23.06.2024, 16:37 ✶
- Z góry więc dziękuję za pamięć, skoro może nie będę w stanie wyrazić swojej wdzięczności gdy będę u was gościć.
Była ciekawa, czy Ambrosia była szczera w swojej trosce, czy jedynie udawała, chcąc zachować pozory gościnności i dobrego taktu. Nie wyraziła jednak swoich myśli, ciesząc się, że kobieta choć na tyle ceniła sobie ich znajomość, by przynajmniej się starać. Wiedziała, że wiele osób traktowało ją podobny sposób tylko przez jej pozycję i nazwisko znanego męża, a każdy szczerość w podobnych gestach była miłym zaskoczeniem.
Miłym, bo im dłużej Annie żyła w ułudzie, na wielu poziomach, tym bardziej czuła się zmęczona. Nie tylko kryjąc swoje tajemnice, posyłając fałszywe uśmiechy i miłe słówka które wypadało powiedzieć, ale także ciągle musząc mieć na uwadze, że reszta karmiła ją tym samym. Czasami kompletnie traciła poczucie tego, komu można zaufać. Przyjmowała więc, że z drobnymi wyjątkami które związane były z nią krwią, nie ufała nikomu.
Dlatego, choć Ambrosia swoimi słowami postanowiła jasno wyrazić po której stronie narastającej wojenki postanowiła stanąć, tak Annie nie zapomniała jej słów, które zdawały się wskazywać, że jeśli będzie jej się to lepiej opłacało, to kobieta może zmienić front.
I nawet trochę to rozumiała. Może nigdy nie zaczęłaby bronić mugolaków, ale jeśli dołączyło się do jednego przewrotu, można stworzyć także kolejny.
Delikatny uśmiech nie schodził z jej ust.
- Wiesz co jest w tym najgorsze? Pozwoliliśmy na to. Daliśmy im palec i nim się obejrzeliśmy złapali nas za całą rękę. Wpuściliśmy ich w miejsca, do których wcale nie powinni nigdy dotrzeć, pozostając biernym na ich zachowania. I to powinno się pierwsze zmienić. Musimy bronić tego, co zaczynamy tracić. - Upiła łyk herbaty. - Sama doskonale rozumiem co oznacza życiowe poświęcenie członka czystokrwistej rodziny. Tylko słabi wierzą, że wszyscy powinni mieć te same szanse. A my przecież tacy nie jesteśmy, prawda? Przynajmniej na razie. I nie możemy dopuścić, by to się zmieniło. - A na pewno nie może pozwolić, by Lestrangowie upadli w tym całym procesie. Dlatego miała zamiar zrobić wszystko, by nie skończyli jak wszystkie te czystokrwiste rody, które do tej pory wymarły, albo utraciły swój status, który kiedyś nadała im Nienaruszalna Dwudziestka Ósemka.
I słysząc pochlebcze słowa, wiedziała, że Ambrosia to rozumie. I że się boi skutków ewentualnego sprzeciwu. To sprawiało, że działania zwolenników Czarnego Pana naprawdę miały trochę sensu. Nie ważne, że ich droga miała zostać usłana wieloma trupami.
Była ciekawa, czy Ambrosia była szczera w swojej trosce, czy jedynie udawała, chcąc zachować pozory gościnności i dobrego taktu. Nie wyraziła jednak swoich myśli, ciesząc się, że kobieta choć na tyle ceniła sobie ich znajomość, by przynajmniej się starać. Wiedziała, że wiele osób traktowało ją podobny sposób tylko przez jej pozycję i nazwisko znanego męża, a każdy szczerość w podobnych gestach była miłym zaskoczeniem.
Miłym, bo im dłużej Annie żyła w ułudzie, na wielu poziomach, tym bardziej czuła się zmęczona. Nie tylko kryjąc swoje tajemnice, posyłając fałszywe uśmiechy i miłe słówka które wypadało powiedzieć, ale także ciągle musząc mieć na uwadze, że reszta karmiła ją tym samym. Czasami kompletnie traciła poczucie tego, komu można zaufać. Przyjmowała więc, że z drobnymi wyjątkami które związane były z nią krwią, nie ufała nikomu.
Dlatego, choć Ambrosia swoimi słowami postanowiła jasno wyrazić po której stronie narastającej wojenki postanowiła stanąć, tak Annie nie zapomniała jej słów, które zdawały się wskazywać, że jeśli będzie jej się to lepiej opłacało, to kobieta może zmienić front.
I nawet trochę to rozumiała. Może nigdy nie zaczęłaby bronić mugolaków, ale jeśli dołączyło się do jednego przewrotu, można stworzyć także kolejny.
Delikatny uśmiech nie schodził z jej ust.
- Wiesz co jest w tym najgorsze? Pozwoliliśmy na to. Daliśmy im palec i nim się obejrzeliśmy złapali nas za całą rękę. Wpuściliśmy ich w miejsca, do których wcale nie powinni nigdy dotrzeć, pozostając biernym na ich zachowania. I to powinno się pierwsze zmienić. Musimy bronić tego, co zaczynamy tracić. - Upiła łyk herbaty. - Sama doskonale rozumiem co oznacza życiowe poświęcenie członka czystokrwistej rodziny. Tylko słabi wierzą, że wszyscy powinni mieć te same szanse. A my przecież tacy nie jesteśmy, prawda? Przynajmniej na razie. I nie możemy dopuścić, by to się zmieniło. - A na pewno nie może pozwolić, by Lestrangowie upadli w tym całym procesie. Dlatego miała zamiar zrobić wszystko, by nie skończyli jak wszystkie te czystokrwiste rody, które do tej pory wymarły, albo utraciły swój status, który kiedyś nadała im Nienaruszalna Dwudziestka Ósemka.
I słysząc pochlebcze słowa, wiedziała, że Ambrosia to rozumie. I że się boi skutków ewentualnego sprzeciwu. To sprawiało, że działania zwolenników Czarnego Pana naprawdę miały trochę sensu. Nie ważne, że ich droga miała zostać usłana wieloma trupami.