23.06.2024, 09:15 ✶
Gdy zobaczył, że Atreus wyczarowuje kulę ognia, brew mu nawet nie drgnęła, chociaż widać było uniesione kąciki ust. Powiedzieć, że w tej chwili auror mu zaimponował, to jakby nie powiedzieć nic. Lestrange patrzył, jak ciała inferiusów zajmują się ogniem. Słuchał, jak stworzenia wrzeszczą gardłowo, gdy wracają tam, gdzie pierwotnie było ich miejsce: w objęcia śmierci.
Nie chował jednak różdżki, bo fakt że była tutaj banda wynaturzeń, otoczona swądem czarnej magii, tylko wzmagał czujność. Rozejrzał się więc, jakby szukając kolejnego zagrożenia, lecz takowego nie dostrzegł. Wydawało się, że natrafili na ślepy zaułek, lecz czy na pewno?
- Musiały strzec jakiegoś przejścia - odezwał się, zerkając na kupkę spalonych kości i mięsa, które właśnie dogorywało niczym ognisko na biwakach, na które jeździło się jeszcze za gówniarza. W jego oczach odbijały się tańczące, niszczycielskie jęzory ognia. Nicholas oglądał jeziorko, więc on ruszył w stronę kupki kości. Kucnął przy nich, odpalając lumos, by móc się dokładniej przyjrzeć szczątkom. - Wyglądają na zwierzęce. Są za małe, żeby należały do zaginionych.
Poinformował, starając się nie naruszać prowizorycznego kopczyka. Kości nie były obgryzione - inferiusy chyba nie musiały jeść? A nawet jeśli, to zrobiły to w kulturalny, elegancki sposób, nie pozostawiając na nich śladów zębów. Lestrange doskonale znał anatomię ludzką, nie widział tu charakterystycznych kości, mogących należeć do człowieka. A malutka zwierzęca czaszka, chyba lisa, tylko go w tym utwierdziła: to nie byli poszukiwani.
Nicholas z kolei oglądał jeziorko. Na jego dnie nie czaiło się nic, jednak doskonale widział czarną plamę, która sugerowała tunel. Zwisające z sufitu stalaktyty były z kolei oblepione czymś galaretowatym, fluorescencyjnym. Ruszało się, a gdy Travers się przyjrzał, dostrzegł setki małych robaczków. Być może były to glony, którymi żywiły się te żyjątka. Albo ich świecące odchody. Ważne jednak, że dawały światło, bo dzięki niemu dostrzegł przejście w wodzie.
Nie chował jednak różdżki, bo fakt że była tutaj banda wynaturzeń, otoczona swądem czarnej magii, tylko wzmagał czujność. Rozejrzał się więc, jakby szukając kolejnego zagrożenia, lecz takowego nie dostrzegł. Wydawało się, że natrafili na ślepy zaułek, lecz czy na pewno?
- Musiały strzec jakiegoś przejścia - odezwał się, zerkając na kupkę spalonych kości i mięsa, które właśnie dogorywało niczym ognisko na biwakach, na które jeździło się jeszcze za gówniarza. W jego oczach odbijały się tańczące, niszczycielskie jęzory ognia. Nicholas oglądał jeziorko, więc on ruszył w stronę kupki kości. Kucnął przy nich, odpalając lumos, by móc się dokładniej przyjrzeć szczątkom. - Wyglądają na zwierzęce. Są za małe, żeby należały do zaginionych.
Poinformował, starając się nie naruszać prowizorycznego kopczyka. Kości nie były obgryzione - inferiusy chyba nie musiały jeść? A nawet jeśli, to zrobiły to w kulturalny, elegancki sposób, nie pozostawiając na nich śladów zębów. Lestrange doskonale znał anatomię ludzką, nie widział tu charakterystycznych kości, mogących należeć do człowieka. A malutka zwierzęca czaszka, chyba lisa, tylko go w tym utwierdziła: to nie byli poszukiwani.
Nicholas z kolei oglądał jeziorko. Na jego dnie nie czaiło się nic, jednak doskonale widział czarną plamę, która sugerowała tunel. Zwisające z sufitu stalaktyty były z kolei oblepione czymś galaretowatym, fluorescencyjnym. Ruszało się, a gdy Travers się przyjrzał, dostrzegł setki małych robaczków. Być może były to glony, którymi żywiły się te żyjątka. Albo ich świecące odchody. Ważne jednak, że dawały światło, bo dzięki niemu dostrzegł przejście w wodzie.