Słuchała uważnie każdego słowa, które wypowiadała Millie. Wyciągała wnioski, chociaż nie do końca znała się na rzeczy, nie była szczególnie lotna w sprawach ludzkiego umysłu, zresztą sama przez ostatnie miesiące zastanawiała się, czy nie ochujała. Jednak brzmiało to jak pewien schemat. - Wiesz, Lammas to był spęd ludzi, tak jak na Beltane, do tego pojawiły się te płomienie, jak ogniska, może to odblokowało ci jakąś czakrę w głowie i przypomniało o tym, co się wtedy wydarzyło? - Rzuciła luźno, no bo psychiatra był z niej jak z koziej dupy trąba, ale umiała łączyć fakty i to tyle. - Też rzuciłaś się jak zawsze na głęboką wodę, ledwo wylazłaś z tego psychiatryka i poszłaś na sabat. - Nie, żeby chciała ją jakoś umoralniać, ale nie było to najrozsądniejsze posunięcie. Wiedziała, że Thunder nie należy do osób, które lubią się ograniczać, ale to był taki moment w jej życiu, kiedy powinna.
- Czyli go nie polecasz, daj znać kto to, gdybym kiedyś i ja trafiła do lecznicy. - Próbowała zażartować, chociaż nie zdziwiłaby się wcale, jeśli i ją postanowiliby zamknąć w psychiatryku. Łaziła przecież po znajomych i opowiadała im o tym, że jej brat chyba nie istnieje. Ktoś w końcu pęknie i powie, że zwariowała. Pozostawało tylko pytanie kiedy się to stanie.
Najwyraźniej bracia stwarzali problemy każdej siostrze. Ger miała gdzieś z tyłu głowy wizję Florence, która ciągle martwiła się o Atreusa, Millie męczyła się ze swoim, a jej brat przypadkiem został niedawno wampirem... Z rodziną to dobrze się wychodzi chyba tylko na zdjęciu.
- Tak, nie mogę się doczekać zniknięcia stąd chociaż na chwilę. - Ostatnio wiele się działo i naprawdę potrzebowała złapać oddech gdzieś pośrodku niczego, wśród ludzi jej życzliwych. - Co tam kakao, będziemy pić, whisky, dużo whisky i się niczym nie martwić. - Jej ciągoty do alkoholu nawet w takiej sytuacji dawały o sobie znać, ostatnio była to jej ostatnia deska ratunku, chwilowe znieczulenie, które pomagało jej nie myśleć.
- Nie ma sensu wróżyć, nie ma czego wróżyć. - Dodała jeszcze nieco wyciszonym głosem. Florence wywróżyła jej brak przyszłości, wolałaby, żeby Millie tego nie zobaczyła, nie było na co patrzeć. Nie chciała, żeby i ona zobaczyła, że Geraldine była już skreślona.