21.06.2024, 21:52 ✶
Isaac nie zdążył nawet dobrze przyjrzeć się swojej kuli dyskotekowej, kiedy poczuł, że zimne, szorstkie korzenie oplatają się wokół jego kostek. Zachwiał się, próbując utrzymać równowagę. Nie czuł strachu, a irytację, która wezbrała w nim na widok atakujących go pędów. Chciał spalić te wredne bambusy, które zagrażały nie tylko jemu, ale i wszystkim tu zebranym. Dobrze więc, że Owen był szybszy, bo prawdopodobnie mieliby tu zaraz ognisko. Nawet Bagshot potrafił stracić cierpliwość.
- Wredne chu…- Zaczął, jednak nie dane mu było skończyć, ponieważ kuzyn złapał go za rękę, a potem popchnął w stronę wytworzonej dzięki transmutacji dziury. Isaac zdecydowanie się tego nie spodziewał. Gdyby to od niego zależało, to wolałby przejść ostatni, nawet jeśli miałby siłować się z pędami.
Kiedy wylądował po drugiej stronie, padł na czworaka. Wgniótł w trawę paczkę papierosów, którą tak namiętnie ściskał w lewej dłoni. W prawej nadal miał różdżkę. Nie obchodziło go to, co działo się przed nim. Od razu odwrócił się w stronę swoich towarzyszy, mając nadzieję, że uda im się wydostać.
- Owen! MILLY!- Krzyknął z pretensją w głosie. Kuzyn zrobił z nim co chciał, a Isaac bardzo nie lubił nie mieć kontroli nad tym, do zamierzał robić. Zawsze starał się być z tyłu grupy, żeby mieć pewność, że nikt się nie zgubi. Musiał widzieć wszystkich, i nie przeszkadzało mu, że to inni przewodzili albo decydowali, co trzeba zrobić. Nie miał parcia, żeby być liderem. Po prostu chciał mieć oko na każdego. Czy czuł więc, że dzisiejszego dnia na coś się przydał? Otóż nie.
- Wredne chu…- Zaczął, jednak nie dane mu było skończyć, ponieważ kuzyn złapał go za rękę, a potem popchnął w stronę wytworzonej dzięki transmutacji dziury. Isaac zdecydowanie się tego nie spodziewał. Gdyby to od niego zależało, to wolałby przejść ostatni, nawet jeśli miałby siłować się z pędami.
Kiedy wylądował po drugiej stronie, padł na czworaka. Wgniótł w trawę paczkę papierosów, którą tak namiętnie ściskał w lewej dłoni. W prawej nadal miał różdżkę. Nie obchodziło go to, co działo się przed nim. Od razu odwrócił się w stronę swoich towarzyszy, mając nadzieję, że uda im się wydostać.
- Owen! MILLY!- Krzyknął z pretensją w głosie. Kuzyn zrobił z nim co chciał, a Isaac bardzo nie lubił nie mieć kontroli nad tym, do zamierzał robić. Zawsze starał się być z tyłu grupy, żeby mieć pewność, że nikt się nie zgubi. Musiał widzieć wszystkich, i nie przeszkadzało mu, że to inni przewodzili albo decydowali, co trzeba zrobić. Nie miał parcia, żeby być liderem. Po prostu chciał mieć oko na każdego. Czy czuł więc, że dzisiejszego dnia na coś się przydał? Otóż nie.