— Już nic nie mówię. — Wypowiadając te słowa uniósł dłonie w geście kapitulacji. Po chwili namysłu uznał, że to najlepsze rozwiązanie. Postanowił nie pytać swojej przyjaciółki o to, kiedy ostatnio jadła słodycze i czy chce dokupić ich jeszcze więcej. Dla niego to był ważny moment. W końcu lada moment miał stać się bogaty i właśnie tak przełomowej chwili w jego życiu powinna towarzyszyć prócz odczuwanego podekscytowania doza powagi. Nie co dzień jakikolwiek czarodziej zostawał zwycięzcą loterii. Na okazywanie radości najlepszym momentem będzie chwila otrzymania nagrody oraz przekazanie Olivii części albo nawet całości tej kwoty.
— W takim razie nie pozwolimy panu Charlesowi na nas czekać. — Po tych słowach Leon skierował swoje kroki w stronę wskazanych przez czarownicę drzwi. Po wejściu do środka postanowił rozejrzeć się po tej wąskiej przestrzeni, jaką okazał się być gabinet tego dziennikarza. Ostatecznie spojrzał na zasiadającego za tym biurkiem mężczyznę, który na ich widok poderwał się z zajmowanego fotela.
— Dzień dobry panu. To, to ja. — Zwrócił się do pana Charlesa, podając mu na powitanie dłoń. — Proszę, oto los. Ja poproszę herbaty. — Wręczył mężczyźnie zwycięski los, po czym zajął jedno ze stojących przy biurku krzeseł.