Zimy w Londynie wydawały się być łagodniejsze niż te w Norwegii. Różnicę poczuł, wychodząc w swoim czarnym płaszczu, w butelkowo zielonym szaliku owiniętym wokół szyi. W czarnej czapce i rękawicach, oraz ciepłym obuwiu. Z rękoma w kieszeni, przemierzał spokojnie ulice Londynu, decydując się wyjść na samotny nocny spacer. Zwiedzić sobie miasto w nocy. Wsłuchując się w ciszę panującą dookoła. Od ostatnich wydarzeń w kraju, ludzie znacząco przestali wychodzić na zewnątrz. Nie dziwił się. W porównaniu do Oslo, gdzie ludzi było wszędzie pełno, tutaj tego nie widział. Siedzieli w domach, lub w barach. W końcu trwało święto przesilenia zimowego.
Richard przebył trasę do Dziurawego Kotła, gdyż daleko nie mieli od rodzinnej kamienicy. Gdy wszedł, dostrzegł siedzących kilku czarodziei siedzących samotnie albo w grupie paru znajomych. Mógłby się tutaj zatrzymać, wypić piwo. Tchnęło go jednak udać się dalej. Na pokątną, a stamtąd teleportował się po prostu do Hogsmeade. Stare śmieci. Dawno nie odwiedzał tego miasteczka. I choć pewnie bezpieczniej byłoby zrobić to w ciągu dnia, zdecydował się zajrzeć w nocną porę. Pamiętał o ostrzeżeniu Roberta, aby się nie kręcić w miejsca podejrzane, niebezpieczne, bo coś tam się ostatnio pewnie zmieniło na gorsze. Choć posiadał umiejętności aurorskie i owa czujność mu się włączyła, nie bagatelizował uwag.
Hogsmeade nic się w sumie nie zmieniło. Te same latarnie, ulice, domy. Może jedynie właściciele się postarzeli. Wiele sklepów było zamkniętych. Spojrzał na stary znany mu sklep sportowy. Przystanął przy witrynie dostrzegając wiele gadżetów związanych w quidditchem. Ruszył dalej, zmierzając do znanego sobie pubu pod Trzema Miotłami.
Niespodziewanie rozległ się huk w domu, jaki chwilę temu minął. Jego organizm automatycznie zareagował uchyleniem się i zabezpieczeniem głowy, po czym obejrzał się za siebie, oceniając sytuację. Wyjął różdżkę, trzymając w lewej dłoni. Powinien olać i ruszyć dalej. Zostawić to za sobą.
- Znowu atakują. Szybko uciekajmy!Usłyszał po drugiej stronie ulicy, jak dziewczyna krzyczała do swojego chłopaka. Kolejni przypadkowi świadkowie?
Instynkt aurorski sprawił, że wolał zbadać sytuację. Być może przekonać się na własne oczy, czy faktycznie Śmierciożercy sieją postrach w kraju. Ryzykował.
Jeżeli wejście do domu zaatakowanego było otwarte, zajrzał, trzymając różdżkę przed sobą w pogotowiu. Jeżeli doszło do wybuchu, najpewniej kłęby dymu jeszcze unosiły się w powietrzu. Zdawało mu się, że w pewnym pomieszczeniu, dostrzegł czyjąś sylwetkę, przeszukującą miejsce.
- Rączki do góry.Zwrócił na siebie uwagę, chcąc najpewniej dowiedzieć się, kim jest ta osoba. Jeżeli właściciel, to mu odpuści.