24.06.2024, 13:36 ✶
Mieli już okazję rozmawiać o tym wielokrotnie i oboje posiadali consensus w tym, że aby sprawować władzę potrzebne były odpowiednie predyspozycje, ale też zaplecze. Krew to nie tylko geny, ale też wychowanie, to od najmłodszych lat warunkowanie po temu, aby mieć świadomość jak świat działa. Władza w rękach osób, które nie były do tego szkolone była pomyłką. Z drugiej strony jednak - o czym Voldemort i jego poplecznicy zapominali Ci zwyczajni człecy mogli stać się groźni, kiedy w ich głowach zrodzi się myśl o wyrzynaniu lordów i bohaterów. A Anthony wiedział doskonale, że snobistycznym przyjaciołom byłoby nie w smak siedzieć na polu czy przy rzemieślniczym stole. Byłoby nie w smak produkować jedzenie i picie, sprzątać brudy produkowane przez samych siebie. Statystycznie niedopuszczanie mugolaków do pracy było dramatycznym wręcz błędem i zamykaniem się na rozwój. No ale cóż zrobić, że zaślepieni zagrożeniem stołka, byli tak krótkowzroczni. Nieświadomi tego, że w obecnym kształcie, w ułudzie równości i braterstwa, maluczcy tego świata byli banalni wręcz do kierowania, nieświadomi manipulacji, tego jak łatwo ulegali wpływom Proroka codziennego czy chociażby Czarownicy. Zdecydowanie było to prostsze do sterowania, niż rozwiązania przemocowe, w których bunt i ruch oporu wobec śmierci i okrucieństwa był naturalnym przejawem człowieczeństwa. Oczywiście były państwa, które radziły sobie z tym w ten sposób, ale one przynajmniej mogły pochwalić się wielowiekową tradycją, eugenicznym wręcz formowaniem poszczególnych kast, czego o środowisku angielskim powiedzieć nie można było. Kluczem był Hogwart i podział narzucony w jedenastym roku życia przez zawszony artefakt. Na cóż było teraz to wywracać, skoro mimo wszystkich wad system działał? Na cóż było ostrzyć nóż na własne gardło, gdyby jednak butowani półkrwiści i mugolacy ruszyli z nożami pewnej nocy na wszystkich czystokrwistych z hasłem na ustach, że Matka swoich znajdzie w niebie?
– Doskonale! W moim oddziale jest jedna dusza związana mocno z Mungiem. Aurélie Delacour, była kilka lat temu u Was na stażu. Będzie pilnować ograniczeń jakie narzucił na nas departament, ale jestem przekonany, że szybko znajdziecie wspólny język. – uśmiechał się kontent, jak zgodni są. Trudno żeby nie byli, ten układ nie miał wad. – Kto pierwszy odezwie się do babki Lestrange? Mogę w sumie napisać do niej od razu prośbę o sprawne działanie w tej materii i gwarancje tego, że się zajmiemy tym z należytą pieczołowitością. Jeśli potrzebowałabyś czegokolwiek z technicznych spraw... panna Delacour będzie mieć dostęp do tej części budżetu, nie chcemy przecież obciążać szpitala bardziej, niż czasem wybranych przez Ciebie jego pracowników. Chyb, że już teraz coś Ci przychodzi do głowy?– z uśmiechem sięgnął po kalendarz, przywołując do siebie czarne pióro aby zanotować ewentualne uwagi.
Reszta spotkania upłynęła im na zabawnych anegdotkach, w których Anthony zabawiał Annę historiami o tym, jak próbował poprawić własną kondycję. Oczywiście przemilczał, że celem tego nie była masa mięśniowa sama w sobie, a wyraźne polecenie dyplomatki z Kambodży, która sprawność fizyczną utożsamiała holistycznie ze sprawnością człowieka, przez co był to według niej niezbędny krok do opanowania magii bezróżdżkowej. Pod tym względem Anthony planował wszystkim zrobić niespodziankę, toteż skupił się na oczywistym wieku, na napotkanym boginie, który przedstawił mu siebie samego na wózku (Jakże miałem to obśmiać kochana? Koniec końców doczepiłem mu miotłę, ubrałem w strój szkolnej drużyny i kazałem jeździć za piłką toczącą się po ziemi). A potem roztaczał wizje dziwacznych gimnastyk, truchtu, który już po dziesięciu metrach wypychał mu powietrze z piersi i treningu szermierki na który był umówiony za parę dni.
Ostatecznie, dla zdrowotności zdecydowali się na jeszcze jeden kieliszek wina, a potem rozstali w obopólnym poczuciu owocnie zapowiadającej się współpracy.
– Doskonale! W moim oddziale jest jedna dusza związana mocno z Mungiem. Aurélie Delacour, była kilka lat temu u Was na stażu. Będzie pilnować ograniczeń jakie narzucił na nas departament, ale jestem przekonany, że szybko znajdziecie wspólny język. – uśmiechał się kontent, jak zgodni są. Trudno żeby nie byli, ten układ nie miał wad. – Kto pierwszy odezwie się do babki Lestrange? Mogę w sumie napisać do niej od razu prośbę o sprawne działanie w tej materii i gwarancje tego, że się zajmiemy tym z należytą pieczołowitością. Jeśli potrzebowałabyś czegokolwiek z technicznych spraw... panna Delacour będzie mieć dostęp do tej części budżetu, nie chcemy przecież obciążać szpitala bardziej, niż czasem wybranych przez Ciebie jego pracowników. Chyb, że już teraz coś Ci przychodzi do głowy?– z uśmiechem sięgnął po kalendarz, przywołując do siebie czarne pióro aby zanotować ewentualne uwagi.
Reszta spotkania upłynęła im na zabawnych anegdotkach, w których Anthony zabawiał Annę historiami o tym, jak próbował poprawić własną kondycję. Oczywiście przemilczał, że celem tego nie była masa mięśniowa sama w sobie, a wyraźne polecenie dyplomatki z Kambodży, która sprawność fizyczną utożsamiała holistycznie ze sprawnością człowieka, przez co był to według niej niezbędny krok do opanowania magii bezróżdżkowej. Pod tym względem Anthony planował wszystkim zrobić niespodziankę, toteż skupił się na oczywistym wieku, na napotkanym boginie, który przedstawił mu siebie samego na wózku (Jakże miałem to obśmiać kochana? Koniec końców doczepiłem mu miotłę, ubrałem w strój szkolnej drużyny i kazałem jeździć za piłką toczącą się po ziemi). A potem roztaczał wizje dziwacznych gimnastyk, truchtu, który już po dziesięciu metrach wypychał mu powietrze z piersi i treningu szermierki na który był umówiony za parę dni.
Ostatecznie, dla zdrowotności zdecydowali się na jeszcze jeden kieliszek wina, a potem rozstali w obopólnym poczuciu owocnie zapowiadającej się współpracy.
Koniec sesji