23.06.2024, 19:00 ✶
Nie mogła powiedzieć, że obecność Nory ją stresuje; nie, to było innego rodzaju uczucie, acz również wywoływało swoisty dyskomfort. Mewa zwyczajnie nie była przyzwyczajona do bezinteresownie miłych ludzi. Nawykła do stanu rzeczy, gdzie dobre intencje pojawiały się tylko wtedy, gdy mogły przynieść korzyści, kiedy ten ktoś czegoś od ciebie chciał. Na Nokturnie za przyjaźń się płaciło - waluta była wszelaka, ale cena zawsze obecna. Naturalnie mili ludzie nie dożywali starości.
Doszukiwała się więc pułapki, czegoś mrocznego kryjącego się za fasadą dobrodusznej cukierniczki. Na pierwszy rzut oka nie mogła niczego takiego się dopatrzeć, a zawsze myślała, że ma dobrego nosa do ludzi, więc czuła się niepewnie. Poza tym już sama nie wiedziała, czy to wszystko było dobrym pomysłem - legalna praca, na dodatek na powierzchni? W miejscu, gdzie co najwyżej możesz mieć mąkę i cukier puder na rękach, a nie krew?
- Może lepiej nie dawaj mi takiej wolności, ogołocę ci miejscówkę - zaśmiała się perliście, z pełną szczerością w głosie. Nie kłamała, nie żartowała sobie, choć mogło to tak zabrzmieć. Maeve ani nie miała oporów przed kradzieżą, ani nie mogła ukryć, że póki mogła pokonać dystans od drzwi do łóżka bez użycia maczety, to w jej pokoju nadal było za mało roślin.
Otworzyła oczy w zaskoczeniu, rozglądając się na boki, prawie jakby chciała się upewnić, że chodziło Norze o nią. Wszystkie słodycze dla niej? Tak po prostu, bez płacenia w galeonach lub w naturze? I nie są trujące?
No ale kim była Maeve, by odmówić jedzenia. Ba, wolałaby się ugryźć w dupę niż odmówić pączka, na który lampiła się już tak długą chwilę, że jeszcze kilka minut i zjadłaby go oczyma. Złapała go tak, jakby nie jadła od tygodnia (a warto wspomnieć, że od ostatniego jej posiłku minęła co najwyżej godzina), po czym praktycznie go połknęła. Na raz.
- Zajebisty - zarzuciła komplementem z pełnymi jeszcze ustami, a następnie dźwięcznie oblizała palce z lukru. Odruchowo zaczęła sięgać po kolejny, ale coś ją tknęło, że to średnio miłe tak gadać w trakcie jedzenia i to jeszcze w trakcie rozmowy o pracę. Powstrzymała się w połowie ruchu, obiecując sobie, że jeśli nie zje teraz, to weźmie na wynos.
- Myślałam nad paroma dniami w tygodniu, po kilka godzin. Jak to się mówi, na pół etatu? - Otrzepała ręce, nie będąc pewna, czy dobrze pojmuje cały koncept. - Pilnuję rodzinnego interesu zwykle wieczorami, więc mogłabym przychodzić rano lub po południu co drugi, trzeci dzień. O ile coś takiego ci w ogóle pasuje? - Zapytała, bo nie wiedziała, czy takie wybieranie sobie dni właściwie było możliwe. Pewnie zależało to od właściciela, ale niestety nigdy nie miała do czynienia z nikim, kto miał porządną pracę i mógłby jej o tym opowiedzieć.
- Mogę zacząć od zaraz, trochę zależy mi na szybkim zebraniu kasy - przyznała się bez bicia, choć jeszcze nie wchodziła w szczegóły tego, dla kogo się tak poświęca. - I jakby co, to popołudniami w piątek to ja zwykle nic nie robię, więc ci się problem rozwiąże - uśmiechnęła się wesoło. Życie na Nokturnie zaczynało się dopiero nocą, więc te popołudnia nie robiły na Mewie żadnego wrażenia i nie wadziły ani trochę. Byle nie kazała jej siedzieć do późnego wieczora, to jakoś to pogodzą.
- Jest tylko jedna mała sprawa - zaczęła, rozglądając się dookoła, by się upewnić, że nikt nie zapuszcza do ich rozmowy żurawia. Przysunęła się bliżej Nory, jakby to miała być największa konspiracja świata, po czym zniżyła głos. - Czy nie przeszkadzałoby ci, gdybym pracowała tu troszkę incognito? Widzisz, jestem metamorfomagiem - urwała na chwilę, badawczo spoglądając na twarz kobiety, jakby doszukiwała się reakcji. - A tak się składa, że nie chcę, żeby ktokolwiek inny wiedział, że dorabiam sobie na boku. Po pierwsze dlatego, że kasę, którą chcę zarobić, mam zamiar przeznaczyć na prezent dla kogoś i jak ta osoba mnie tu przyczai, to połączy kropki. - Lorraine nie była w ciemię bita, gdyby tutaj zawędrowała, na pewno zaczęłaby coś podejrzewać. To miała być niespodzianka, osiągnięta uczciwą drogą. - A po drugie... Moja rodzina też źle zareagowałaby na mój widok tutaj. To długa historia, ale wolę uniknąć spiny - wyznała, po czym odsunęła się od Nory, bo skończyło się wylewanie sekretów. Spojrzała na nią lekko skruszona, nie chcąc na razie wchodzić w szczegóły swojej patologicznej rodziny, która niechybnie pultałaby się, że Mewa marnuje czas na robotę u ludzi z góry.
Doszukiwała się więc pułapki, czegoś mrocznego kryjącego się za fasadą dobrodusznej cukierniczki. Na pierwszy rzut oka nie mogła niczego takiego się dopatrzeć, a zawsze myślała, że ma dobrego nosa do ludzi, więc czuła się niepewnie. Poza tym już sama nie wiedziała, czy to wszystko było dobrym pomysłem - legalna praca, na dodatek na powierzchni? W miejscu, gdzie co najwyżej możesz mieć mąkę i cukier puder na rękach, a nie krew?
- Może lepiej nie dawaj mi takiej wolności, ogołocę ci miejscówkę - zaśmiała się perliście, z pełną szczerością w głosie. Nie kłamała, nie żartowała sobie, choć mogło to tak zabrzmieć. Maeve ani nie miała oporów przed kradzieżą, ani nie mogła ukryć, że póki mogła pokonać dystans od drzwi do łóżka bez użycia maczety, to w jej pokoju nadal było za mało roślin.
Otworzyła oczy w zaskoczeniu, rozglądając się na boki, prawie jakby chciała się upewnić, że chodziło Norze o nią. Wszystkie słodycze dla niej? Tak po prostu, bez płacenia w galeonach lub w naturze? I nie są trujące?
No ale kim była Maeve, by odmówić jedzenia. Ba, wolałaby się ugryźć w dupę niż odmówić pączka, na który lampiła się już tak długą chwilę, że jeszcze kilka minut i zjadłaby go oczyma. Złapała go tak, jakby nie jadła od tygodnia (a warto wspomnieć, że od ostatniego jej posiłku minęła co najwyżej godzina), po czym praktycznie go połknęła. Na raz.
- Zajebisty - zarzuciła komplementem z pełnymi jeszcze ustami, a następnie dźwięcznie oblizała palce z lukru. Odruchowo zaczęła sięgać po kolejny, ale coś ją tknęło, że to średnio miłe tak gadać w trakcie jedzenia i to jeszcze w trakcie rozmowy o pracę. Powstrzymała się w połowie ruchu, obiecując sobie, że jeśli nie zje teraz, to weźmie na wynos.
- Myślałam nad paroma dniami w tygodniu, po kilka godzin. Jak to się mówi, na pół etatu? - Otrzepała ręce, nie będąc pewna, czy dobrze pojmuje cały koncept. - Pilnuję rodzinnego interesu zwykle wieczorami, więc mogłabym przychodzić rano lub po południu co drugi, trzeci dzień. O ile coś takiego ci w ogóle pasuje? - Zapytała, bo nie wiedziała, czy takie wybieranie sobie dni właściwie było możliwe. Pewnie zależało to od właściciela, ale niestety nigdy nie miała do czynienia z nikim, kto miał porządną pracę i mógłby jej o tym opowiedzieć.
- Mogę zacząć od zaraz, trochę zależy mi na szybkim zebraniu kasy - przyznała się bez bicia, choć jeszcze nie wchodziła w szczegóły tego, dla kogo się tak poświęca. - I jakby co, to popołudniami w piątek to ja zwykle nic nie robię, więc ci się problem rozwiąże - uśmiechnęła się wesoło. Życie na Nokturnie zaczynało się dopiero nocą, więc te popołudnia nie robiły na Mewie żadnego wrażenia i nie wadziły ani trochę. Byle nie kazała jej siedzieć do późnego wieczora, to jakoś to pogodzą.
- Jest tylko jedna mała sprawa - zaczęła, rozglądając się dookoła, by się upewnić, że nikt nie zapuszcza do ich rozmowy żurawia. Przysunęła się bliżej Nory, jakby to miała być największa konspiracja świata, po czym zniżyła głos. - Czy nie przeszkadzałoby ci, gdybym pracowała tu troszkę incognito? Widzisz, jestem metamorfomagiem - urwała na chwilę, badawczo spoglądając na twarz kobiety, jakby doszukiwała się reakcji. - A tak się składa, że nie chcę, żeby ktokolwiek inny wiedział, że dorabiam sobie na boku. Po pierwsze dlatego, że kasę, którą chcę zarobić, mam zamiar przeznaczyć na prezent dla kogoś i jak ta osoba mnie tu przyczai, to połączy kropki. - Lorraine nie była w ciemię bita, gdyby tutaj zawędrowała, na pewno zaczęłaby coś podejrzewać. To miała być niespodzianka, osiągnięta uczciwą drogą. - A po drugie... Moja rodzina też źle zareagowałaby na mój widok tutaj. To długa historia, ale wolę uniknąć spiny - wyznała, po czym odsunęła się od Nory, bo skończyło się wylewanie sekretów. Spojrzała na nią lekko skruszona, nie chcąc na razie wchodzić w szczegóły swojej patologicznej rodziny, która niechybnie pultałaby się, że Mewa marnuje czas na robotę u ludzi z góry.
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —