24.06.2024, 03:03 ✶
To był jeden wielki koszmar.
Początkowo, kiedy zaczął się z niej bezczelnie śmiać, chciała go zjechać od góry do dołu, ale przecież nie mogła, bo natrętna melodia grała jej w głowie, a słowa same płynęły z ust, kiedy tylko je otworzyła. Dlatego ostatecznie zatkała usta dłońmi i patrzyła w jakiś nieuchwytny punkt, wsłuchując się w jego obrzydliwy chichot.
Nie mogła przestać myśleć o tym, jak wielką idiotkę właśnie z siebie zrobiła. Czy ktoś na nią patrzył oprócz znajdującego się przed nią faceta? Miała nadzieję, że nie, ale z drugiej strony bała się rozejrzeć. A co jeśli widział ją w tym stanie ojciec? Wtedy chyba umarłaby na miejscu, nie będąc w stanie już nigdy więcej spojrzeć mu w oczy.
Hihihihihihi... obijało jej się po wnętrzu czaszki i z każdą kolejną sekundą nienawidziła tego człowieka jeszcze bardziej, ale w końcu się odezwał. I wcale nie było lepiej.
- Co? - syknęła zezłoszczona, nawet nie zauważając że przestała śpiewać. Że niby ona miała być dziwna? I to jeszcze dziwniejsza od kogoś takiego jak on, kto najwyraźniej miał problemy z najprostszymi ludzkimi interakcjami?
Pewnie gdyby nie to, że zaczął się z niej nabijać, to po tym swoim tragicznym popisie spróbowałaby jakoś umiejętnie otrzeć łzy w jego rękaw i obrócić tę żenadę na swoją korzyść, ale teraz? Oczy piekły, ale nie było opcji żeby mu też w tym momencie rozpłakała.
- Ładne? - oburzyła się, wyraźnie nie doceniając jego prób pocieszenia i co ważniejsze - uspokojenia. Idealny przykład tego jak komuś zdenerwowanego nie powinno się mówić, żeby się uspokoił. Złapała jeden z drinków stojących na barze, najpewniej gotowych do zabrania przez kelnera na salę, a potem chlusnęła nim w twarz Ulyssesa. - Nieoczekiwane, ale przynajmniej już mi lepiej - odstawiła szkło, uderzając nim o blat. - Co jest właściwie w tobą nie tak? Aż tak cię bawi cudze nieszczęście? Jak ktoś robi z siebie idiotkę? Jak tak to chętnie wydrę ci się zaraz do ucha, to pośmiejemy się razem, jak ci pękną bębenki.
Początkowo, kiedy zaczął się z niej bezczelnie śmiać, chciała go zjechać od góry do dołu, ale przecież nie mogła, bo natrętna melodia grała jej w głowie, a słowa same płynęły z ust, kiedy tylko je otworzyła. Dlatego ostatecznie zatkała usta dłońmi i patrzyła w jakiś nieuchwytny punkt, wsłuchując się w jego obrzydliwy chichot.
Nie mogła przestać myśleć o tym, jak wielką idiotkę właśnie z siebie zrobiła. Czy ktoś na nią patrzył oprócz znajdującego się przed nią faceta? Miała nadzieję, że nie, ale z drugiej strony bała się rozejrzeć. A co jeśli widział ją w tym stanie ojciec? Wtedy chyba umarłaby na miejscu, nie będąc w stanie już nigdy więcej spojrzeć mu w oczy.
Hihihihihihi... obijało jej się po wnętrzu czaszki i z każdą kolejną sekundą nienawidziła tego człowieka jeszcze bardziej, ale w końcu się odezwał. I wcale nie było lepiej.
- Co? - syknęła zezłoszczona, nawet nie zauważając że przestała śpiewać. Że niby ona miała być dziwna? I to jeszcze dziwniejsza od kogoś takiego jak on, kto najwyraźniej miał problemy z najprostszymi ludzkimi interakcjami?
Pewnie gdyby nie to, że zaczął się z niej nabijać, to po tym swoim tragicznym popisie spróbowałaby jakoś umiejętnie otrzeć łzy w jego rękaw i obrócić tę żenadę na swoją korzyść, ale teraz? Oczy piekły, ale nie było opcji żeby mu też w tym momencie rozpłakała.
- Ładne? - oburzyła się, wyraźnie nie doceniając jego prób pocieszenia i co ważniejsze - uspokojenia. Idealny przykład tego jak komuś zdenerwowanego nie powinno się mówić, żeby się uspokoił. Złapała jeden z drinków stojących na barze, najpewniej gotowych do zabrania przez kelnera na salę, a potem chlusnęła nim w twarz Ulyssesa. - Nieoczekiwane, ale przynajmniej już mi lepiej - odstawiła szkło, uderzając nim o blat. - Co jest właściwie w tobą nie tak? Aż tak cię bawi cudze nieszczęście? Jak ktoś robi z siebie idiotkę? Jak tak to chętnie wydrę ci się zaraz do ucha, to pośmiejemy się razem, jak ci pękną bębenki.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.