22.06.2024, 16:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.06.2024, 16:14 przez Alexander Mulciber.)
Południowe stragany
Wróżby miały czasem tę irytującą właściwość, że spełniały się w aż nazbyt dosłowny sposób. Odwrócone Koło fortuny, które wypadło dzisiaj z talii Alexandra, wydawało mu się w tym momencie szczególnie nieśmiesznym żartem. Może i był nałogowym hazardzistą. I co komu do tego? To, co siedziało w jego pulsującym tępym bólem łbie, było tylko i wyłącznie jego sprawą, i nie zamierzał pozwolić, by grzebała mu tam banda uzdrowicieli. Kiedyś sam wspaniałomyślnie zaoferował Murtaghowi, żeby ten, w ramach eksperymentu, zajrzał do jego głowy za pomocą legilimencji – Alexander zawsze interesował się magią umysłu, i był szalenie ciekaw, jak człowiek pozbawiony trzeciego oka zareaguje na bezpośrednie zetknięcie z absolutem – niestety, przyjaciel szybko go zbył, twierdząc, że zawartość spierdolonego umysłu Mulcibera przyprawiłaby go co najwyżej o ból głowy.
Alexander wolał zaufać tej ekspertyzie.
– Żadnego szpitala. – Co prawda, kilka minut wcześniej wyrzygał publicznie zawartość żołądka, ale w tym momencie starał się wyglądać jak okaz zdrowia. Przejechał ręką po twarzy, zanim spojrzał na aurora swoimi wiecznie delikatnie przekrwionymi oczami. – Co chcesz usłyszeć, Moody? Bulstrode uderzył Notta świeczką w kształcie chuja – odpowiedział chłodno. – Nie wiem, który z nich wkurwia mnie bardziej, więc wybierz sobie, którego obsmarować w raporcie. A z McKinnonem – skrzywił się, ale zachował opanowanie – to było nieporozumienie.
Jakie jeszcze karty wyciągnął rano? Ach tak: Siódemka pucharów roztaczała przed nim wspaniałe wizje upadku Hadesa McKinnona, ale Ósemka denarów podpowiadała, że bez jego wstawiennictwa ten zjeb po prostu straci pracę.
Całe dnie będzie się potem byczył na kanapie u Ambrosii, a w przerwach – awanturował pod jego kamienicą. Gorzej, jakby przyjęli go z powrotem do Departamentu Tajemnic: tego Mulciber by nie zniósł. Widok obmierzłej mordy McKinnona przy biurku obok, dzień w dzień, aż do emerytury, niechybnie doprowadziłby go na skraj wytrzymałości: musieliby go odstawić z Departamemtu Tajemnic prosto do Lecznicy dusz... Tylko tam zapewne wylądowałby na łóżku obok Donalda. Czyli zostawał Azkaban, pomyślał dramatycznie Mulciber.
Wyobraził sobie, jak topi Hadesa w basenie z mózgami w jednej z komnat Departamentu. Może jakby wlało mu się przez uszy trochę tej neuroodżywczej esencji, w przyszłym wcieleniu zdołałby wyhodować trochę szarych komórek. Bo Mulciber wiele rzeczy widział w życiu, ale takiego okazu bezmózga chyba jeszcze nigdy. Co on sobie myślał, wszczynać burdę w obecności tylu świadków, i to w pełnym umundurowaniu brygadzisty? Nawet Alexander nie był tak głupi. Zazwyczaj.
Nie miał innego wyjścia, musiał polubownie załatwić całą sprawę z pieprzonym Alastorem Moody. Kiedy znowu się odezwał, mówił o wiele ciszej.
– Wiesz dobrze, jak to wygląda. Umundurowany brygadzista spuszcza w tłumie wpierdol cywilowi. – Alex zaczął masować skrzydełka nosa, z pewną ulgą stwierdzając, że ten albo nie został złamany, albo zdążył już zapomnieć, jak Bulstrode mu go nastawiała. – Nie chcę… Nie będę go pogrążał. Nie jestem jebanym Nottem. Dogadajmy się.
Nie dość, że oberwał, to jeszcze musiał teraz bronić reputacji tego chuja złamanego. Najpierw cała ta afera ze stoiskiem Mulciberów, a teraz to. Kurwa mać, on się przecież ani trochę nie nadawał do roli dyplomaty.
Wróżby miały czasem tę irytującą właściwość, że spełniały się w aż nazbyt dosłowny sposób. Odwrócone Koło fortuny, które wypadło dzisiaj z talii Alexandra, wydawało mu się w tym momencie szczególnie nieśmiesznym żartem. Może i był nałogowym hazardzistą. I co komu do tego? To, co siedziało w jego pulsującym tępym bólem łbie, było tylko i wyłącznie jego sprawą, i nie zamierzał pozwolić, by grzebała mu tam banda uzdrowicieli. Kiedyś sam wspaniałomyślnie zaoferował Murtaghowi, żeby ten, w ramach eksperymentu, zajrzał do jego głowy za pomocą legilimencji – Alexander zawsze interesował się magią umysłu, i był szalenie ciekaw, jak człowiek pozbawiony trzeciego oka zareaguje na bezpośrednie zetknięcie z absolutem – niestety, przyjaciel szybko go zbył, twierdząc, że zawartość spierdolonego umysłu Mulcibera przyprawiłaby go co najwyżej o ból głowy.
Alexander wolał zaufać tej ekspertyzie.
– Żadnego szpitala. – Co prawda, kilka minut wcześniej wyrzygał publicznie zawartość żołądka, ale w tym momencie starał się wyglądać jak okaz zdrowia. Przejechał ręką po twarzy, zanim spojrzał na aurora swoimi wiecznie delikatnie przekrwionymi oczami. – Co chcesz usłyszeć, Moody? Bulstrode uderzył Notta świeczką w kształcie chuja – odpowiedział chłodno. – Nie wiem, który z nich wkurwia mnie bardziej, więc wybierz sobie, którego obsmarować w raporcie. A z McKinnonem – skrzywił się, ale zachował opanowanie – to było nieporozumienie.
Jakie jeszcze karty wyciągnął rano? Ach tak: Siódemka pucharów roztaczała przed nim wspaniałe wizje upadku Hadesa McKinnona, ale Ósemka denarów podpowiadała, że bez jego wstawiennictwa ten zjeb po prostu straci pracę.
Całe dnie będzie się potem byczył na kanapie u Ambrosii, a w przerwach – awanturował pod jego kamienicą. Gorzej, jakby przyjęli go z powrotem do Departamentu Tajemnic: tego Mulciber by nie zniósł. Widok obmierzłej mordy McKinnona przy biurku obok, dzień w dzień, aż do emerytury, niechybnie doprowadziłby go na skraj wytrzymałości: musieliby go odstawić z Departamemtu Tajemnic prosto do Lecznicy dusz... Tylko tam zapewne wylądowałby na łóżku obok Donalda. Czyli zostawał Azkaban, pomyślał dramatycznie Mulciber.
Wyobraził sobie, jak topi Hadesa w basenie z mózgami w jednej z komnat Departamentu. Może jakby wlało mu się przez uszy trochę tej neuroodżywczej esencji, w przyszłym wcieleniu zdołałby wyhodować trochę szarych komórek. Bo Mulciber wiele rzeczy widział w życiu, ale takiego okazu bezmózga chyba jeszcze nigdy. Co on sobie myślał, wszczynać burdę w obecności tylu świadków, i to w pełnym umundurowaniu brygadzisty? Nawet Alexander nie był tak głupi. Zazwyczaj.
Nie miał innego wyjścia, musiał polubownie załatwić całą sprawę z pieprzonym Alastorem Moody. Kiedy znowu się odezwał, mówił o wiele ciszej.
– Wiesz dobrze, jak to wygląda. Umundurowany brygadzista spuszcza w tłumie wpierdol cywilowi. – Alex zaczął masować skrzydełka nosa, z pewną ulgą stwierdzając, że ten albo nie został złamany, albo zdążył już zapomnieć, jak Bulstrode mu go nastawiała. – Nie chcę… Nie będę go pogrążał. Nie jestem jebanym Nottem. Dogadajmy się.
Nie dość, że oberwał, to jeszcze musiał teraz bronić reputacji tego chuja złamanego. Najpierw cała ta afera ze stoiskiem Mulciberów, a teraz to. Kurwa mać, on się przecież ani trochę nie nadawał do roli dyplomaty.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat