22.06.2024, 01:14 ✶
Jak to mówią, pracują mądrze, a nie ciężko. Wymyślony na kolanie plan miał nieco wad, ale potencjalne korzyści były na tyle duże, że postanowił zaryzykować. W końcu robił w życiu znacznie głupsze rzeczy, nierzadko za darmo. Tutaj mógł przynajmniej zarobić, a naprawdę nie musiał zrobić wiele. Wbicie się na tę imprezę nawet nie było wyzwaniem. Po prostu wbił się jako kelner. Jasne, musiał trochę popracować, ale nie było to dla niego wielkim problemem. Obsługując kolejne stoły, notował wartych obrobienia gości. Powoli przygotowywał się na wieczór, gdy w końcu zaczął działać. Pijani czarodzieje nawet nie odczuwali braku biżuterii czy sakiewki, a Fletcher zwiększał stan swojego konta. Wszystko szło ładnie i gładko, ale jak to zwykle bywa w jego przypadku, coś musiało pójść nie tak. Został rozpoznany. Tyle dobrego, że przez osobę, której raczej nie musiał się obawiać.
Gdy w końcu przestał się gapić na jej nogi, zaczął myśleć. Niby wiedział, że laska była z dobrego domu i w ogóle, ale i tak mu nie pasowała. Może to przez tę kieckę. Chyba nigdy wcześniej nie widział jej w takim wydaniu. Nie, żeby wyglądała źle, to było po prostu... inne. Przywykł do spodni i stołu pełnego butelek po alkoholu. Z jednej strony kusiło go ojebać jeszcze kilku frajerów, ale może nie warto było przesadzać? Poza tym jego kieszenie robiły się już nieco za ciężkie, także odłożenie łupów w jakieś bezpieczne miejsce nie brzmiało tak źle. W ogrodzie z pewnością znajdzie się od groma potencjalnych skrytek, które będzie mógł odwiedzić następnego dnia. Ochrona w tym miejscu to był jakiś jebany żart.
Zrobić coś więcej? Gdy tak na nią patrzył, do głowy przychodziło mu całkiem sporo rzeczy, ale postanowił nie wypowiadać ich na głos. Przynajmniej na ten moment. Czasem nawet on potrafił nad sobą zapanować.
— Ummm, trochę? Na pewno ja bym się stąd wyrwał, bo powoli głowa mi pęka od tego rzępolenia. Kogo oni zatrudnili? — odparł gładko, lekko się do niej nachylając, żeby usłyszało ich w miarę mało osób. O ile ktokolwiek w ogóle ich słuchał. Z pewnością było wiele rzeczy, które przyciągało uwagę bardziej niż panna rozmawiająca z kelnerem. — Dwie butelki? Założę, że to na głowę. Nie muszę być nawet dyskretny, bo przydzielili mnie do roznoszenia alkoholi. Po prostu wbiję na szybko do kuchni i zgarnę butelki. Nikt nawet nie patrzy na to, co biorę. To pojebane. Może wyniosę skrzynkę do domu — zaczął, ale urwał, gdy wspomniała o wspólnym myśleniu. Po prostu nie mógł się powstrzymać od niestosownych myśli, czego nawet nie ukrywał. Obscenicznie przejechał wzrokiem po jej biuście, szeroko się przy tym uśmiechając. — Tak, w towarzystwie zawsze raźniej. Mam już nawet kilka pomysłów na to, co możemy robić. Poza piciem oczywiście. Poczekaj tutaj, piękna — rzucił, po czym szybkim krokiem ruszył w stronę pomieszczeń służby. Zgarnął pod pachę odpowiednią ilość alkoholu, po czym wrócił na salę, wyłapując wzrokiem Ger. Podszedł do niej, wymijając gości, po czym skierował ją w stronę wejścia do ogrodu. Gdy już się tam znaleźli, przeszedł w nieco dalsze alejki, gdzie nie było aż tak bardzo słychać bawiących się gości. Dopiero tutaj klepnął się na ławce, butelki z alkoholem stawiając na ziemi. Zsunął z siebie muszkę z westchnieniem pełnym ulgi, po czym rozpiął dwa górne guziki koszuli.
— Myślałem, że się w tym ugotuję. Jak ludzie potrafią w tym chodzić na co dzień. Pojeby jakieś — westchnął, po czym sięgnął po jedną z butelek. Odkorkował ją, po czym upił kilka solidnych łyków. — Zajebiste, zdecydowanie muszę zabrać kilka do domu — zadeklarował, po czym z ciekawością zerknął na kobietę.
Gdy w końcu przestał się gapić na jej nogi, zaczął myśleć. Niby wiedział, że laska była z dobrego domu i w ogóle, ale i tak mu nie pasowała. Może to przez tę kieckę. Chyba nigdy wcześniej nie widział jej w takim wydaniu. Nie, żeby wyglądała źle, to było po prostu... inne. Przywykł do spodni i stołu pełnego butelek po alkoholu. Z jednej strony kusiło go ojebać jeszcze kilku frajerów, ale może nie warto było przesadzać? Poza tym jego kieszenie robiły się już nieco za ciężkie, także odłożenie łupów w jakieś bezpieczne miejsce nie brzmiało tak źle. W ogrodzie z pewnością znajdzie się od groma potencjalnych skrytek, które będzie mógł odwiedzić następnego dnia. Ochrona w tym miejscu to był jakiś jebany żart.
Zrobić coś więcej? Gdy tak na nią patrzył, do głowy przychodziło mu całkiem sporo rzeczy, ale postanowił nie wypowiadać ich na głos. Przynajmniej na ten moment. Czasem nawet on potrafił nad sobą zapanować.
— Ummm, trochę? Na pewno ja bym się stąd wyrwał, bo powoli głowa mi pęka od tego rzępolenia. Kogo oni zatrudnili? — odparł gładko, lekko się do niej nachylając, żeby usłyszało ich w miarę mało osób. O ile ktokolwiek w ogóle ich słuchał. Z pewnością było wiele rzeczy, które przyciągało uwagę bardziej niż panna rozmawiająca z kelnerem. — Dwie butelki? Założę, że to na głowę. Nie muszę być nawet dyskretny, bo przydzielili mnie do roznoszenia alkoholi. Po prostu wbiję na szybko do kuchni i zgarnę butelki. Nikt nawet nie patrzy na to, co biorę. To pojebane. Może wyniosę skrzynkę do domu — zaczął, ale urwał, gdy wspomniała o wspólnym myśleniu. Po prostu nie mógł się powstrzymać od niestosownych myśli, czego nawet nie ukrywał. Obscenicznie przejechał wzrokiem po jej biuście, szeroko się przy tym uśmiechając. — Tak, w towarzystwie zawsze raźniej. Mam już nawet kilka pomysłów na to, co możemy robić. Poza piciem oczywiście. Poczekaj tutaj, piękna — rzucił, po czym szybkim krokiem ruszył w stronę pomieszczeń służby. Zgarnął pod pachę odpowiednią ilość alkoholu, po czym wrócił na salę, wyłapując wzrokiem Ger. Podszedł do niej, wymijając gości, po czym skierował ją w stronę wejścia do ogrodu. Gdy już się tam znaleźli, przeszedł w nieco dalsze alejki, gdzie nie było aż tak bardzo słychać bawiących się gości. Dopiero tutaj klepnął się na ławce, butelki z alkoholem stawiając na ziemi. Zsunął z siebie muszkę z westchnieniem pełnym ulgi, po czym rozpiął dwa górne guziki koszuli.
— Myślałem, że się w tym ugotuję. Jak ludzie potrafią w tym chodzić na co dzień. Pojeby jakieś — westchnął, po czym sięgnął po jedną z butelek. Odkorkował ją, po czym upił kilka solidnych łyków. — Zajebiste, zdecydowanie muszę zabrać kilka do domu — zadeklarował, po czym z ciekawością zerknął na kobietę.