22.06.2024, 19:41 ✶
Charles nie panował nad emocjami. Jego oddech przyspieszył jeszcze bardziej, a po policzkach polały się kolejne tłuste krople łez, gdy czekał na werdykt ojca. Prośba o podniesienie wzroku musiała zostać długo przemyślana i dopiero po długich, ciągnących się sekundach Charlie uniósł twarz.
- Dobrze, tato. Przepraszam. - Ptwórzył jeszcze raz, próbując wziąć się w garść. Nie był już dzieckiem, musiał o tym pamiętać tak, jak pamiętał o tym ojciec. Polecenie zajęcia się drugim stanowiskiem Mulciberów dobrze wróżyło na przyszłość. - Nie ma już świeczek. Wszystkie sprzedane. - Przypomniał, bo jego wyroby rozeszły się jak ciepłe bułeczki. Pozostały tylko te, które zostały w rękach Leonarda i te zniszczone za stoiskiem.
Objęcie ramieniem zadziałało jak dobrze wymierzone, łagodzące zaklęcie. Charlie wcisnął twarz w ubranie ojca i pozwolił sobie na kilka kolejnych łez, lecz i te szybko opanował. Musiał przejść do obowiązków!
- Dzięki, tato. - Mruknął jeszcze, oddając Richardowi wolność. - Nie zawiodę cię.
I naprawdę zamierzał przyłożyć się do... do tego, co postawi przed nim świat. Zacznie od zadbania o Lyssę i Mulciber Moonshine, a następnie przejdzie do rozmowy z ojcem i wujem i wzięciem na siebie odpowiedzialności za popełniony czyn.
Przetarł oczy, by pozbyć się reszty wilgoci. Nawet bez załzawionych oczu ciężko było ocenić, kim mogła być dla niego Lyssa. Wyglądała na starszą, ale nie mogła przecież być ciotką? Może kuzynką, co najwyżej?
- Dzień dobry, Lysso, pomogę ze stoiskiem. Tata prosił. - Odezwał się więc do krewnej. - Dzień dobry. - Przywitał też Victorię, choć widział ją parę minut wcześniej przy własnym stoisku.
- Dobrze, tato. Przepraszam. - Ptwórzył jeszcze raz, próbując wziąć się w garść. Nie był już dzieckiem, musiał o tym pamiętać tak, jak pamiętał o tym ojciec. Polecenie zajęcia się drugim stanowiskiem Mulciberów dobrze wróżyło na przyszłość. - Nie ma już świeczek. Wszystkie sprzedane. - Przypomniał, bo jego wyroby rozeszły się jak ciepłe bułeczki. Pozostały tylko te, które zostały w rękach Leonarda i te zniszczone za stoiskiem.
Objęcie ramieniem zadziałało jak dobrze wymierzone, łagodzące zaklęcie. Charlie wcisnął twarz w ubranie ojca i pozwolił sobie na kilka kolejnych łez, lecz i te szybko opanował. Musiał przejść do obowiązków!
- Dzięki, tato. - Mruknął jeszcze, oddając Richardowi wolność. - Nie zawiodę cię.
I naprawdę zamierzał przyłożyć się do... do tego, co postawi przed nim świat. Zacznie od zadbania o Lyssę i Mulciber Moonshine, a następnie przejdzie do rozmowy z ojcem i wujem i wzięciem na siebie odpowiedzialności za popełniony czyn.
Przetarł oczy, by pozbyć się reszty wilgoci. Nawet bez załzawionych oczu ciężko było ocenić, kim mogła być dla niego Lyssa. Wyglądała na starszą, ale nie mogła przecież być ciotką? Może kuzynką, co najwyżej?
- Dzień dobry, Lysso, pomogę ze stoiskiem. Tata prosił. - Odezwał się więc do krewnej. - Dzień dobry. - Przywitał też Victorię, choć widział ją parę minut wcześniej przy własnym stoisku.