22.06.2024, 22:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.06.2024, 22:17 przez Maeve Chang.)
- Yyyyy, przesadzałam kurwiskum paprociste. Nie interesuj się, bo kociej mordy dostaniesz - odpyskowała naprędce przyłapana na jawnym kłamstwie, by następnie założyć ramiona na piersi i zrobić minę tak naburmuszoną, że nie powstydziłby się jej nawet najbardziej obrażony pięciolatek, któremu odmówiono zakupu czekoladowej żaby. Maeve doskonale zdawała sobie sprawę, że Lorraine pamiętała o wszystkich paprotkach, które wisiały im nad głowami, gdy wspólnymi siłami maltretowały jej łóżko, a gdyby nabyła jakąś nową, to Malfoy dowiedziałaby się o niej pierwsza. Wszakże Mewa zmusza swoich bliskich do tego, by aktywnie uczestniczyli w jej specyficznych zainteresowaniach, nawet jeśli zapierali się przed tymi nogami, rękami oraz zaklęciami na drzwiach. Jeszcze cię dorwę, Maryla.
- Aha, teraz to delikatnie, tak? - Zagaiła, unosząc brwi w zwątpieniu i rozbawieniu. Pomyślała, że to odważne słowa jak na kogoś, kto wręcz samodzielnie wiedzie ręką kochanki na swoje włosy, a potem gani ją, że ciągnie za słabo. Myśli jednak pozostały niewypowiedziane, bo towarzyszyła im tutaj Rosie, której chciała oszczędzić niezręcznych przepychanek. No i też poniekąd dlatego, że Lorraine bardzo nie lubiła być zawstydzana w towarzystwie.
Złapała tę torebkę tak, jakby ktoś jej wręczył klejące się dziecko - trzymała ją w powietrzu i patrzyła się dziwnie to na McKinnon, to na gotową na wszystko Malfoy. Nie była za bardzo przekonana co do tego, czy wspinaczka była dobrym pomysłem. Może gdyby to Mewa tam weszła to może, ale Raine prawdopodobnie spadnie stamtąd i sobie nogi połamie.
- Rosia tutaj dobrze miarkuje, może przestań szukać guza - rzuciła do ukochanej, próbując odwieść ją od pomysłu włażenia na dach. - Transmutujmy tego kota w piłkę i się sturla. Nic mu nie będzie, bo się ładnie od chodnika odbije. A nawet jeśli nie, to ma przecież dziewięć żyć, złego diabli nie biorą. - Dla Mewy to było logiczne, pomysł Ambrosii był najlepszy ze wszystkich dotychczas.
Niestety siła argumentów przegrała z potrzebą popisania się ze strony Lorraine. Widząc, że nie planuje się zatrzymać choćby na sekundę, Maeve zanurkowała w końcu w bezkresnej przepaści jaką było wnętrze torebki Malfoyówny i wyzerowała znaleziony tam eliksir. Skrzywiła się jak po najwierutniejszym samogonie, po czym przekazała pochodnię dalej w ręce Ambrosii, pozostawiając torebkę w jej pieczy.
Ruszyła za Lorraine; przecież trzeba będzie księżniczkę łapać, to było pewne jak syfilis w Kościanym.
Rzut na aktywność fizyczną, czy mi się uda złapać królewnę XD
- Aha, teraz to delikatnie, tak? - Zagaiła, unosząc brwi w zwątpieniu i rozbawieniu. Pomyślała, że to odważne słowa jak na kogoś, kto wręcz samodzielnie wiedzie ręką kochanki na swoje włosy, a potem gani ją, że ciągnie za słabo. Myśli jednak pozostały niewypowiedziane, bo towarzyszyła im tutaj Rosie, której chciała oszczędzić niezręcznych przepychanek. No i też poniekąd dlatego, że Lorraine bardzo nie lubiła być zawstydzana w towarzystwie.
Złapała tę torebkę tak, jakby ktoś jej wręczył klejące się dziecko - trzymała ją w powietrzu i patrzyła się dziwnie to na McKinnon, to na gotową na wszystko Malfoy. Nie była za bardzo przekonana co do tego, czy wspinaczka była dobrym pomysłem. Może gdyby to Mewa tam weszła to może, ale Raine prawdopodobnie spadnie stamtąd i sobie nogi połamie.
- Rosia tutaj dobrze miarkuje, może przestań szukać guza - rzuciła do ukochanej, próbując odwieść ją od pomysłu włażenia na dach. - Transmutujmy tego kota w piłkę i się sturla. Nic mu nie będzie, bo się ładnie od chodnika odbije. A nawet jeśli nie, to ma przecież dziewięć żyć, złego diabli nie biorą. - Dla Mewy to było logiczne, pomysł Ambrosii był najlepszy ze wszystkich dotychczas.
Niestety siła argumentów przegrała z potrzebą popisania się ze strony Lorraine. Widząc, że nie planuje się zatrzymać choćby na sekundę, Maeve zanurkowała w końcu w bezkresnej przepaści jaką było wnętrze torebki Malfoyówny i wyzerowała znaleziony tam eliksir. Skrzywiła się jak po najwierutniejszym samogonie, po czym przekazała pochodnię dalej w ręce Ambrosii, pozostawiając torebkę w jej pieczy.
Ruszyła za Lorraine; przecież trzeba będzie księżniczkę łapać, to było pewne jak syfilis w Kościanym.
Rzut na aktywność fizyczną, czy mi się uda złapać królewnę XD
Rzut N 1d100 - 67
Sukces!
Sukces!
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —