23.06.2024, 22:31 ✶
Zaklęcie Geraldine zniszczyło kilka krat w celi trytona i pozwoliło mu na wydostanie się z więzienia. Ten od razu wykorzystał powstały przesmyk. Zawisł naprzeciwko Esme. Przyglądał się wszystkim przez parę sekund, najwyraźniej na tyle słabo znając język ludzi, że nie potrafił sklecić im żadnych słów podziękowania.
- Powstrzymać. Adria. Wiem. Ja. Wy. Gdzie – wyrzucił z siebie serię pojedynczych wyrazów.
Kiedy mówił, Astaroth bez problemu odnalazł swoją różdżkę. Podczas porwania najwidoczniej nikt nie zadał sobie trudu, by go spróbować przeszukać i mu ją zarekwirować.
Tryton tymczasem ruszył ku jednemu z otworów. Początkowo zrobił to powoli, jakby sprawdzał, czy Esme, Geraldine i jej brat w ogóle ruszą za nim, potem gdy odkrył, że to robią płynął szybciej i pewniej.
Przejście okazało się niezbyt wygodne, dość chropowate, bardzo topornie wyżłobione. Musieli się rękoma odpychać od ostrzejszych fragmentów ścian. W dodatku było marnie oświetlone, więc przez sporą część wędrówki byli pochłonięci niemal całkowitą ciemnością. A za drogowskaz wskazywały im machnięcia trytoniego ogona ich przewodnika.
W pewnym momencie, było to akurat obok fluorescencyjnej rośliny – więc Geraldine miała trochę marnego, bo marnego, ale jednak światła – dostrzegła, że równolegle przepływał jakiś tryton w towarzystwie foki. Tryton był dość potężnych rozmiarów – sporo większy od ich przewodnika – i wyglądał na niezadowolonego.
Właściwie to nie płynęli ciągle tym samym tunelem, ale też parę razy skręcili – raz przepłynęli nawet przez jakieś ciemne, duże pomieszczenie. Esme wydawało się, że dostrzegł czające się na jego dnie okrągłe oczy. Cokolwiek tam siedziało, wypatrzyło ich w tych ciemnościach.
Astaroth i Geraldine czuli, że zbliżają się do trytonów. Ich przewodnik, prowadził ich bezbłędnie w tamtą stronę. Najwidoczniej świetnie orientował się w układzie tuneli i tym, gdzie prowadziły.
Wreszcie ciemności zaczęły się rozjaśniać zielenią. Przez małe otwory dostrzegli, że znajdują się nad jakąś niewielką salką. Jak na to, co widzieli do tej pory, była bardzo… umeblowana? Widzieli kamienne półki i przyczepione do nich jakieś rodzaje jeziornych ziół, kamieni i grzybów. Na ziemi leżał stosik małż. Widzieli duży kocioł, pod którym płonął magiczny ogień. W środku kotła coś się chyba gotowało? Ciężko właściwie opisać, czy rzeczywiście gotowało – byli w końcu w wodzie, w dodatku wbrew prawom fizyki, nic nie wypływało z kotła, choć w jego środku bulgotała zgniłozielona ciecz.
Ale najważniejszym co dostrzegli, była trytonka. W odróżnieniu od tej, którą widzieli wcześniej była piękna. Miała twarz mocno przypominającą ludzkie rysy twarzy a macki wokół jej głowy zostały ozdobione muszlami i trawą. Poruszała palcem, a dzięki tym ruchom zawartość kotła mieszała się.
- Adria – wyszeptał towarzyszący im tryton.
Zmysły Astarotha i Geraldine biły na alarm. Niby była tu sama, ale wcale nie była sama?
@Geraldine Yaxley @Astaroth Yaxley @Esmé Rowle
Czas na odpis do 25.06, godz. 21.00
/już niedługo zostaniecie połączeni z drugą grupą
- Powstrzymać. Adria. Wiem. Ja. Wy. Gdzie – wyrzucił z siebie serię pojedynczych wyrazów.
Kiedy mówił, Astaroth bez problemu odnalazł swoją różdżkę. Podczas porwania najwidoczniej nikt nie zadał sobie trudu, by go spróbować przeszukać i mu ją zarekwirować.
Tryton tymczasem ruszył ku jednemu z otworów. Początkowo zrobił to powoli, jakby sprawdzał, czy Esme, Geraldine i jej brat w ogóle ruszą za nim, potem gdy odkrył, że to robią płynął szybciej i pewniej.
Przejście okazało się niezbyt wygodne, dość chropowate, bardzo topornie wyżłobione. Musieli się rękoma odpychać od ostrzejszych fragmentów ścian. W dodatku było marnie oświetlone, więc przez sporą część wędrówki byli pochłonięci niemal całkowitą ciemnością. A za drogowskaz wskazywały im machnięcia trytoniego ogona ich przewodnika.
W pewnym momencie, było to akurat obok fluorescencyjnej rośliny – więc Geraldine miała trochę marnego, bo marnego, ale jednak światła – dostrzegła, że równolegle przepływał jakiś tryton w towarzystwie foki. Tryton był dość potężnych rozmiarów – sporo większy od ich przewodnika – i wyglądał na niezadowolonego.
Właściwie to nie płynęli ciągle tym samym tunelem, ale też parę razy skręcili – raz przepłynęli nawet przez jakieś ciemne, duże pomieszczenie. Esme wydawało się, że dostrzegł czające się na jego dnie okrągłe oczy. Cokolwiek tam siedziało, wypatrzyło ich w tych ciemnościach.
Astaroth i Geraldine czuli, że zbliżają się do trytonów. Ich przewodnik, prowadził ich bezbłędnie w tamtą stronę. Najwidoczniej świetnie orientował się w układzie tuneli i tym, gdzie prowadziły.
Wreszcie ciemności zaczęły się rozjaśniać zielenią. Przez małe otwory dostrzegli, że znajdują się nad jakąś niewielką salką. Jak na to, co widzieli do tej pory, była bardzo… umeblowana? Widzieli kamienne półki i przyczepione do nich jakieś rodzaje jeziornych ziół, kamieni i grzybów. Na ziemi leżał stosik małż. Widzieli duży kocioł, pod którym płonął magiczny ogień. W środku kotła coś się chyba gotowało? Ciężko właściwie opisać, czy rzeczywiście gotowało – byli w końcu w wodzie, w dodatku wbrew prawom fizyki, nic nie wypływało z kotła, choć w jego środku bulgotała zgniłozielona ciecz.
Ale najważniejszym co dostrzegli, była trytonka. W odróżnieniu od tej, którą widzieli wcześniej była piękna. Miała twarz mocno przypominającą ludzkie rysy twarzy a macki wokół jej głowy zostały ozdobione muszlami i trawą. Poruszała palcem, a dzięki tym ruchom zawartość kotła mieszała się.
- Adria – wyszeptał towarzyszący im tryton.
Zmysły Astarotha i Geraldine biły na alarm. Niby była tu sama, ale wcale nie była sama?
@Geraldine Yaxley @Astaroth Yaxley @Esmé Rowle
Czas na odpis do 25.06, godz. 21.00
/już niedługo zostaniecie połączeni z drugą grupą