20.06.2024, 22:28 ✶
Postać wraca na jarmark i wchodzi od okolic koła fortuny
Florence bardzo nie lubiła się spieszyć, ale tym razem spieszyła się, gdy opuściła tłum, idąc w nieco spokojniejsze miejsce, by dokonać teleportacji. Podobnie spieszno jej było w Ministerstwie Magii, kiedy próbowała dowiedzieć się, czy jej brat aportował się bezpiecznie - cała stoickość charakteru panny Bulstrode nie wystarczyła, aby nie poddawać się niepokojowi, gdy wiedziała, że nieudana teleportacja może skończyć się bardzo poważnie. Na przykład wykrwawianiem się gdzieś w hrabstwie Kent. Kiedy więc publika podziwiała występ Niesamowitego The Edge, Florence rozmawiała w Ministerstwie z jedną z nieszczęsnych dusz, które nie dostały wolnego z okazji sabatu.
Na całe szczęście, dość szybko okazało się, że Atreus do ministerstwa dotarł, a i jego towarzysz był względnie cały. I Florence zadowoliła się tą informacją. Jej brat nie był małym chłopcem, nie cieszyłby się zapewne, gdyby wparowała do jego Departamentu, robić scenę i upewniać się, że jest cały i zdrowy, a Ministerstwo Magii miało własnych specjalistów od takich przypadków.
Pozostawało aportować się z powrotem. Nawet nie tyleż na sam jarmark, bo trochę straciła chęci do zakupów, zabawy czy oglądania występów, a ponieważ i tak później miała zamiar wrócić do kamienicy Bulstrodów przy Horyzontalnej. Pojawiwszy się w pobliżu terenu imprezy, zerknęła ku scenie - początkowo miała zamiar obejrzeć występ Geraldine, ale wszelki dobry nastrój uzdrowicielki umarł, z wieku powodów, więc nie ruszyła w stronę widowni.
Za to idąc przez tłum jej wzrok na chwilę przyciągnęły te słynne koła fortuny. Trochę z powodu żyłki hazardowej, bo może i do uzależnienia było jej daleko, ale jednak miała w sobie krew Prewettów, trochę ze względu na to, że przypomniała sobie, jak bardzo Mulciberowi zależało, by nim zakręcić. Czyżby nagrody były aż tak atrakcyjne?
Wysupłała kilka sykli z kieszeni, kupiła za nie losy, ot tak na próbę, i poczekała na swoją kolej przy jednym z nich.
Florence bardzo nie lubiła się spieszyć, ale tym razem spieszyła się, gdy opuściła tłum, idąc w nieco spokojniejsze miejsce, by dokonać teleportacji. Podobnie spieszno jej było w Ministerstwie Magii, kiedy próbowała dowiedzieć się, czy jej brat aportował się bezpiecznie - cała stoickość charakteru panny Bulstrode nie wystarczyła, aby nie poddawać się niepokojowi, gdy wiedziała, że nieudana teleportacja może skończyć się bardzo poważnie. Na przykład wykrwawianiem się gdzieś w hrabstwie Kent. Kiedy więc publika podziwiała występ Niesamowitego The Edge, Florence rozmawiała w Ministerstwie z jedną z nieszczęsnych dusz, które nie dostały wolnego z okazji sabatu.
Na całe szczęście, dość szybko okazało się, że Atreus do ministerstwa dotarł, a i jego towarzysz był względnie cały. I Florence zadowoliła się tą informacją. Jej brat nie był małym chłopcem, nie cieszyłby się zapewne, gdyby wparowała do jego Departamentu, robić scenę i upewniać się, że jest cały i zdrowy, a Ministerstwo Magii miało własnych specjalistów od takich przypadków.
Pozostawało aportować się z powrotem. Nawet nie tyleż na sam jarmark, bo trochę straciła chęci do zakupów, zabawy czy oglądania występów, a ponieważ i tak później miała zamiar wrócić do kamienicy Bulstrodów przy Horyzontalnej. Pojawiwszy się w pobliżu terenu imprezy, zerknęła ku scenie - początkowo miała zamiar obejrzeć występ Geraldine, ale wszelki dobry nastrój uzdrowicielki umarł, z wieku powodów, więc nie ruszyła w stronę widowni.
Za to idąc przez tłum jej wzrok na chwilę przyciągnęły te słynne koła fortuny. Trochę z powodu żyłki hazardowej, bo może i do uzależnienia było jej daleko, ale jednak miała w sobie krew Prewettów, trochę ze względu na to, że przypomniała sobie, jak bardzo Mulciberowi zależało, by nim zakręcić. Czyżby nagrody były aż tak atrakcyjne?
Wysupłała kilka sykli z kieszeni, kupiła za nie losy, ot tak na próbę, i poczekała na swoją kolej przy jednym z nich.