Przebywając w dalszym ciągu w pobliżu tego stoiska postanowił skorzystać z możliwości zaznania chwili spokoju, który po tym co go spotkało wydawał się być w pełni uzasadniony. W chwili obecnej wydawało mu się, że nic nie było w stanie go odwieść od decyzji o opuszczeniu tego kiermaszu. Jednak zanim to zrobi to były tutaj osoby, z którymi chciał zamienić parę słów przed swoim odejściem. To też nie było tak, że pozostawał obojętny na stan swoich krewnych. Wszystko potoczyło się naprawdę szybko, dla niego i dla nich.
Philip postanowił się nie wtrącać w żaden sposób w rozmowę braci-bliźniaków odnośnie wychowania dzieci - sam jeszcze nie założył rodziny i to właśnie sprawiało, że był nad wyraz miernym autorytetem w tej właśnie kwestii. Nie wszystko można było wytłumaczyć młodym wieku ani szczeniackim wybrykiem (te nawet jemu nie pozostawały obce). Pod wieloma względami sam nie był doskonałym przykładem dojrzałego człowieka, o czym świadczyło wiele aspektów jego życia.
— Jest tak, jak mówi Richard... otrzymałem pomoc. Jednak nie mogę powiedzieć, abym czuł się dobrze. Za dużo się wydarzyło. A z tobą jak? A z twoją córką? — Zwrócił się do Roberta z ciężkim westchnięciem. Po czymś takim, co go spotkało, bardzo trudno poczuć się dobrze pod wpływem samej pomocy magomedycznej. Został zaatakowany w biały dzień, co poważnie naruszyło jego komfort. Motywy napastnika pozostawały dla niego w dalszym ciągu niejasne - on w jego oczach nie wydawał się być zrównoważony psychicznie. Ta napaść nie została potraktowana poważnie przez przedstawiciela Departamentu Przestrzegania Prawa. Ucierpiał na tym jego wizerunek - całe to zdarzenie zostało udokumentowane na zdjęciach, a i bez tego widziało to zbyt wielu ludzi. Z Robertem wydawało się być już wszystko w porządku. Tak jak z jego córką, która również dochodziła do siebie.
— Rozważam powrót do swojego domu. Jesteś tam mile widziany, tak jak... twoja rodzina. — Poinformował swojego kuzyna o swoim zamiarze. Jako, że sam Robert pozostawał jednym z kluczowych świadków tamtej napaści, a sam zamierzał złożyć zawiadomienie o tym ataku na siebie, to chciał spróbować omówić z nim bycie świadkiem w tej sprawie. Nie bez znaczenia była nieodpowiednia reakcja pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa oraz znikoma ich ilość na wydarzeniu takim, jak to. Na podstawie tych wydarzeń wyłaniał się obraz departamentu, którego pracownicy nie radzą sobie ze swoimi podstawowymi obowiązkami.
— W międzyczasie dwóch durniów się pobiło, jeden z nich nosił mundur Brygadzisty. Drugi to wasz krewny. Ja chciałem zgłosić napaść i napotkałem w tym momencie trudności z dokonaniem tego - zupełnie jakby Departament Przestrzegania Prawa wysłał tylko jednego przedstawiciela do zabezpieczania tego kiermaszu. — Starał się nakreślić część albo nawet całą sytuację, jednak mógł nie być w tym wszystkim wystarczająco dokładny. Pozostali członkowie rodziny Roberta mogli uzupełnić jego wersję zdarzeń.
— Kto dokładnie odpowiada za produkcję tego rodzaju świeczek? Sam mam ochotę się z nim rozmówić. — Zapytał Roberta. Gdyby doszło do takiej rozmowy pomiędzy nim a twórcą tych świeczek, które w innej sytuacji, zyskałyby jego zainteresowanie, to on nie mógłby spodziewać się pochwał.
I delight in waiting here
To watch the whole thing escalate