21.06.2024, 03:58 ✶
To były idealne warunki, żeby nie poddać się eksterioryzacji. Słowa Alexandra uderzyły w jakiś szczególny punkt, zwłaszcza w tym momencie. Teraz, kiedy otaczało ich Windermere i kiedy nie tak dawno przyznał się jej, że słyszy w swojej głowie Lorettę. Teraz, kiedy ta świadomość mimowolnie stawiała gdzieś z tyłu jej głowy postać Louvaina, wiszącego nad nią niczym odległe widmo. Teraz, kiedy się zaśmiał.
- Nie jestem tobą, by robić wszystko żeby odcinać się od rzeczywistości przy najmniejszej okazji- powiedziała sucho. Obco wręcz, nie zwracając nagle uwagi na Morpheusa, któremu pewnie ta uwaga mogła zgrzytać z ich wcześniejszym obrazkiem. W jego głosie nie było kpiny, ale mimo wszystko poczuła się, jakby to właśnie robił w tym momencie.
Pomyśl, że to sen. Byłaby hipokrytką, gdyby twierdziła że nigdy tego sobie nie powtarzała, ale te słowa gościły w jej głowie głównie wtedy, kiedy ze swoimi problemami była sama. Kiedy pokazywała się beznadziejność i bezradność. W tych najgorszych nawet chwilach. Teraz nie była sama i miała wyraźny cel. I jakaś część niej rwała się do tego, żeby tu i teraz zwyczajnie wycedzić mu prosto w twarz, co na ten temat myśli. Ale nie była w stanie sprawić mu tego rodzaju bólu. Nie, kiedy pętała ją magia Triony.
Odwróciła od niego spojrzenie, skupiona na tym co działo się dookoła. Na moment nawet zamknęła oczy, chcąc wniknąć w łagodny szum roślin i wiatru. Na chwilę odprężyć i ulecieć duchem, mogąc sprawdzić co było na górze i dookoła nich. Ale kiedy tak siedziała, doszły do niej głosy.
Głosy?
Otworzyła oczy, marszcząc przez moment brwi i nasłuchując. Przez moment myślała, że to może znowu rozbrzmiało echo Triony, ale szybko doszła do wniosku, że to nie było to. Zerwała się, najpierw zwyczajnie przekręcając na kolana, a potem podnosząc z nich i doskakując do ściany zagłębienia. Powoli i metodycznie przesunęła się wzdłuż niej, aż natrafiła na miejsce, gdzie dało się pochwycić największe natężenie dźwięku. Nieumarły? Jaki nieumarły - Ambrosia co prawda zarejestrowała że coś im tutaj wpadło, ale miała teraz inne rzeczy do roboty. Sięgnęła dłońmi do bluszczu, który obrastał ściany i zaczęła go odgarniać. Nie chciała uszkodzić roślin, a zwyczajnie odsunąć je z drogi i sprawdzić czy kryje się pod nimi jakaś szpara, ustęp czy przejście.
- Proszę, jeśli mnie słyszysz Triona, to nie są wrogowie. Są tutaj żeby pomóc. Pozwól im przejść - szeptała, rozgarniając zieleń. Już wcześniej próbowała krzyczeć do tej dziury, wzywając Millie i Penny. Dlaczego więc i teraz nie miałaby w pierwszej kolejności myśleć o tym, że to je słyszy?
- Nie jestem tobą, by robić wszystko żeby odcinać się od rzeczywistości przy najmniejszej okazji- powiedziała sucho. Obco wręcz, nie zwracając nagle uwagi na Morpheusa, któremu pewnie ta uwaga mogła zgrzytać z ich wcześniejszym obrazkiem. W jego głosie nie było kpiny, ale mimo wszystko poczuła się, jakby to właśnie robił w tym momencie.
Pomyśl, że to sen. Byłaby hipokrytką, gdyby twierdziła że nigdy tego sobie nie powtarzała, ale te słowa gościły w jej głowie głównie wtedy, kiedy ze swoimi problemami była sama. Kiedy pokazywała się beznadziejność i bezradność. W tych najgorszych nawet chwilach. Teraz nie była sama i miała wyraźny cel. I jakaś część niej rwała się do tego, żeby tu i teraz zwyczajnie wycedzić mu prosto w twarz, co na ten temat myśli. Ale nie była w stanie sprawić mu tego rodzaju bólu. Nie, kiedy pętała ją magia Triony.
Odwróciła od niego spojrzenie, skupiona na tym co działo się dookoła. Na moment nawet zamknęła oczy, chcąc wniknąć w łagodny szum roślin i wiatru. Na chwilę odprężyć i ulecieć duchem, mogąc sprawdzić co było na górze i dookoła nich. Ale kiedy tak siedziała, doszły do niej głosy.
Głosy?
Otworzyła oczy, marszcząc przez moment brwi i nasłuchując. Przez moment myślała, że to może znowu rozbrzmiało echo Triony, ale szybko doszła do wniosku, że to nie było to. Zerwała się, najpierw zwyczajnie przekręcając na kolana, a potem podnosząc z nich i doskakując do ściany zagłębienia. Powoli i metodycznie przesunęła się wzdłuż niej, aż natrafiła na miejsce, gdzie dało się pochwycić największe natężenie dźwięku. Nieumarły? Jaki nieumarły - Ambrosia co prawda zarejestrowała że coś im tutaj wpadło, ale miała teraz inne rzeczy do roboty. Sięgnęła dłońmi do bluszczu, który obrastał ściany i zaczęła go odgarniać. Nie chciała uszkodzić roślin, a zwyczajnie odsunąć je z drogi i sprawdzić czy kryje się pod nimi jakaś szpara, ustęp czy przejście.
- Proszę, jeśli mnie słyszysz Triona, to nie są wrogowie. Są tutaj żeby pomóc. Pozwól im przejść - szeptała, rozgarniając zieleń. Już wcześniej próbowała krzyczeć do tej dziury, wzywając Millie i Penny. Dlaczego więc i teraz nie miałaby w pierwszej kolejności myśleć o tym, że to je słyszy?
she was a gentle
sort of horror
sort of horror