23.06.2024, 23:30 ✶
Może trochę niepotrzebnie panikowałem, bo to nie był pierwszy i zapewne nie ostatni raz w życiu Flynna, kiedy brał, ale jakoś nie przemawiało do mnie to jego wszystko jest okej. Ba!, nic nie było okej.
Nie chciałem go oglądać w takiej sytuacji, ale jeszcze bardziej nie powinien był tego sobie robić. Cały się trząsł, w tym cały był spocony. Nie było z nim kontaktu, oprócz tych kilku słów rzuconych w moją stronę. Zdawkowych, tak swoją drogą. Zbywał mnie. One jak najbardziej były normalne, typowe dla Flynna, a jednak coś nakazywało mi dalej brzęczeć nad jego głową i nie pozwolić sobie go odpuścić.
- Flynn! Wyglądasz fatalnie, czujesz się zapewne jeszcze gorzej - zauważyłem zaniepokojony, w dupie mając to, że się odwrócił do mnie plecami. Pochyliłem się nad nim bardziej i dotknąłem dłonią jego czoła, a zaraz później ująłem jego policzek, żeby na mnie spojrzał, ale trwał w tej swojej upartości. Dziecięcej, głupiutkiej, beznadziejnej. Ja tu się naprawdę martwiłem, odchodziłem od zmysłów, a on zaciskał oczy, bylebym w nie nie spojrzał. Przez to miałem ochotę go zdzielić znowu po twarzy, ale ze wstydem przypomniało mi się, że dostał ode mnie na weselu... Wcale nie tak dawno temu. Niechcący. Nie chciałem tego zrobić. Bynajmniej nie jego chciałem uderzyć, bo Laurenta to jak najbardziej.
- Wzywam magomedyków... - pogroziłem, ale nie wiem, czy wystarczająco przekonywająco. Pospiesznie rozejrzałem się po przyczepie, ale nic pomocnego nie przykuło mojego wzroku.
- Powiedz mi, co mogę zrobić, żeby ci pomóc... Flynn, kurwa! Nie śpij! - mówiłem, ale nie docierało, więc podniosłem znowu głos. Właściwie, to rozkazałem. Krzyknąłem. Nie znosiłem tego robić. Poklepałem go, tym razem po policzku. Nie chciałem, żeby mi tu odpływał. - Powiedz, co zrobić?! Czego ci trzeba?!?!?! - pytałem, bo czułem się bezradny. Gdyby chociaż moje słowa w drobnym skrawki docierały do niego... Ale nie! Nie miałem żadnych szans przebicia, wbicia mu do rozumu, żeby się nie niszczył, żeby siebie nie nienawidził... Co ja mogłem zrobić? Zsunąłem się na kolana i przytuliłem do jego boku, a właściwie do koca otulającego jego bok.
Nie chciałem go oglądać w takiej sytuacji, ale jeszcze bardziej nie powinien był tego sobie robić. Cały się trząsł, w tym cały był spocony. Nie było z nim kontaktu, oprócz tych kilku słów rzuconych w moją stronę. Zdawkowych, tak swoją drogą. Zbywał mnie. One jak najbardziej były normalne, typowe dla Flynna, a jednak coś nakazywało mi dalej brzęczeć nad jego głową i nie pozwolić sobie go odpuścić.
- Flynn! Wyglądasz fatalnie, czujesz się zapewne jeszcze gorzej - zauważyłem zaniepokojony, w dupie mając to, że się odwrócił do mnie plecami. Pochyliłem się nad nim bardziej i dotknąłem dłonią jego czoła, a zaraz później ująłem jego policzek, żeby na mnie spojrzał, ale trwał w tej swojej upartości. Dziecięcej, głupiutkiej, beznadziejnej. Ja tu się naprawdę martwiłem, odchodziłem od zmysłów, a on zaciskał oczy, bylebym w nie nie spojrzał. Przez to miałem ochotę go zdzielić znowu po twarzy, ale ze wstydem przypomniało mi się, że dostał ode mnie na weselu... Wcale nie tak dawno temu. Niechcący. Nie chciałem tego zrobić. Bynajmniej nie jego chciałem uderzyć, bo Laurenta to jak najbardziej.
- Wzywam magomedyków... - pogroziłem, ale nie wiem, czy wystarczająco przekonywająco. Pospiesznie rozejrzałem się po przyczepie, ale nic pomocnego nie przykuło mojego wzroku.
- Powiedz mi, co mogę zrobić, żeby ci pomóc... Flynn, kurwa! Nie śpij! - mówiłem, ale nie docierało, więc podniosłem znowu głos. Właściwie, to rozkazałem. Krzyknąłem. Nie znosiłem tego robić. Poklepałem go, tym razem po policzku. Nie chciałem, żeby mi tu odpływał. - Powiedz, co zrobić?! Czego ci trzeba?!?!?! - pytałem, bo czułem się bezradny. Gdyby chociaż moje słowa w drobnym skrawki docierały do niego... Ale nie! Nie miałem żadnych szans przebicia, wbicia mu do rozumu, żeby się nie niszczył, żeby siebie nie nienawidził... Co ja mogłem zrobić? Zsunąłem się na kolana i przytuliłem do jego boku, a właściwie do koca otulającego jego bok.