Skoro według słów Rodolphusa, Victora dawała sobie radę funkcjonować normalnie, wiedziała i miała jakieś swoje sposoby na ukrycie zimna ciała, Nicholas nie proponował wtedy czegoś, co zna jego brat i tego stosuje. Rodzina Lestrange w końcu słynęła nie tylko ze znajomości dziedzin leczenia i uzdrowicielstwa, ale także wytwórców eliksirów.
- Rozumiem.Odparł tyle, przyjmując do wiadomości odpowiedź. Zaraz jednak Rodolphus dodał coś jeszcze, co najwyraźniej zaobserwowała u siebie jego kuzynka.
- Bo ma ograniczony czas. To samo dzieje się z Theonem.
Potwierdził, co również wyniósł z rozmowy z bratem. Ale także zebranych do tej pory informacji na temat przypadłości "zimnych".
Doświadczyć wejścia do Limbo było by dla Nicholasa dodatkowym atutem badawczym choćby na samym sobie. Przeżyć to, poczuć na sobie zmiany. Dotknąć śmierci bliżej niż przez patrzenie z boku. Być może dlatego miał trochę za złe, że nie on się tam znalazł a Theon? Zejście tam teraz było nie możliwe. Brak materiałów, brak szczegółowego rozegrania rytuału jak i również materiałów, jakim były kamienie.
Kamienie. Właśnie dotarło do Nicholasa, że czegoś zapomniał wyciągnąć od brata. Wygląd kamieni. Jakie posiadały symbole. Jakie pismo było w nich zawarte. Runy skandynawskie? Piktogramy egipskie? Symbole celtyckie? Inna czarna magia?
Słuchając Lestrange’a, Travers głębiej zastanawiał się nad sprawą kamieni. O tyle dobrze, że Victoria nie miała o nich pojęcia.
Wyprawa do domu nie uśmiechała mu się. Ale dla dobra sprawy, musiałby się udać i przejrzeć księgi przeprowadzanych badań. Może znalazłby coś, związanego z pracami w Afryce? Nie śledził systematycznie działań i prac badawczych rodziny. Nie przypuszczał, że kiedykolwiek będzie musiał tam wracać po informacje dotyczące ich badań i znalezisk.