21.06.2024, 13:59 ✶
– Tylko bez świadków, Jessie – powiedziała Charlotte i och, tak, tym razem to nie był żart. Moralność Charlotte Kelly nie sięgała dna tylko dlatego, że to byłoby niewygodne, a poza tym wciąż uważała się za damę, mimo wszystkiego, co oddaliło ją od wyżyn magicznej socjety. Damie pewnych rzeczy nie wypadało robić: na przykład bić kogoś pięściami.
Od tego miało się magię, synów oraz przyjaciół, a damie już wypadało zadbać o to, aby żeby ona albo ktoś bliski nie trafił do aresztu za takie pobicie.
– Ale myślę, tak naprawdę, że Rita doskonale sobie poradzi – dorzuciła jeszcze, zanim znikła w przymierzalni.
Kiedy wyszła, obróciła się kilka razy przed lustrem, aby podjąć decyzję z należytym namysłem. Były kiedyś czasy, gdy kupowała ubrania bez opamiętania, ale minęły tak dawno, że nawet nieszczególnie je już rozpamiętywała – bardziej żywy w jej pamięci był ten moment, w którym musiała bardzo uważać, co kupuje i nowa, ładna sukienka stanowiła luksus. I może dlatego teraz, nie będąc bogatą, ale zamożną (dzięki pensji z Departamentu i temu, że dzieci też już coś zarabiały), wydawała na zachcianki sporo, ale trochę bardziej uważała.
Nie było to łatwe, bo oczywiście we własnym mniemaniu wyglądała pięknie absolutnie we wszystkim.
– Ładnemu we wszystkim ładnie, synku – skwitowała z rozbawieniem, ale była całkiem zadowolona z tego, że ją skomplementował, nawet jeżeli tak bez zaangażowania. – Weźmiemy ją. I wesele…
Zamyśliła się na moment, bo prawda była taka, że mało ją to interesowało. Charlotte była tak skupiona na sobie i swoich najbliższych, że cała reszta orbitowała gdzieś na uboczu jej istnienia, w głowie Kelly będąc postaciami trzeciego planu w jej własnej historii… A przynajmniej czasem sprawiała wrażenie, jakby właśnie tak uważała.
– Zaraz, kto to był… syn Polluxa… Persival? Nie, oni nadają tylko te śmieszne, gwiezdne imiona. Polaris? Albo… tak, już mam. Perseus – przypomniała sobie wreszcie, bo dla niej ważniejsze było to, jaką sukienkę na to wesele założy niż na czyje wesele pójdzie, a akurat Perseus był "między pokoleniami" - za młody, aby pamiętała go z własnej młodości i kręgów towarzyskich, za stary, aby być jednym z dzieci jej bliższych znajomych… Kolejne słowa wypowiedziała nieco ciszej, by sprzedawczyni, która ruszyła do innego klienta, ich nie usłyszała. – Żeni się z tą małą Rookwoodówną z Departamentu Tajemnic, dziewczyna bardzo lubi być mroczna, ale to chyba u nich wszystkich rodzinne – skomentowała, jak przystało na kogoś, kto miał po prostu okropny charakter i często wypowiadał się o innych w sposób niekoniecznie sprawiedliwy.
Od tego miało się magię, synów oraz przyjaciół, a damie już wypadało zadbać o to, aby żeby ona albo ktoś bliski nie trafił do aresztu za takie pobicie.
– Ale myślę, tak naprawdę, że Rita doskonale sobie poradzi – dorzuciła jeszcze, zanim znikła w przymierzalni.
Kiedy wyszła, obróciła się kilka razy przed lustrem, aby podjąć decyzję z należytym namysłem. Były kiedyś czasy, gdy kupowała ubrania bez opamiętania, ale minęły tak dawno, że nawet nieszczególnie je już rozpamiętywała – bardziej żywy w jej pamięci był ten moment, w którym musiała bardzo uważać, co kupuje i nowa, ładna sukienka stanowiła luksus. I może dlatego teraz, nie będąc bogatą, ale zamożną (dzięki pensji z Departamentu i temu, że dzieci też już coś zarabiały), wydawała na zachcianki sporo, ale trochę bardziej uważała.
Nie było to łatwe, bo oczywiście we własnym mniemaniu wyglądała pięknie absolutnie we wszystkim.
– Ładnemu we wszystkim ładnie, synku – skwitowała z rozbawieniem, ale była całkiem zadowolona z tego, że ją skomplementował, nawet jeżeli tak bez zaangażowania. – Weźmiemy ją. I wesele…
Zamyśliła się na moment, bo prawda była taka, że mało ją to interesowało. Charlotte była tak skupiona na sobie i swoich najbliższych, że cała reszta orbitowała gdzieś na uboczu jej istnienia, w głowie Kelly będąc postaciami trzeciego planu w jej własnej historii… A przynajmniej czasem sprawiała wrażenie, jakby właśnie tak uważała.
– Zaraz, kto to był… syn Polluxa… Persival? Nie, oni nadają tylko te śmieszne, gwiezdne imiona. Polaris? Albo… tak, już mam. Perseus – przypomniała sobie wreszcie, bo dla niej ważniejsze było to, jaką sukienkę na to wesele założy niż na czyje wesele pójdzie, a akurat Perseus był "między pokoleniami" - za młody, aby pamiętała go z własnej młodości i kręgów towarzyskich, za stary, aby być jednym z dzieci jej bliższych znajomych… Kolejne słowa wypowiedziała nieco ciszej, by sprzedawczyni, która ruszyła do innego klienta, ich nie usłyszała. – Żeni się z tą małą Rookwoodówną z Departamentu Tajemnic, dziewczyna bardzo lubi być mroczna, ale to chyba u nich wszystkich rodzinne – skomentowała, jak przystało na kogoś, kto miał po prostu okropny charakter i często wypowiadał się o innych w sposób niekoniecznie sprawiedliwy.