W wykonywanej przez niego pracy mogło się wydarzyć wszystko - duchy potrafiły być różne i mogły być wrogo nastawione. W takich przypadkach praca egzorcysty nie była bezpieczna. On dobrze znał ryzyko zawodowe i niejednokrotnie szafował swoim nadwątlonym przez towarzyszącą mu od dnia narodzin chorobę. Teraz mogło okazać, że nie będzie inaczej. Chciał myśleć, że w razie potencjalnych trudności, z jakimi przyjdzie mu się zmierzyć, będzie mógł liczyć na swojego kuzyna. Sam zamierzał zrobić wszystko, aby pomóc Peregrinusowi w sytuacji tego wymagającej. Nie zostawi go w potrzebie.
Obserwował swojego kuzyna podczas wykonywania przez niego tych wszystkich czynności. Tym bardziej, że sam miał do skończenia swój posiłek. W tym w żadnym stopniu nie przeszkadzała mu rozmowa, w której poruszali niezwykle ważne tematy.
— Jedno i drugie nie brzmi brzmi, ale z dwojga złego wolę to pierwsze wyjście. — Kontynuował. Nie zamierzał się wycofać - na to było już za późno, skoro zgodził się towarzyszyć swojemu kuzynowi w tym przedsięwzięciu. — Ja również mam taką nadzieję. Ostatnie czego chcę, to tego byśmy musieli uciekać przed jakimś potworem. — Podchodząc do tego z dozą zdrowego rozsądku to doskonale wiedział, że ma znikome szanse na ucieczkę przed jakimś monstrum z jaskini.
Pod tym względem nie obawiał się duchów - styczność z nimi była na stałe wpisana w jego pracę. Od duchów mogli okazać się opętańcy. Najbardziej nie chciałby mieć do czynienia z ghoulem i wampirem.
— Już bardziej nie mogę być gotów. — Zapewnił swojego kuzyna, starając brzmieć wystarczająco pewnie. Przy tylu doświadczanych przez niego obawach i świadomości słabości własnego ciała to był nie lada wyczyn. Odczuwał także determinację. Cokolwiek tam odkryją, może sporo wnieść do jego kariery zawodowej. Trzymana w dłoni różdżka dodawała mu pewności, kiedy wykonał pierwszy krok w czeluść jaskini.