-Oczywiście, mamo. Mówiłaś mi to już wiele razy - to, że za ewentualne pobicie otrzymałby szlaban, nie oznaczało, że MUSIAŁ się na niego narażać.
W końcu mógł załatwić gagatka, który wycisnąłby z oczu jego siostrzyczki łzy, a potem zatrzeć ślady, pozbyć się zbędnych świadków i udawać niewiniątko. Nikt nie musiał wiedzieć.
Och, oczywiście, że Rita by sobie poradziła. W końcu była córką swojej matki, czyż nie? Istniała możliwość, że Rita ze swoimi rozstaniami poradziłaby sobie o wiele lepiej, niż Jessie ze swoimi, gdyby doszło do takiej sytuacji. Odrobinę godziło to jego męskie ego...
Ostatecznie wybrał dwa krawaty - jeden jednolity w kolorze ciemnego antracytu, drugi w barwie granatu (może trochę po złośliwości, że znowu niebieski, a może dlatego, że po prostu lubił ten kolor, bo dobrze wyglądał w jego oczach) z delikatną kratką, wyszytą czarną nitką. Oba ciemne, ale jego uwagę zwrócił jeszcze jeden, dosyć jasny, który nawet dla niego wyglądał przyzwoicie. Ten krawat miał barwę indygo.
Odwrócił się w momencie, w którym Charlotte w końcu wynurzyła się zza zasłony przebieralni i zaczęła podziwiać swoje odbicie w lustrze.
-Postaraj się w swojej piękności nie przyćmić Panny Młodej, dobrze? Podobno to ma być jej dzień - jeśli ktoś wcześniej wspominał mu o tym weselu, to najwidoczniej Jessie nie słuchał wystarczająco uważnie, by stwierdzić, czy powinien poprosić matkę, by złożyła Parze Młodej szczęśliwego pożycia w jego imieniu, czy raczej powinien spodziewać się skandalu wśród czystokrwistych.
Jeśli chodziło o skandale ślubne, czy ktoś był w stanie przebić skandal, który wywołali Charlotte i Jonathan podczas ceremonii własnych zaślubin, które ostatecznie odbyły się wcześniej, bez niepotrzebnych świadków, i do tego z innym Panem Młodym, niż głosiły zaproszenia?
-Mroczna, huh? - kącik jego ust uniósł się delikatnie, gdy zbliżył się do matki i pochylił się, by tylko ona go słyszała. -Jak myślisz? Pierwszy będzie rozwód, pogrzeb któregoś z nich, czy dajesz im szanse na szczęśliwe pożycie?