20.06.2024, 23:13 ✶
Przejście ze stoiska "Świeczki i kadzidła Rodziny Mulciber" do "Mulciber Moonshine"
Zdenerwowanie dawało o sobie znać coraz bardziej. Charles czuł nieprzyjemny ucisk, gdy niewidzialna ręka emocji zamykała paluchy na jego gardle. Nawet oddychanie stawało się coraz trudniejsze, a klatka piersiowa chłopaka poruszała się szybciej, głębiej. Charlie nie odważył się podnieść wzroku, widział jednak skrzyżowane na piersi ramiona ojca. Richard był rozczarowany. Jasne, że tak! Z każdą kolejną podejmowaną decyzją jego syn pogrążał się coraz bardziej!
- Przepraszam, tato. - Powtórzył Charles, nie potrafiąc już ukryć drżenia głosu. - Ja myślałem... Sądziłem, że... Bo ja chciałem... - Dukał, tracąc płynność wypowiedzi. Do diabła z naukami na aurora! Dowiódł już, że jest za słaby, by iść w ślady ojca i zostać stróżem prawa! Teraz dowodził, że nie był gotów, by pójść w jakiekolwiek ślady swojej rodziny. Zacisnął pieści. - Ja wiem, że wuj dał mi szansę. Ja wiem, że ty też chciałeś tego dla mnie, tato, ale... - Wahał się, nie potrafiąc wypowiedzieć własnych myśli. Emocje Richarda opadały, lecz te Charlesa dopiero przybierały na sile. Nieważne wydawały się już te nieszczęsne świeczki! Charlie zdał sobie sprawę z o wiele gorszej kwestii. - Miałeś być ze mnie dumny, tato. - Przypomniał bardziej sobie, niż ojcu. Otarł oczy, gdy te przeklęte łzy same pchały się pod powieki! W Oslo przynajmniej zszedł Richardowi z oczu i nie musiał rozczarowywać swoją osobą! Czy to dlatego ojciec pojechał do Anglii? - Ale ja nie daję ci powodów do dumy... Co teraz powinienem zrobić, tato? Wrócę do domu, do Norwegii, jeśli tego chcesz. Nie będę tam więcej problemem, obiecuję.
Charles zdołał zapomnieć o podstawowych zasadach i teraz zbierał żniwo swojej swawoli. Serce pękło mu na myśl o tym, jak bardzo zawiódł rodzinę, gdy w końcu to zrozumiał.
Zdenerwowanie dawało o sobie znać coraz bardziej. Charles czuł nieprzyjemny ucisk, gdy niewidzialna ręka emocji zamykała paluchy na jego gardle. Nawet oddychanie stawało się coraz trudniejsze, a klatka piersiowa chłopaka poruszała się szybciej, głębiej. Charlie nie odważył się podnieść wzroku, widział jednak skrzyżowane na piersi ramiona ojca. Richard był rozczarowany. Jasne, że tak! Z każdą kolejną podejmowaną decyzją jego syn pogrążał się coraz bardziej!
- Przepraszam, tato. - Powtórzył Charles, nie potrafiąc już ukryć drżenia głosu. - Ja myślałem... Sądziłem, że... Bo ja chciałem... - Dukał, tracąc płynność wypowiedzi. Do diabła z naukami na aurora! Dowiódł już, że jest za słaby, by iść w ślady ojca i zostać stróżem prawa! Teraz dowodził, że nie był gotów, by pójść w jakiekolwiek ślady swojej rodziny. Zacisnął pieści. - Ja wiem, że wuj dał mi szansę. Ja wiem, że ty też chciałeś tego dla mnie, tato, ale... - Wahał się, nie potrafiąc wypowiedzieć własnych myśli. Emocje Richarda opadały, lecz te Charlesa dopiero przybierały na sile. Nieważne wydawały się już te nieszczęsne świeczki! Charlie zdał sobie sprawę z o wiele gorszej kwestii. - Miałeś być ze mnie dumny, tato. - Przypomniał bardziej sobie, niż ojcu. Otarł oczy, gdy te przeklęte łzy same pchały się pod powieki! W Oslo przynajmniej zszedł Richardowi z oczu i nie musiał rozczarowywać swoją osobą! Czy to dlatego ojciec pojechał do Anglii? - Ale ja nie daję ci powodów do dumy... Co teraz powinienem zrobić, tato? Wrócę do domu, do Norwegii, jeśli tego chcesz. Nie będę tam więcej problemem, obiecuję.
Charles zdołał zapomnieć o podstawowych zasadach i teraz zbierał żniwo swojej swawoli. Serce pękło mu na myśl o tym, jak bardzo zawiódł rodzinę, gdy w końcu to zrozumiał.