Muzyka grana przez członków Artemis stała się nieco cichsza, żeby nie zagłuszyć tego, co robiła Geraldine. Ich trąbki i gwizdki potrafił być naprawdę głośne, kiedy zaczynali za bardzo wczuwać się w swoją powinność.
Panna Yaxley spojrzała na tłum, nie wiedziała, czy ktoś zechce się zgłosić do tego małego pokazu. Zauważyła rękę, która podniosła się niemalże od razu. Nie dało się nie zauważyć do kogo należy. Erik górował przecież nad większością czarodziejów. Ulżyło jej. Była spokojniejsza, ale świadomość, że może na niego liczyć nawet w takiej sytuacji mocno ją podbudowała. Miała wrażenie, że ich relacja nieco ewoluowała w ostatnich miesiącach, zbliżyli się do siebie. Mogła na niego liczyć w każdej sytuacji, nawet takiej głupiej, jak ta.
Posłała przyjacielowi ciepły uśmiech i zaprosiła go na scenę. Najwyraźniej Longbottom miał coś w sobie, bo od razu zgłosiły się też inne osoby - Yaxley podejrzewała, że jest to spowodowane tym, że to właśnie Erik znalazł się na scenie.
Ich również zachęciła gestem, aby wdrapali się do niej. Cóż, pierwszy problem z głowy. Miała uczestników, teraz pozostawało przekazać im krótki instruktaż, zadbać o to, by nie trafili w nikogo znajdującego się na scenie, bo tłum bezpieczny i zaraz będzie miała wszystko z głowy.
Gdy Erik znalazł się obok niej przytuliła go na przywitanie, pozostałą dwójkę mężczyzn przywitała uciśnięciem dłoni, po męsku. - Witam panów, mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić. - Kiedy ruszyła po łuki, które przygotowała dla uczestników zabawy dostrzegła Isaaka pomachała mu ze sceny, a nawet zapozowała do zdjęcia, miała naprawdę wyśmienity humor.
Stanęła ponownie przed golden trio i wręczyła im po łuku. - To jest łuk, nie wiem, czy panowie mieli kiedyś do czynienia z podobnym narzędziem? - Spojrzała na nich uważnie, zakładała, że raczej nie, co powodowało, że cała sytuacja była nieco bardziej zabawna.