06.01.2023, 21:06 ✶
Swój swego pozna jak to mówią – bo ona też lubiła wyzwania, w szkole, poza nią. Może nie było to tak oczywiste, kiedy się na nią patrzyło, ale w gruncie rzeczy lubiła, kiedy mogła się w czymś sprawdzić, o coś zawalczyć. Kiedy było jakiekolwiek pole do manewru. Zawsze chciała być najlepsza, może nie każdym kosztem, ale lubiła wygrywać. Miała to wpisane w imię.
Odpowiedziała uśmieszkiem na jego uśmieszek. Równie krótko.
– W porządku – to się zgadzało, nie znał jej. I tak jak ona wcześniej profilaktycznie zakładała, że on ją chce obrazić, tak on zakładał, że ona się obrazi. Ale nic takiego nie nastąpiło. – Skoro chcesz robić z tego wyzwanie… to ile czasu sobie dajesz? – wniosek wysnuł prawdopodobnie prawidłowy; Victoria nauczyła się sprawiać pozory i tutaj też pomału się osmielała tego nie robić, tak więc zaskoczenia w przyszłości raczej były wpisane w tę relację.
– Ludzie przychodzą i odchodzą, zmieniają się priorytety w życiu – ale oni nie mieli tego luksusu, bo będą ze sobą związani. Rozumiała więc dystans do ludzi, to że nie chciał się do nich przywiązywać. I jednocześnie wiedziała, że w ich przypadku ta taktyka nie jest zbyt mądra. Ale tego nie powiedziała. Zastanawiała się, czy myślał podobnie do niej. Choć akurat ona nie miała problemu z przywiązywanie się do ludzi. Przekrzywia trochę głowę, przyglądając się mu – zaczęła się zastanawiać czy skoro trzyma tak wszystkich na dystans, to czy nie czuje się samotny… ale to było jedno z tych pytań, których, jak uznała, nie powinna teraz zadawać.
Gest z rękawami miał zwrócić uwagę na tę niewygodną suknię i ma to, że jej matka miała manie kontroli. W skrócie – że sama by się tak dzisiaj nie ubrała. Bo osobiście wybrała inną sukienkę, ale jak matka ją zobaczyła, to zrobiła się w domu mała awantura. I dlatego to jej ojciec, na całe szczęście, był przy drzwiach. Victoria w końcu odpuściła, bo nie chciało jej się wysłuchiwać matki i oto była, a najchętniej to by się tego ubrania pozbyła. Tym niemniej Victoria uniosła w konsternacji i rozbawieniu jedną brew i położyła dość dosłownie dłoń na talerzu, jako że ciągle był pusty.
– Teraz widzisz lepiej? – czy więc było za szybko… najwyraźniej nie, skoro na nie odpowiadała i nie robiła tej swojej miny wyrażającej niezadowolenie i wszystko inne.
– Nie przeszkadza mi to o ile nie przekracza się granic – bo można było być chamskim, a można było być po prostu bezczelnym i nieprzyjemnym. Tego nie chciała. – Mam taką nadzieję – odparła. Naprawdę miała nadzieję, że się polubią. Wiedziała że nie zniosłabym wiecznej zimnej wojny w domu. Że by się tylko dusiła. Że… – Ach tak? – uśmieszek znowu drgał gdzieś na jej ustach i w oczach. Był w tym momencie pewny siebie. I to z kolei podobało się jej.
Odpowiedziała uśmieszkiem na jego uśmieszek. Równie krótko.
– W porządku – to się zgadzało, nie znał jej. I tak jak ona wcześniej profilaktycznie zakładała, że on ją chce obrazić, tak on zakładał, że ona się obrazi. Ale nic takiego nie nastąpiło. – Skoro chcesz robić z tego wyzwanie… to ile czasu sobie dajesz? – wniosek wysnuł prawdopodobnie prawidłowy; Victoria nauczyła się sprawiać pozory i tutaj też pomału się osmielała tego nie robić, tak więc zaskoczenia w przyszłości raczej były wpisane w tę relację.
– Ludzie przychodzą i odchodzą, zmieniają się priorytety w życiu – ale oni nie mieli tego luksusu, bo będą ze sobą związani. Rozumiała więc dystans do ludzi, to że nie chciał się do nich przywiązywać. I jednocześnie wiedziała, że w ich przypadku ta taktyka nie jest zbyt mądra. Ale tego nie powiedziała. Zastanawiała się, czy myślał podobnie do niej. Choć akurat ona nie miała problemu z przywiązywanie się do ludzi. Przekrzywia trochę głowę, przyglądając się mu – zaczęła się zastanawiać czy skoro trzyma tak wszystkich na dystans, to czy nie czuje się samotny… ale to było jedno z tych pytań, których, jak uznała, nie powinna teraz zadawać.
Gest z rękawami miał zwrócić uwagę na tę niewygodną suknię i ma to, że jej matka miała manie kontroli. W skrócie – że sama by się tak dzisiaj nie ubrała. Bo osobiście wybrała inną sukienkę, ale jak matka ją zobaczyła, to zrobiła się w domu mała awantura. I dlatego to jej ojciec, na całe szczęście, był przy drzwiach. Victoria w końcu odpuściła, bo nie chciało jej się wysłuchiwać matki i oto była, a najchętniej to by się tego ubrania pozbyła. Tym niemniej Victoria uniosła w konsternacji i rozbawieniu jedną brew i położyła dość dosłownie dłoń na talerzu, jako że ciągle był pusty.
– Teraz widzisz lepiej? – czy więc było za szybko… najwyraźniej nie, skoro na nie odpowiadała i nie robiła tej swojej miny wyrażającej niezadowolenie i wszystko inne.
– Nie przeszkadza mi to o ile nie przekracza się granic – bo można było być chamskim, a można było być po prostu bezczelnym i nieprzyjemnym. Tego nie chciała. – Mam taką nadzieję – odparła. Naprawdę miała nadzieję, że się polubią. Wiedziała że nie zniosłabym wiecznej zimnej wojny w domu. Że by się tylko dusiła. Że… – Ach tak? – uśmieszek znowu drgał gdzieś na jej ustach i w oczach. Był w tym momencie pewny siebie. I to z kolei podobało się jej.