Berg zdecydował się na stanie w kompletnej ciszy, jakby ta historia go nie dotyczyła, dziewczynka zaś wcale nie wydawała się aż taka straszna, żeby musiał uciekać na bok... Ręka trzymana na różdżce niepokoiła, jednak nie pojawiło się wciąż żadne słowo zwątpienia, nic... Wszystko wydawało się być w porządku, oprócz tego, że ktoś tak malutki zagubił się w miejscu pełnym obcych ludzi i potencjalnych niebezpieczeństw.
- Nie umiem wrócić - przyznała, z delikatnym, mglistym uśmiechem. - Plóbowałam wejść przez dziulę w płocie, jak zawsze, ale utknęłam i nie mogłam przedostać się na dlugą stlonę... - Nagle posmutniał. On już rozumiał, co się wydarzyło - w przeciwieństwie do Alexandra widział ją teraz od tyłu, widział rozszarpaną sukienkę i ciemną plamę na plecach. To, co teraz opowiedziała, było prawdziwe, to ostatnia rzecz, jaką musiała pamiętać przed powrotem do Dworu Cape - przeciskanie się przed ogrodzenie, zakończone fatalną porażką, która doprowadziła do jej śmierci. Najwyraźniej jej przeznaczeniem pozostało wieczne włóczenie się po tych okolicach. Czy dało się to przerwać? Bał się, że jeżeli dołączy się do tej rozmowy i poinformuje o tym Zarządcę, ona również to usłyszy i to wszystko zakończy się inaczej, niż miało.
Może niektóre opowieści musiały wydarzyć się dokładnie w taki sposób, w jaki zaprogramowały je gwiazdy?
- Naplawdę się kiedyś zgubileś? Oh, to musiało być baldzo dawno, dawno temu - zachichotała, wyciągając do niego dłonie. Zbliżyła się, Berg drgnął, ale nie było powodów do obaw, ona jedynie przesunęła drobnymi paluszkami po zarośniętej twarzy Alexandra, badając dotykiem zarost. Taki dziwny, nowy i niemodny. Wynikający z zapracowania i braku czasu na chwycenie brzytwy, a nie (jak w przypadku jej ojca) z preferencji i staranności. Ten dotyk, zimny jak lód, zdradzał Harvina - to dlatego po tym jak dotknęła jego ręki, odsunął się na bok. - Czuję się... - Odsunęła się. - Chyba nie czuję się wcale?
Odstąpiła jeszcze na krok, wbiła zmieszane spojrzenie w pień okolicznego drzewa.
- Podobno czasami z miejscami łączą nas niezwykłe emocje, silniejsze niż te łączące nas z ludźmi - powiedziała, a właściwie to powtórzyła słowa kogoś, kto był dla niej ważny. Zacisnęła przy tym rączkę na srebrnym medaliku zwisającym jej z szyi. - Dwolek Cape to miejsce, któlego jestem dziedziczką. Zawsze znajdę do niego dlogę. - Brzmiała na pewną siebie. Aż za pewną.
- Nie umiem wrócić - przyznała, z delikatnym, mglistym uśmiechem. - Plóbowałam wejść przez dziulę w płocie, jak zawsze, ale utknęłam i nie mogłam przedostać się na dlugą stlonę... - Nagle posmutniał. On już rozumiał, co się wydarzyło - w przeciwieństwie do Alexandra widział ją teraz od tyłu, widział rozszarpaną sukienkę i ciemną plamę na plecach. To, co teraz opowiedziała, było prawdziwe, to ostatnia rzecz, jaką musiała pamiętać przed powrotem do Dworu Cape - przeciskanie się przed ogrodzenie, zakończone fatalną porażką, która doprowadziła do jej śmierci. Najwyraźniej jej przeznaczeniem pozostało wieczne włóczenie się po tych okolicach. Czy dało się to przerwać? Bał się, że jeżeli dołączy się do tej rozmowy i poinformuje o tym Zarządcę, ona również to usłyszy i to wszystko zakończy się inaczej, niż miało.
Może niektóre opowieści musiały wydarzyć się dokładnie w taki sposób, w jaki zaprogramowały je gwiazdy?
- Naplawdę się kiedyś zgubileś? Oh, to musiało być baldzo dawno, dawno temu - zachichotała, wyciągając do niego dłonie. Zbliżyła się, Berg drgnął, ale nie było powodów do obaw, ona jedynie przesunęła drobnymi paluszkami po zarośniętej twarzy Alexandra, badając dotykiem zarost. Taki dziwny, nowy i niemodny. Wynikający z zapracowania i braku czasu na chwycenie brzytwy, a nie (jak w przypadku jej ojca) z preferencji i staranności. Ten dotyk, zimny jak lód, zdradzał Harvina - to dlatego po tym jak dotknęła jego ręki, odsunął się na bok. - Czuję się... - Odsunęła się. - Chyba nie czuję się wcale?
Odstąpiła jeszcze na krok, wbiła zmieszane spojrzenie w pień okolicznego drzewa.
- Podobno czasami z miejscami łączą nas niezwykłe emocje, silniejsze niż te łączące nas z ludźmi - powiedziała, a właściwie to powtórzyła słowa kogoś, kto był dla niej ważny. Zacisnęła przy tym rączkę na srebrnym medaliku zwisającym jej z szyi. - Dwolek Cape to miejsce, któlego jestem dziedziczką. Zawsze znajdę do niego dlogę. - Brzmiała na pewną siebie. Aż za pewną.