24.06.2024, 11:45 ✶
Odchodzę powoli od koła fortuny z Atreusem w stronę strefy gastronomicznej
Florence odeszła nieco na bok, po czym uniosła lekko brwi, przypatrując się wygranym przedmiotom z miną trudną do zinterpretowania. W istocie była trochę zdziwiona tym, że okazały się dość cenne jak na koszt losu – ale też absolutnie… nie były czymś, czego by się spodziewała. O ile zresztą lusterko dwukierunkowe mogło być dla niej przydatne, to cała reszta… Eliksir wywołujący zamęt w głowie? Kto o zdrowych zmysłach oferuje takie rzeczy na sabacie? I ledwo tylko zbliżył się do niej po pewnym czasie brat, dość szybkim ruchem wrzuciła te fiolki do kieszeni, bo na Matkę Księżyca – nie wyobrażała sobie, co on mógłby zrobić, gdyby oblać go eliksirem sprawiającym, że działałeś bez namysłu. Postanowiłby się przespacerować po okolicznych dachach, skacząc z jednego na drugi, bo to doskonały sposób na ominięcie tłumu na dole? Zeskoczyć z miotły na lecący niżej latający dywan, którego właściciela akurat by ścigał? Zabrać brata na przechadzkę na skraju rzeki lawy? Ożenić się ukradkiem z najmniej odpowiednią osobą, za świadków biorąc dwa skrzaty domowe? A może po prostu obleje nim Oriona albo jakąś inną osobę, ciekaw, jak ta zacznie się zachowywać, gdy zacznie tracić kontrolę? Możliwości były nieskończone i Florence żadna z nich się nie podobała.
Biedna kobieta nie miała pojęcia, że on też wygrał taki eliksir.
– Mówiłam ci zawsze, żebyś ty nigdy nie grał z jasnowidzem, nie że jasnowidz nie powinien grać – odparła, mierząc go spojrzeniem i szukając obrażeń. Spytałaby, czy nic mu nie dolega, ale wiedziała doskonale, że odpowie, że nie. – Widzę, że zajęło ci to mniej czasu niż się spodziewałam. I oddam je tobie: jestem pewna, że znajdziesz dla nich lepsze zastosowanie.
Wręczyła mu po prostu parę trzewików, bez większego wahania, gdy o nie spytał. Może nie było to mądre w świetle jej obawy o przechadzce po dachach, ale miał rację. Florence nie zamierzała biegać po ścianach i sufitach, a być może aurorowi taki przedmiot przyda się bardziej niż uzdrowicielce.
- Chodźmy stąd, tłum do tego koła rośnie - dodała, ruszając powoli nieco na bok.
Florence odeszła nieco na bok, po czym uniosła lekko brwi, przypatrując się wygranym przedmiotom z miną trudną do zinterpretowania. W istocie była trochę zdziwiona tym, że okazały się dość cenne jak na koszt losu – ale też absolutnie… nie były czymś, czego by się spodziewała. O ile zresztą lusterko dwukierunkowe mogło być dla niej przydatne, to cała reszta… Eliksir wywołujący zamęt w głowie? Kto o zdrowych zmysłach oferuje takie rzeczy na sabacie? I ledwo tylko zbliżył się do niej po pewnym czasie brat, dość szybkim ruchem wrzuciła te fiolki do kieszeni, bo na Matkę Księżyca – nie wyobrażała sobie, co on mógłby zrobić, gdyby oblać go eliksirem sprawiającym, że działałeś bez namysłu. Postanowiłby się przespacerować po okolicznych dachach, skacząc z jednego na drugi, bo to doskonały sposób na ominięcie tłumu na dole? Zeskoczyć z miotły na lecący niżej latający dywan, którego właściciela akurat by ścigał? Zabrać brata na przechadzkę na skraju rzeki lawy? Ożenić się ukradkiem z najmniej odpowiednią osobą, za świadków biorąc dwa skrzaty domowe? A może po prostu obleje nim Oriona albo jakąś inną osobę, ciekaw, jak ta zacznie się zachowywać, gdy zacznie tracić kontrolę? Możliwości były nieskończone i Florence żadna z nich się nie podobała.
Biedna kobieta nie miała pojęcia, że on też wygrał taki eliksir.
– Mówiłam ci zawsze, żebyś ty nigdy nie grał z jasnowidzem, nie że jasnowidz nie powinien grać – odparła, mierząc go spojrzeniem i szukając obrażeń. Spytałaby, czy nic mu nie dolega, ale wiedziała doskonale, że odpowie, że nie. – Widzę, że zajęło ci to mniej czasu niż się spodziewałam. I oddam je tobie: jestem pewna, że znajdziesz dla nich lepsze zastosowanie.
Wręczyła mu po prostu parę trzewików, bez większego wahania, gdy o nie spytał. Może nie było to mądre w świetle jej obawy o przechadzce po dachach, ale miał rację. Florence nie zamierzała biegać po ścianach i sufitach, a być może aurorowi taki przedmiot przyda się bardziej niż uzdrowicielce.
- Chodźmy stąd, tłum do tego koła rośnie - dodała, ruszając powoli nieco na bok.