23.06.2024, 21:07 ✶
— Szczerze wątpię, aby prasa miała cokolwiek do gadania względem tych artefaktów. Podejrzewam też, że w dzisiejszych czasach opublikowanie jakiegokolwiek poradnika do nekromancji spotkałoby się z bardzo surowymi karami — poinformował Longbottomównę, unosząc wymownie oczy w górę, gdy próbowała go pouczać. — Pragnę też zauważyć, że znalezienie tutaj ciebie nie było żadnym pewnikiem. A jeśli ujawnione informacje miały komukolwiek zapewnić chociaż trochę większe bezpieczeństwo w ramach tego śledztwo, to uważam, że była to bardzo dobra decyzja.
Zniszczenie czaszki nie przyniosłoby im niczego dobrego. No, chyba że Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów uważał, że rozpędzając pochwycone przez artefakt dusze na cztery wiatry, bez jakichkolwiek informacji na temat ich tożsamości, załatwi sprawę. Otóż nie załatwi: znając standardy pracy Ministerstwa Magii, zostałoby wszczęte śledztwo dotyczące pokrytego kryształem naczynia na dusze, które potem przerodziłoby się w szukanie winowajcy, który je zniszczył. Poza tym nie było wiadomo, jak magia spajająca kryształową czaszkę zareaguje na brutalną próbę jej zniszczenia. Jedno nieprzemyślane uderzenie młotka mogło skończyć się tragicznie.
— Tak będzie najlepiej. — Pokiwał głową na pomysł Atreusa. Ściągnięcie specjalistów z Ministerstwa Magii przy pomocy fal na pewno było logiczniejszym wyborem niż targanie czaszki do Londynu na własną rękę, biorąc pod uwagę, że co poniektórzy dalej mieli w Windermere wiele do roboty. — Mogę. Chyba że ktoś inny się poczuwa, to mogę pokierować tę osobę w taki sposób, żeby niczego nie uszkodziła. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Rozejrzał się po reszcie grupy, jakby szukał kandydata, który nagle okaże się geniuszem w kwestii magii rozpraszającej. Zanim zdołał jednak kogoś wyłapać, odezwał się Patrick. Oczy Sebastiana momentalnie rozszerzyły się w zaskoczeniu, gdy został zasypany dosyć mało przyjemnym zestawem słów. Otworzył usta, jakby chciał od razu skontrować argumenty przyjaciela, jednak zaraz je zamknął, dając sobie dodatkową chwilę na przemyślenie, tego co właściwie chciał powiedzieć.
— Nie powiedziałem, że to zabawne — odparł sucho na krytykę Stewarda, pochylając lekko głowę, jakby chciał w ten sposób nie dopuścić do skrzyżowania spojrzeń między nimi. — Chodziło mi tylko i wyłącznie o to, że biorąc pod uwagę waszą historię pracy, trudno być zaskoczonym, kiedy znajdujecie się w centrum kolejnego incydentu.
Aż trudno uwierzyć, że żadne z was nie było obecnie podczas próby poświęcenia kapłanki w Stonehenge, dokończył z przekąsem, zostawiając sobie jednak ten epilog dla siebie. Nie uważał, żeby powiedział coś okropnego. Próbował racjonalizować sobie uwagę czarodzieja, wmawiając sobie, że to po prostu nerwy. Nie powinien mieć mu tego za złe. Każdy człowiek miał jakieś granice. Każdy człowiek mógł mieć gorszy dzień. Po prostu pod natłokiem zdarzeń w Windermere doszło do ich naruszenia. W wykonaniu Sebastiana.
A jednak uwaga zabolała i sprawiła, że Macmillan mimowolnie wycofał się do swojej skorupy. Usta wykrzywiły się minimalnie w grymasie, ramiona mężczyzny nieco opadła, ale nie trzeba było być aurowidzem, aby wiedzieć, że zupełnie zmieniła się energia otaczająca Sebastiana. Zupełnie jakby próbował przylgnąć do ściany kościoła i wtopić się w nią, aby stać się kompletnie niewidzialnym dla otoczenia.
— Poprzednia czaszka. Wtedy też były takie niespójności z aurami? — spytał, nie odwracając wzroku od zakrytego artefaktu.
Ku własnemu zdziwieniu nie wyczuł żadnych większych odstępstw od normy w porównaniu z egzemplarzem znalezionych na Mokradłach pod Little Hangleton. Spodziewał się czegoś zgoła innego. Jakiejś luki. Niedoskonałości. Wyziewu w siatce zaklęć, które pozwalały zamknąć w naczyniu więcej niż jedną duszyczkę. A jednak pozostawała taka sama. Kunszt rzemieślniczy nie z tej ziemi. Z drugiej strony samo istnienie drugiego tak idealnego artefaktu powinno ich wszystkich martwić. Kto wie, czy nie było ich więcej?
To dopiero byłby problem, pomyślał bezgłośnie. Jeśli kopie były rozsiane gdzieś po całej Wielkiej Brytanii, powoli ściągając do siebie niewinne ofiary, aby pochwycić ich dusze... To jak darmowy bank energii magicznej, skoro właściciel poprzedniej czaszki był martwy. Westchnął przeciągle. W zależności od tego, czy ktoś z ich grona wyraził chęć zaekranowania czaszki za Sebastiana, czarodziej albo zrobił to samodzielnie lub udzielił konkretnych wskazówek, jak wpasować nowe zaklęcie w strukturę czaszki.
— Aha — rzucił sztywno, akceptując wymóg Stewarda, kiedy już byli gotowi do następnego kroku.
Przecież nie poleci zaraz do redakcji Proroka Codziennego, Astrolabium czy Horyzontów Zaklęć. Kusiło go, aby zasugerować umieszczenie czaszki w tej samej sali, w której wylądowała ostatnio, ale skoro Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów wolał robić wszystko na swoją modłę, to kim był, aby utrudniać im życie? Koniec końców i tak przyjdą z kolejną niezapowiedzianą wizytą, zapraszając go na kolejne egzorcyzmy lub szukając mu przywoływacza, który pomoże mu w otwarciu kolejnej wyrwy prowadzącej do Limbo.
Zniszczenie czaszki nie przyniosłoby im niczego dobrego. No, chyba że Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów uważał, że rozpędzając pochwycone przez artefakt dusze na cztery wiatry, bez jakichkolwiek informacji na temat ich tożsamości, załatwi sprawę. Otóż nie załatwi: znając standardy pracy Ministerstwa Magii, zostałoby wszczęte śledztwo dotyczące pokrytego kryształem naczynia na dusze, które potem przerodziłoby się w szukanie winowajcy, który je zniszczył. Poza tym nie było wiadomo, jak magia spajająca kryształową czaszkę zareaguje na brutalną próbę jej zniszczenia. Jedno nieprzemyślane uderzenie młotka mogło skończyć się tragicznie.
— Tak będzie najlepiej. — Pokiwał głową na pomysł Atreusa. Ściągnięcie specjalistów z Ministerstwa Magii przy pomocy fal na pewno było logiczniejszym wyborem niż targanie czaszki do Londynu na własną rękę, biorąc pod uwagę, że co poniektórzy dalej mieli w Windermere wiele do roboty. — Mogę. Chyba że ktoś inny się poczuwa, to mogę pokierować tę osobę w taki sposób, żeby niczego nie uszkodziła. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Rozejrzał się po reszcie grupy, jakby szukał kandydata, który nagle okaże się geniuszem w kwestii magii rozpraszającej. Zanim zdołał jednak kogoś wyłapać, odezwał się Patrick. Oczy Sebastiana momentalnie rozszerzyły się w zaskoczeniu, gdy został zasypany dosyć mało przyjemnym zestawem słów. Otworzył usta, jakby chciał od razu skontrować argumenty przyjaciela, jednak zaraz je zamknął, dając sobie dodatkową chwilę na przemyślenie, tego co właściwie chciał powiedzieć.
— Nie powiedziałem, że to zabawne — odparł sucho na krytykę Stewarda, pochylając lekko głowę, jakby chciał w ten sposób nie dopuścić do skrzyżowania spojrzeń między nimi. — Chodziło mi tylko i wyłącznie o to, że biorąc pod uwagę waszą historię pracy, trudno być zaskoczonym, kiedy znajdujecie się w centrum kolejnego incydentu.
Aż trudno uwierzyć, że żadne z was nie było obecnie podczas próby poświęcenia kapłanki w Stonehenge, dokończył z przekąsem, zostawiając sobie jednak ten epilog dla siebie. Nie uważał, żeby powiedział coś okropnego. Próbował racjonalizować sobie uwagę czarodzieja, wmawiając sobie, że to po prostu nerwy. Nie powinien mieć mu tego za złe. Każdy człowiek miał jakieś granice. Każdy człowiek mógł mieć gorszy dzień. Po prostu pod natłokiem zdarzeń w Windermere doszło do ich naruszenia. W wykonaniu Sebastiana.
A jednak uwaga zabolała i sprawiła, że Macmillan mimowolnie wycofał się do swojej skorupy. Usta wykrzywiły się minimalnie w grymasie, ramiona mężczyzny nieco opadła, ale nie trzeba było być aurowidzem, aby wiedzieć, że zupełnie zmieniła się energia otaczająca Sebastiana. Zupełnie jakby próbował przylgnąć do ściany kościoła i wtopić się w nią, aby stać się kompletnie niewidzialnym dla otoczenia.
— Poprzednia czaszka. Wtedy też były takie niespójności z aurami? — spytał, nie odwracając wzroku od zakrytego artefaktu.
Ku własnemu zdziwieniu nie wyczuł żadnych większych odstępstw od normy w porównaniu z egzemplarzem znalezionych na Mokradłach pod Little Hangleton. Spodziewał się czegoś zgoła innego. Jakiejś luki. Niedoskonałości. Wyziewu w siatce zaklęć, które pozwalały zamknąć w naczyniu więcej niż jedną duszyczkę. A jednak pozostawała taka sama. Kunszt rzemieślniczy nie z tej ziemi. Z drugiej strony samo istnienie drugiego tak idealnego artefaktu powinno ich wszystkich martwić. Kto wie, czy nie było ich więcej?
To dopiero byłby problem, pomyślał bezgłośnie. Jeśli kopie były rozsiane gdzieś po całej Wielkiej Brytanii, powoli ściągając do siebie niewinne ofiary, aby pochwycić ich dusze... To jak darmowy bank energii magicznej, skoro właściciel poprzedniej czaszki był martwy. Westchnął przeciągle. W zależności od tego, czy ktoś z ich grona wyraził chęć zaekranowania czaszki za Sebastiana, czarodziej albo zrobił to samodzielnie lub udzielił konkretnych wskazówek, jak wpasować nowe zaklęcie w strukturę czaszki.
— Aha — rzucił sztywno, akceptując wymóg Stewarda, kiedy już byli gotowi do następnego kroku.
Przecież nie poleci zaraz do redakcji Proroka Codziennego, Astrolabium czy Horyzontów Zaklęć. Kusiło go, aby zasugerować umieszczenie czaszki w tej samej sali, w której wylądowała ostatnio, ale skoro Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów wolał robić wszystko na swoją modłę, to kim był, aby utrudniać im życie? Koniec końców i tak przyjdą z kolejną niezapowiedzianą wizytą, zapraszając go na kolejne egzorcyzmy lub szukając mu przywoływacza, który pomoże mu w otwarciu kolejnej wyrwy prowadzącej do Limbo.