21.06.2024, 20:55 ✶
Pewnie bym zlał pierdolenie Atreusa, ale właśnie wziął jął obrażać moje dobre imię. Co jak co, ale najebany to bym służby nie czynił. Miałem ja swoje honory, kodeks moralny, którego z reguły się trzymałem, a dziś to na pewno. Był w nim między innymi zapis o tym, że miałem wciąż jebać po gębie Alexandra Mulcibera za każdą łzę, którą przez niego upuściła moja siostra. Tak, kurwa, dożywotnio. Jeszcze jak stanę nad jego trumną, to nie omieszkam również mu jebnąć, mimo że już nic nie będzie czuł. Ja będę wtedy czuł za nas dwoje. O tak! Drań jebany...
Ale... hola, amigo! Tu miałem teraz innego kurwia, który zanadto sobie dopowiadał do historii. Pewnie bym pokręcił głowa, zrobił groźną minę do jeszcze groźniejszej gry, ale ostatecznie jedynie złapałem się za twarz, jak gdybym po prostu nie wierzył w spostrzegawczy aurorów. Ta, nie wierzyłem. Ewidentnie nie istniała.
- Jaki pijany?! Jaki, kurwa, pijany?! Pojebało cię doszczętnie, Bulstrode! - rzuciłem oburzony, jednak kręcąc tą głową na tych płytkach. Fajne były, takie lodowate wręcz. Ale ten Atreus... Myślałem, że to w porządku był gość, ale srogo się myliłem. Mogłem się domyślić, że e całe szanowne paniczostwo to sobie wzajemnie frędzlowało. - Ale wiesz co?! Kurwa wcale się nie dziwię. Widzę, że wszystkie czystokrwiste gnidy trzymają się ze sobą za zapaskudzone rączki. Chroń tyłek Alexandra Mulcibera! Chroń! Dla mnie jest on gwałcicielem i zwykłą pizdą. Nie potrafi wziąć na siebie odpowiedzialności za własne czyny... Nawet nie zdajesz sobie sprawy, ile krzywdy zrobił mojej krewnej... Ale was chuj to obchodzi. Jebane książęta - stwierdziłem, mając ochotę mu splunąć pod stopy. Chciałem nawet się pofatygować i podnieść z tych płytek, ale zabrakło mi sił. Potrzebowałem coś zeżreć i odpocząć, tak.
Prychnąłem, wzdychając zaraz ciężko. Zabrałem łapę z twarzy by spojrzeć na tę babę, co piszczała mi nad głową.
- Krzywo nas teleportowało, bo tamten dureń teleportował nas, kiedy wypełniałem służbowe obowiązki - poprawiłem Atreusa. Niech ocenią i wyciągną wnioski, kto był tu winien. Szamotający się czy ten, co nas, kurwa, teleportował.
- Słyszę cię, ale robi mi się niefajnie słabo. Chyba wolę mieć krew w pełnym pakiecie - stwierdziłem do niej, uśmiechając się słabo i mrugając oczami na te jej pstrykanie. Te dźwięki brzmiały bardzo irytująco, mimo że były to tylko pstryknięcia. Za głośno. - I dźwięki mnie rażą... Może to lekkie wstrząśnienie mózgu - zaproponowałem jej, bo jednak jebnąłem na tę posadzkę, a to płytki były jednak. Może przez to czułem to osłabienie, a nie przez krew. Krwi to ja miałem przecież sporo.
Zamknąłem oczy, próbując nie myśleć o tych mdłościach.
Ale... hola, amigo! Tu miałem teraz innego kurwia, który zanadto sobie dopowiadał do historii. Pewnie bym pokręcił głowa, zrobił groźną minę do jeszcze groźniejszej gry, ale ostatecznie jedynie złapałem się za twarz, jak gdybym po prostu nie wierzył w spostrzegawczy aurorów. Ta, nie wierzyłem. Ewidentnie nie istniała.
- Jaki pijany?! Jaki, kurwa, pijany?! Pojebało cię doszczętnie, Bulstrode! - rzuciłem oburzony, jednak kręcąc tą głową na tych płytkach. Fajne były, takie lodowate wręcz. Ale ten Atreus... Myślałem, że to w porządku był gość, ale srogo się myliłem. Mogłem się domyślić, że e całe szanowne paniczostwo to sobie wzajemnie frędzlowało. - Ale wiesz co?! Kurwa wcale się nie dziwię. Widzę, że wszystkie czystokrwiste gnidy trzymają się ze sobą za zapaskudzone rączki. Chroń tyłek Alexandra Mulcibera! Chroń! Dla mnie jest on gwałcicielem i zwykłą pizdą. Nie potrafi wziąć na siebie odpowiedzialności za własne czyny... Nawet nie zdajesz sobie sprawy, ile krzywdy zrobił mojej krewnej... Ale was chuj to obchodzi. Jebane książęta - stwierdziłem, mając ochotę mu splunąć pod stopy. Chciałem nawet się pofatygować i podnieść z tych płytek, ale zabrakło mi sił. Potrzebowałem coś zeżreć i odpocząć, tak.
Prychnąłem, wzdychając zaraz ciężko. Zabrałem łapę z twarzy by spojrzeć na tę babę, co piszczała mi nad głową.
- Krzywo nas teleportowało, bo tamten dureń teleportował nas, kiedy wypełniałem służbowe obowiązki - poprawiłem Atreusa. Niech ocenią i wyciągną wnioski, kto był tu winien. Szamotający się czy ten, co nas, kurwa, teleportował.
- Słyszę cię, ale robi mi się niefajnie słabo. Chyba wolę mieć krew w pełnym pakiecie - stwierdziłem do niej, uśmiechając się słabo i mrugając oczami na te jej pstrykanie. Te dźwięki brzmiały bardzo irytująco, mimo że były to tylko pstryknięcia. Za głośno. - I dźwięki mnie rażą... Może to lekkie wstrząśnienie mózgu - zaproponowałem jej, bo jednak jebnąłem na tę posadzkę, a to płytki były jednak. Może przez to czułem to osłabienie, a nie przez krew. Krwi to ja miałem przecież sporo.
Zamknąłem oczy, próbując nie myśleć o tych mdłościach.