takim mogło do końca nie być, jeśli wziąć pod uwagę, że przecież niejeden bardzo chętnie by dostał tekst przed premierą… I to nawet niekoniecznie musiało chodzić o coś pióra Lockharta.
- O, brzmi ciekawie – zainteresowała się bliżej – A zdradzisz choć odrobinę, o czym ma być? – uśmiechnęła się ładnie, prosząco, wspinając się chyba na wyżyny swych umiejętności w robieniu szczeniaczkowych oczu, które bardzo, bardzo, BARDZO o coś prosiły.
- A… wiesz, głównie nauka, jeszcze trochę mi brakuje do skończenia Akademii, poza tym wypada czasem pobrylować… Bal, tak, zdecydowanie się działo, o bobrze i licytacji raczej długo nie zapomną. W każdym razie przynajmniej mój salon znacznie zyskał na aukcji. – stwierdziła i umilkła na chwilę, skoro została przywołana kelnerka. Swoją filiżankę oddała, zamówiła kolejną herbatzę i…
- Nie chcesz może jeszcze ciasta? Za tutejsze marchewkowe można chyba zabić – spytała, nosząc się zapewne z zamówieniem przysmaku dla siebie.
435/1044