24.06.2024, 18:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.08.2024, 13:35 przez Anthony Shafiq.)
Już kiedy podchodził do stolika, Anthony miał już pewien pogląd na temat jego osoby. Kolor butelkowej zieleni niestety w jego percepcji był bardzo bagnisty, tego nie był w stanie docenić. Ale sprężystość ruchów, nienaganna sylwetka i ten błysk w oku, pewność siebie młodzika, który wiedział, że jeszcze nie jest rekinem, ale czuł prądy w tym morzu, wiedział gdzie podpłynąć, by się schronić w cieniu jakiegoś grubego cielska.
Znajdź swoją niszę.
Wykorzystaj ją.
Czyż nie był taki sam w jego wieku? Och, myśl równie szybko jak się pojawiła od razu zakuła trucizną. Miał dopiero 36 lat, był wciąż młody, był cały czas obrzydliwie bogaty, a jego pozycja? Cóż, najprawdopodobniej dożywotnia. Nie był pewien co musiałoby się stać, żeby spadł z tego stołka. Nie po tym ile już mu uszło na sucho, patrząc wstecz.
A teraz podchodził do niego on, młody gniewny, nienażarty. Z mlekiem pod nosem. Z ostrymi jadowymi kłami w ustach obleczonych miodem. Podobał mu się, na takie konie zwykle stawiał w tym wyścigu. Był przekonany, że właśnie po to upodlono uczniów spod znaku Salazara Slytherina siedmioma latami w podziemiach. Żeby po wyjściu nie marzyli o niczym innym niż zdobyciu szczytu.
– Absolutnie nie mam. – uśmiechnął się, z emfazą wskazując na miejsce przy stoliku, zupełnie tak, jakby to on zapraszał do siebie, choć ani jeden, ani drugi nie byli gospodarzem tego wydarzenia. Woda zabulgotała, gdy chwycił zdobną w smocze sygnety dłonią kielich pełen czerwonego wina. O ironio... zapraszać do toastu za powrót tradycji, ubranego w coś tak odległego od tradycji, przynajmniej anglosaskiej.
A jednak, Anthony wzniósł kielich.
– Nie martw się chłopcze, tradycja ma to do siebie, że ma się całkiem dobrze, pomimo zewnętrznych burz. Ludzie pozostają tylko ludźmi, bez względu na mody i przekonania. – zamyślił się na moment, po czym podał mu drugi wężyk wystający z shishy, w geście propozycji takiej z gatunku tych "nie do odrzucenia"
Znajdź swoją niszę.
Wykorzystaj ją.
Czyż nie był taki sam w jego wieku? Och, myśl równie szybko jak się pojawiła od razu zakuła trucizną. Miał dopiero 36 lat, był wciąż młody, był cały czas obrzydliwie bogaty, a jego pozycja? Cóż, najprawdopodobniej dożywotnia. Nie był pewien co musiałoby się stać, żeby spadł z tego stołka. Nie po tym ile już mu uszło na sucho, patrząc wstecz.
A teraz podchodził do niego on, młody gniewny, nienażarty. Z mlekiem pod nosem. Z ostrymi jadowymi kłami w ustach obleczonych miodem. Podobał mu się, na takie konie zwykle stawiał w tym wyścigu. Był przekonany, że właśnie po to upodlono uczniów spod znaku Salazara Slytherina siedmioma latami w podziemiach. Żeby po wyjściu nie marzyli o niczym innym niż zdobyciu szczytu.
– Absolutnie nie mam. – uśmiechnął się, z emfazą wskazując na miejsce przy stoliku, zupełnie tak, jakby to on zapraszał do siebie, choć ani jeden, ani drugi nie byli gospodarzem tego wydarzenia. Woda zabulgotała, gdy chwycił zdobną w smocze sygnety dłonią kielich pełen czerwonego wina. O ironio... zapraszać do toastu za powrót tradycji, ubranego w coś tak odległego od tradycji, przynajmniej anglosaskiej.
A jednak, Anthony wzniósł kielich.
– Nie martw się chłopcze, tradycja ma to do siebie, że ma się całkiem dobrze, pomimo zewnętrznych burz. Ludzie pozostają tylko ludźmi, bez względu na mody i przekonania. – zamyślił się na moment, po czym podał mu drugi wężyk wystający z shishy, w geście propozycji takiej z gatunku tych "nie do odrzucenia"