Z początku wydawało się, że podejmowane przez nich działania nie przynosiły większych rezultatów. Wszystko działo się wolno. Zdawało się prowadzić donikąd. Niby udawało im się stworzyć wyłom, ale po jego drugiej stronie znajdywała się tylko kolejna ściana zieleni. Penny trochę się z tego powodu denerwowała. Możliwe nawet, że z tych nerwów była mniej skuteczna od Owena i Basiliusa. Nieco więcej opanowania zyskała, kiedy wreszcie udało jej się dostrzec to, co było po drugiej stronie.
Ambrosia, Morpheus i jakiś trzeci czarodziej, którego nie znała.
- Rosie?! - zawołała, tym samym dając blondynce znać, że jest tutaj; że oni wszyscy są tutaj. Nie zamierzała już podejmować kolejnych prób zdziałania czegoś więcej przy pomocy transmutacji. Nie wydawało się to mieć większego sensu. Dlatego też w następnej chwili, po prostu rzuciła się w stronę powstałego przejścia. Tego samego, przez które poleciał Isaac. Nie miało znaczenia, co miało miejsce po drugiej stronie. Liczyło się tylko to, żeby wydostać się z tego tunelu i umknąć korzeniom, które prędzej czy później zapewne dałyby im się porządnie we znaki. To podpowiadał zdrowy rozsądek, którego Penny zbyt wiele nie posiadała.
Nie zwracając uwagi na to, że przecież była drobną dziewczyną, po prostu rzuciła się, starając przedostać się na drugą stronę.
Dopiero będąc w ruchu, dopiero przeciskając się w stronę trójki czarodziejów, dostrzegła towarzyszącego im żywego trupa. Rozszerzyła oczy. Zrozumiała, że być może przyjdzie im teraz wpaść z deszczu pod rynnę, ale... było za późno, żeby się wycofać. Zwłaszcza, że z tym wycofaniem się, to jakoś tak nie za bardzo mieli dokąd. Nie uśmiechało jej się koegzystowanie z żywymi korzeniami. A i one nie zdawały się chętne do tego, aby na stałe przyjąć lokatorów.
Cały czas ściskając w ręku różdżkę, była gotowana na to, aby w przypadku sukcesu z przedostaniem się do komnaty, wykonać kolejny ruch. Akcje. Zareagować na to, co tam się działo. I może jakoś pomóc.
Sukces!
Sukces!
aktywność fizyczna, czy uda mi się przedostać?