07.01.2023, 14:44 ✶
Posłała Darcy’emu iście czarujący uśmiech. „Piękna kobieta”. Zdawała sobie sprawę ze swojej urody, oczywiście, tak samo jak miała świadomość tego, iż chłopak był, jaki był. Niemniej zawsze miło usłyszeć jakiś komplement, zwłaszcza że – jakkolwiek by nie patrzeć – nawet stała się, by zachować urodę. A przynajmniej nie zamienić się w jakąś niezadbaną jędzę.
Nawet zabawiła się przez krótką chwilę myślą, co by się mogło stać, gdyby pociągnąć to dalej – męża pod uwagę w tym przypadku nie brała, chyba żeby uwzględnić fakt, iż sam przecież twierdził, że powinna. Czy jakoś tak. Niemniej myśl ta zniknęła dość szybko – o ile Lockharta lubiła, to nie miała pewności, czy mogłoby odpowiednio zaiskrzyć. No i w zasadzie nie miała zbytnio powodów do tego, by występować przeciwko oficjalnym prawidłom, jakie w teorii rządziły małżeństwem.
- Otóż to – potwierdziła. Liczne dodruki trafiające potem pod strzechy, nieśmiertelna sława do końca świata i tak dalej, i tak dalej, taki winien być los młodego pisarza i jego dzieł. Aha, i – jakżeby inaczej – fortuna winna wtedy płynąć całymi rzekami, oczywiście – I jeszcze powinni postawić pomnik za zasługi – dorzuciła. Raczej nierealne, przynajmniej na obecnym etapie pisarskiej kariery Darcy’ego, ale kiedyś, kieeeedyś. Może? Kto wie, jeśli osiągnie kiedyś sukces takich rozmiarów, to przecież niewykluczone, że żart obróci się niespodziewanie w rzeczywistość.
- Jestem całkiem pewna, że historia o białym króliku przypadłaby do gustu każdemu innemu sześciolatkowi – połechtała jeszcze Darcy’ego. W tym wieku nie mogła być to literatura wysokich lotów, niemniej podejrzewała, ze rówieśnik doceniłby dzieło rówieśnika. Tym bardziej że pisanie wydawał się mieć wręcz we krwi! Tylko z jakiegoś niezrozumiałego powodu geniusz nie został jeszcze należycie doceniony, skandal po prostu – W rakim razie nie mogę się doczekać – niemalże się wyszczerzyła w uśmiechu.
- Mhm? – „zachęciła”, nachylając się nieco w stronę rozmówcy. W końcu bardzo, bardzo chciała otrzymać choć strzępek historii. Ciekawość to jednak podła rzecz – Och, brzmi interesująco – uznała, niemniej niewykluczone, że gdyby wspomniał o kobiecie odzianej w jutowy worek i wędrującej tak przez świat, to stwierdziłaby to samo. Ot, całkiem duże zaufanie do pisarskiego geniuszu czy coś w ten deseń.
- Ta wiedźma będzie zła? – dopytała, gdy kelnerka odeszła ze złożonymi zamówieniami, na których realizację przyjdzie im poczekać; chwilę wcześniej jeszcze zapewniła Darcy’ego, że ciasto marchewkowe naprawdę jest warte morderstwa – A półwila? Skąd się weźmie w lesie? – bo przecież oczywiste, że wiedźmy siedzą w lasach. I najlepiej, jakby były całe obsypane kurzajkami, a domy miały z piernika.
- A… zegar. Ma swoje lata, ale oczywiście działa i jednocześnie stanowi to o jego wartości.. – w kilku słowach opisała mu wygląd nowego nabytku – O wiele lepiej pasuje niż przeklęty wazon – podsumowała.
Nawet zabawiła się przez krótką chwilę myślą, co by się mogło stać, gdyby pociągnąć to dalej – męża pod uwagę w tym przypadku nie brała, chyba żeby uwzględnić fakt, iż sam przecież twierdził, że powinna. Czy jakoś tak. Niemniej myśl ta zniknęła dość szybko – o ile Lockharta lubiła, to nie miała pewności, czy mogłoby odpowiednio zaiskrzyć. No i w zasadzie nie miała zbytnio powodów do tego, by występować przeciwko oficjalnym prawidłom, jakie w teorii rządziły małżeństwem.
- Otóż to – potwierdziła. Liczne dodruki trafiające potem pod strzechy, nieśmiertelna sława do końca świata i tak dalej, i tak dalej, taki winien być los młodego pisarza i jego dzieł. Aha, i – jakżeby inaczej – fortuna winna wtedy płynąć całymi rzekami, oczywiście – I jeszcze powinni postawić pomnik za zasługi – dorzuciła. Raczej nierealne, przynajmniej na obecnym etapie pisarskiej kariery Darcy’ego, ale kiedyś, kieeeedyś. Może? Kto wie, jeśli osiągnie kiedyś sukces takich rozmiarów, to przecież niewykluczone, że żart obróci się niespodziewanie w rzeczywistość.
- Jestem całkiem pewna, że historia o białym króliku przypadłaby do gustu każdemu innemu sześciolatkowi – połechtała jeszcze Darcy’ego. W tym wieku nie mogła być to literatura wysokich lotów, niemniej podejrzewała, ze rówieśnik doceniłby dzieło rówieśnika. Tym bardziej że pisanie wydawał się mieć wręcz we krwi! Tylko z jakiegoś niezrozumiałego powodu geniusz nie został jeszcze należycie doceniony, skandal po prostu – W rakim razie nie mogę się doczekać – niemalże się wyszczerzyła w uśmiechu.
- Mhm? – „zachęciła”, nachylając się nieco w stronę rozmówcy. W końcu bardzo, bardzo chciała otrzymać choć strzępek historii. Ciekawość to jednak podła rzecz – Och, brzmi interesująco – uznała, niemniej niewykluczone, że gdyby wspomniał o kobiecie odzianej w jutowy worek i wędrującej tak przez świat, to stwierdziłaby to samo. Ot, całkiem duże zaufanie do pisarskiego geniuszu czy coś w ten deseń.
- Ta wiedźma będzie zła? – dopytała, gdy kelnerka odeszła ze złożonymi zamówieniami, na których realizację przyjdzie im poczekać; chwilę wcześniej jeszcze zapewniła Darcy’ego, że ciasto marchewkowe naprawdę jest warte morderstwa – A półwila? Skąd się weźmie w lesie? – bo przecież oczywiste, że wiedźmy siedzą w lasach. I najlepiej, jakby były całe obsypane kurzajkami, a domy miały z piernika.
- A… zegar. Ma swoje lata, ale oczywiście działa i jednocześnie stanowi to o jego wartości.. – w kilku słowach opisała mu wygląd nowego nabytku – O wiele lepiej pasuje niż przeklęty wazon – podsumowała.
426/1470