-Czyli czekasz, aż kogoś pobiję i faktycznie będę musiał znaleźć skuteczny sposób na pozbycie się świadka i stworzenie alibi? - padło pytanie, ale raczej dla wszystkich wtajemniczonych było jasne, że Jessie nie oczekiwał na nie odpowiedzi.
Czy to Rita byłaby bardziej skłonna do popełnienia morderstwa, czy, ku zapewne zaskoczeniu przynajmniej kilku osób, raczej Jessie, to mógł jedynie zweryfikować los. Nie mniej jednak Jessie zrozumiał aluzję - jeżeli kiedykolwiek doszłoby do takiej sytuacji, w której stałby się czyimś oprawcą i potrzebował pomocy w "umyciu rąk", mógł przyjść do niej i Charlotte z całą pewnością nie zostawiłaby go na lodzie i przynajmniej spróbowałaby mu pomóc.
Na szczęście Madame Malkin wciąż była zajęta innym klientem, który najwidoczniej miał większe problemy z wyborem nowej odzieży, niż Charlotte i Jessie, dzięki czemu nie mogła usłyszeć, o czym dokładnie rozmawiali. To oszczędziło im dziwnego, podejrzliwego spojrzenia, kierowanego w ich stronę i może ewentualnego późniejszego przesłuchiwania przez stróży prawa. Nie wszystkie żarty śmieszyły każdego, nie każdy wszystkie żarty rozumiał, a przecież istniały jeszcze żarty, dzielone między osobami, które były świadkami konkretnych sytuacji. Tego tylko brakowało, by biedna krawcowa pomyślała, że dwójka jej klientów faktycznie planowała napaść na kogoś, czy to przez krzywdę, wyrządzoną członkowi rodziny, czy dla jakiejś dziwnej "rozrywki".
W sytuacji, gdy widzi się świat trochę inaczej, niż wszyscy inni, i niewielka część z tego, co cię otacza, wygląda dla ciebie dobrze, nagle okazuje się, że jesteś ograniczony niewielkim wyborem. Dla Jessiego był to właśnie kolor niebieski. "Czerwony" wyglądał wręcz ohydnie, "zielony", w zależności od odcienia, mógł wyglądać nijak, znośnie, albo źle. Niebieski, poza białym i czarnym, był jednym z tych kolorów, które wyglądały dobrze dla świata i dla oczu Jessiego, więc tak, znowu niebieski.
Trzy, może cztery wesela... Jessie aż gwizdnął.
-I ona jest młodsza od ciebie? Co stało się z jej poprzednimi małżonkami? - znów retoryczne pytanie, a to żartobliwe trzepnięcie w ramię przyjął z cichym śmiechem.
Za dużo czasu spędzał z Jonathanem? Ha! W życiu! Gdyby przyznał temu rację, oznaczałoby to, że należałoby trochę ograniczyć ich spotkania, a do tego Jessie nie chciał dopuścić. W końcu, dlaczego chciałby wydawać się rzadziej z tak niesamowitym człowiekiem?
Samej wypowiedzi na temat małżeństwo czystokrwistych, a także samych Blacków i Rookwoodów nie skomentował, chociaż coś mu się już cisnęło na język. Nie chciał jednak powiedzieć o kilka słów za dużo i przypadkiem znaleźć się za blisko granicy "żartu", którą jego matka akceptowała. Westchnął cicho.
-Miejmy przynajmniej nadzieję, że będziecie się na tym weselu dobrze bawić - powiedział, kierując się z matką do lady, by opłacić zakupy. -A może akurat tych dwoje wszystkich zaskoczy i będą mieli swoje "I żyli długo i szczęśliwie"?
Jeżeli nie było to małżeństwo aranżowane, narzucone im przez rodzinę i interesy, to czy nie zasługiwali na takie życzenia?
Zakupy opłacone, spakowane i kierowali się już do wyjścia, mijając w drzwiach kolejnych klientów, szukających perełek u znanej krawcowej.
Może uda im się jeszcze wstąpić gdzieś na kawę?