Miała w tym wszystkim spore wsparcie Morpheusa i Anthony'ego, dzięki nim nie musiała się martwić w ogóle tym, że może ją i dzieciaki dosięgnąć ten pył, który mógł zrobić im krzywdę. Sama ciągle zaaferowana była tym, żeby dzieci był bezpieczne. Typowa matka, nie ma się co oszukiwać. W końcu kto im pomoże, jeśli nie ona?
Wreszcie udało jej się zmotywować dzieciaki to tego, żeby jej posłuchały. Pobiegły dokładnie tam gdzie chciała. Całe szczęście, znajdowali się odpowiednio daleko od epicentrum całego zamieszania. Póki co, byli bezpieczni, a to było najistotniejsze dla panny Figg.
Może nie była jakąś wspaniałą wojowniczką, jak widać jednak, gdy przychodziło co do czego, to potrafiła jasno myśleć i działać, czego właściwie nigdy się po sobie nie spodziewała. Może, gdyby nie te dzieciaki, których życie trzeba było uratować, to nie odnalazłaby w sobie tego pierwiastka wojowniczki, jednak gdy była postawiona pod ścianą i chodziło o bezpieczeństwo innych, to potrafiła z siebie wykrzesać jakieś drobne pierwiastki próby zostania ich bohaterką.
Znaleźli się w końcu pod płotem, chociaż tyle im się udało. Pojawił się jednak kolejny problem, co teraz? Jak przerzuci ich przez płot? Sama Norka była malutka i drobniutka. Nie byłaby w stanie rzucać dziećmi. Była jednak czarownicą, czyż nie? Postanowiła więc spróbować po raz kolejny pójść w dziedzinę magii, z którą miała najwięcej wspólnego. Machnęła różdżką, chciała przetransmutować kamień, który znajdował się pod jej stopą w trampolinę, która pozwoli dzieciakom się wybić i przeskoczyć płot.
Sukces!
Akcja nieudana
transmutacja kamienia w trampolinę