23.06.2024, 15:00 ✶
Samo odpowiednie pochodzenie i zaplecze wcale nie wystarczało by wpaść w tą mroczną otchłań, z której potem już nigdy miało się nie wywlec. Potrzeba było czegoś więcej, mrocznej iskry, zakorzenionej gdzieś w sercu, odrobiny szaleństwa, albo chociaż strachu, które pchnęły o ten jeden krok dalej.
Annie posiadała chyba obie te rzeczy. Bała się o przyszłość rodziny, coraz bardziej spychanej przez czarodziei półkrwi, a co gorsze mugolaków, panoszących się coraz swobodniej, zajmujących stanowiska, do których w porównaniu do czarodziei czystokrwistych nie mieli nawet kwalifikacji. Władza i przywileje powinny pozostać w rękach rodzin czystokrwistych, które są na to przygotowane od pokoleń. Których członkowie od najmłodszych lat uczeni byli nie tylko rodzinnego fachu, ale także czarodziejskich tradycji, wartości i zasad. Zwykli czarodzieje nawet nie rozumieli, jak wiele trzeba było poświęcić, by żyć tu, gdzie Annaleigh.
Czasami zastanawiała się, czy w dążeniu do ideału pozostała gdzieś tam prawdziwa cząstka jej jestestwa.
Może. Tylko czym ona była? Zahartowanym spokojem w obliczu kolejnego beznadziejnego przypadku, którego wiedziała, że nie uleczy? Beznamiętnością w chwili wymierzenia różdżki, by unieszkodliwić kolejnego wroga sprawy, w którą podobno wierzyła? Może tym kawałkiem, który z pasją podchodził do uzdrowicielstwa, pozwalając zapomnieć o całym świecie, gdy wciągnęła się w ciekawy przypadek podczas swojej pracy? A może było to ten skrawek, który miał tego wszystkiego dość i chciał zwinąć się na łóżku i wylać wszystkie łzy, które zdarzało jej się przełykać, udając, że przecież nie ma co przeżywać tego, do czego sama doprowadziła?
Czasami dopadały ją podobne rozważania, które jednak w końcu porzucała, nie potrafiąc znaleźć na nie odpowiedzi. Choć może bardziej bojąc się je poznać.
Bo czy gdyby w końcu je poznała, nie pożałowałaby może oddania swojego człowieczeństwa śmierciożercom i Czarnemu Panu? A może straciłaby coś, co powstrzymywało ją od osiągnięcia kompletnego spaczenia?
Na razie jednak miała sprawdzić się w nowym zajęciu, które mogła w tej chwili wykorzystać w różnoraki sposób.
- Jest mi więc niezwykle miło, że postanowiłeś zaufać mi w tej sprawie i obiecuję, że nie zawiodę jako kierowniczka tej grupy - mówiła z uprzejmym uśmiechem, choć ton jej był całkowicie poważny. - Francuski nie będzie dla mnie problemem, biegle posługuję się tym językiem, więc mogę i w tej kwestii pomóc. Umowa myślę że będzie jedynie formalnością - przekazała, choć rozumiała, czemu Anthony zwraca na to tak dużą uwagę.
Wzniosła toast, następnie przytaknęła na jego kolejne słowa.
- Rozumiem cię, w takich wypadkach nigdy za wiele ostrożności, oraz dokumentów, które potwierdzają, że masz uczciwe intencje. Będąc żoną Vakela nauczyłam się, jak bezwzględnie okrutna potrafi być prasa. - Skrzywiła się, i zapatrzyła w kieliszek, widocznie wspominając co gorsze spotkania z przedstawicielami czarodziejskich mediów.
- Maść oczywiście dostarczę. Muszę ze swojej lekarskiej strony pochwalić za chęć utrzymania ciała w odpowiedniej kondycji, pamiętaj jednak, by ruch wprowadzać stopniowo i z rozmysłem. Tak, by właśnie się nie nadwyrężyć. Podobno aktywność fizyczna dostosowana do naszych możliwości potrafi wydłużyć życie. Z naciskiem na pierwszą część tego zdania. - Sama wiedziała aż za dobrze, przy swojej chorobie serca, że zwykły dłuższy trucht może czasem zabić. Może nie w przypadku Anthony'ego, ale miała nadzieję, że nie będzie za bardzo się przeciążał.
Annie posiadała chyba obie te rzeczy. Bała się o przyszłość rodziny, coraz bardziej spychanej przez czarodziei półkrwi, a co gorsze mugolaków, panoszących się coraz swobodniej, zajmujących stanowiska, do których w porównaniu do czarodziei czystokrwistych nie mieli nawet kwalifikacji. Władza i przywileje powinny pozostać w rękach rodzin czystokrwistych, które są na to przygotowane od pokoleń. Których członkowie od najmłodszych lat uczeni byli nie tylko rodzinnego fachu, ale także czarodziejskich tradycji, wartości i zasad. Zwykli czarodzieje nawet nie rozumieli, jak wiele trzeba było poświęcić, by żyć tu, gdzie Annaleigh.
Czasami zastanawiała się, czy w dążeniu do ideału pozostała gdzieś tam prawdziwa cząstka jej jestestwa.
Może. Tylko czym ona była? Zahartowanym spokojem w obliczu kolejnego beznadziejnego przypadku, którego wiedziała, że nie uleczy? Beznamiętnością w chwili wymierzenia różdżki, by unieszkodliwić kolejnego wroga sprawy, w którą podobno wierzyła? Może tym kawałkiem, który z pasją podchodził do uzdrowicielstwa, pozwalając zapomnieć o całym świecie, gdy wciągnęła się w ciekawy przypadek podczas swojej pracy? A może było to ten skrawek, który miał tego wszystkiego dość i chciał zwinąć się na łóżku i wylać wszystkie łzy, które zdarzało jej się przełykać, udając, że przecież nie ma co przeżywać tego, do czego sama doprowadziła?
Czasami dopadały ją podobne rozważania, które jednak w końcu porzucała, nie potrafiąc znaleźć na nie odpowiedzi. Choć może bardziej bojąc się je poznać.
Bo czy gdyby w końcu je poznała, nie pożałowałaby może oddania swojego człowieczeństwa śmierciożercom i Czarnemu Panu? A może straciłaby coś, co powstrzymywało ją od osiągnięcia kompletnego spaczenia?
Na razie jednak miała sprawdzić się w nowym zajęciu, które mogła w tej chwili wykorzystać w różnoraki sposób.
- Jest mi więc niezwykle miło, że postanowiłeś zaufać mi w tej sprawie i obiecuję, że nie zawiodę jako kierowniczka tej grupy - mówiła z uprzejmym uśmiechem, choć ton jej był całkowicie poważny. - Francuski nie będzie dla mnie problemem, biegle posługuję się tym językiem, więc mogę i w tej kwestii pomóc. Umowa myślę że będzie jedynie formalnością - przekazała, choć rozumiała, czemu Anthony zwraca na to tak dużą uwagę.
Wzniosła toast, następnie przytaknęła na jego kolejne słowa.
- Rozumiem cię, w takich wypadkach nigdy za wiele ostrożności, oraz dokumentów, które potwierdzają, że masz uczciwe intencje. Będąc żoną Vakela nauczyłam się, jak bezwzględnie okrutna potrafi być prasa. - Skrzywiła się, i zapatrzyła w kieliszek, widocznie wspominając co gorsze spotkania z przedstawicielami czarodziejskich mediów.
- Maść oczywiście dostarczę. Muszę ze swojej lekarskiej strony pochwalić za chęć utrzymania ciała w odpowiedniej kondycji, pamiętaj jednak, by ruch wprowadzać stopniowo i z rozmysłem. Tak, by właśnie się nie nadwyrężyć. Podobno aktywność fizyczna dostosowana do naszych możliwości potrafi wydłużyć życie. Z naciskiem na pierwszą część tego zdania. - Sama wiedziała aż za dobrze, przy swojej chorobie serca, że zwykły dłuższy trucht może czasem zabić. Może nie w przypadku Anthony'ego, ale miała nadzieję, że nie będzie za bardzo się przeciążał.