22.06.2024, 01:35 ✶
– No nie wiem... widziałam i słyszałam rzeczy, które działy się wiesz... wtedy. Poprzednim razem. Straciłam oddech, mm... Miałam takie poczucie... znaczy, no...zamroziło mnie, ale było jednocześnie bardzo, bardzo gorąco, nie wiem jak to opisać. I nie mam kurwa problemu z ogniem, ale wtedy było kilka... kilka rzeczy krzyki wiesz, ludzie uciekali, zapach zaklęć ja... no nie wiem. Pojebane to. – przełknęła lęk o to, że nie wróci na służbę. A co ze stażem na Aurora? Czy wezmą kogoś tak nieudolnego, kto nawet do Limba nie dotarł? Nikt nie był w stanie powiedzieć jej co działo się z jej ciałem przez te trzy dni, ale no... Ci co byli w Limbie, wrócili zimni. Ona była ciepła. Ona wrzała. Bulgotało jej pod deklem.
Jak pachną Twoje sny Geraldine? Czy mają zapach określonej wody kolońskiej? Za kim tęsknisz? Kogo woła noc, gdy rozum bierze sobie wolne i budzą się demony
– Ta wiem, ale ten mój jest jakiś niewydarzony. Znaczy fajnie, że mnie w końcu wypuścił, ale wiesz jak jest.
– jedyna rzecz w której nie mogła narzekać na Blacka. Dał jej wypis. Podpisał przepustkę. Co prawda dalej musiała mieć kuratora, kontynuować terapię, spotykać się na sesje, brać leki, blablabla, nudy. Zdusiła w sobie kilka bluzgów na temat tego, że Alastor sobie świetnie z tą sytuacją radził. Chuja nie sobie radził, ale miała na tyle lojalności by tak nie eksponować brata. Tylko jak mu pomóc? Bertie w swojej dobroduszności nie zauważał tego, co widziała ona. A jeśli on by nie poradził, to Brenna czy Erik tym bardziej.
– Sam środek niczego, to brzmi w pip zachęcająco! – podjęła entuzjastycznie. – Zrobimy sobie tam ognisko i będziemy smażyć kiełbaski? I kakao z piankami! To brzmi jak doskonały plan! – Wyjedzie, da Alikowi spać, musiała tylko ogarnąć z kim ale Terry wisiał jej jedną przysługę, może zabrałaby Peregrinusa, co prawda to nie były Alpy, ale zawsze to jakieś wspólne spędzenie czasu z akarelami i kartami. – Powróżę Ci jak za starych dobrych, pośpiewamy, rozerwiemy się. – rozsiadła się wygodniej, uśmiechnięta jak kot obżarty kradzioną śmietanką.
Jak pachną Twoje sny Geraldine? Czy mają zapach określonej wody kolońskiej? Za kim tęsknisz? Kogo woła noc, gdy rozum bierze sobie wolne i budzą się demony
– Ta wiem, ale ten mój jest jakiś niewydarzony. Znaczy fajnie, że mnie w końcu wypuścił, ale wiesz jak jest.
– jedyna rzecz w której nie mogła narzekać na Blacka. Dał jej wypis. Podpisał przepustkę. Co prawda dalej musiała mieć kuratora, kontynuować terapię, spotykać się na sesje, brać leki, blablabla, nudy. Zdusiła w sobie kilka bluzgów na temat tego, że Alastor sobie świetnie z tą sytuacją radził. Chuja nie sobie radził, ale miała na tyle lojalności by tak nie eksponować brata. Tylko jak mu pomóc? Bertie w swojej dobroduszności nie zauważał tego, co widziała ona. A jeśli on by nie poradził, to Brenna czy Erik tym bardziej.
– Sam środek niczego, to brzmi w pip zachęcająco! – podjęła entuzjastycznie. – Zrobimy sobie tam ognisko i będziemy smażyć kiełbaski? I kakao z piankami! To brzmi jak doskonały plan! – Wyjedzie, da Alikowi spać, musiała tylko ogarnąć z kim ale Terry wisiał jej jedną przysługę, może zabrałaby Peregrinusa, co prawda to nie były Alpy, ale zawsze to jakieś wspólne spędzenie czasu z akarelami i kartami. – Powróżę Ci jak za starych dobrych, pośpiewamy, rozerwiemy się. – rozsiadła się wygodniej, uśmiechnięta jak kot obżarty kradzioną śmietanką.