24.06.2024, 22:19 ✶
Nikt nie wspominał, że życie było lekki, a związki jeszcze lżejsze. Może właśnie przez to, że jedno dawało w kość, a drugie potrafiło dokończyć dzieło zniszczenia. Ludzkiej psychiki, rzecz jasna. Chciałem chronić Flynna, dać mu... spokój ducha?, zrobić cokolwiek, co pomogłoby mu wyjść z tych nałogów, z tej nienawiści do siebie, skłonności do wielu związków, niebezpiecznych znajomości, właściwie też palenia trawki, długiego milczenia, nieodpowiedniej diety, chodzenia wciąż w jednych ubraniach i... trochę tego było, ale chciałem dla niego jak najlepiej, tyle że to nic nie dawało. Nic nie robiło. Było tylko myślą, która nie mogła sprawić, że ten nagle zacznie się uśmiechać. Ja zresztą też nie, bo zamiast umniejszyć nam zmartwień, to te moje błagania do losu i Matki Najdroższej, jedynie pogarszały sytuację. Dostawałem w prezencie za te chęci jedynie jeszcze więcej zmartwień do bagażu, który nosiłem aktualnie na swoich barkach.
- Przestań, nawet tak nie mów - poprosiłem go zbolały, ale wiedziałem, że to były czcze prośby. Posłuchanie mojej osoby było chyba ostatnim, co mógłby zrobić Fleamont Bell. Niezależenie od tego, czy wiedział jak bardzo mi na nim zależało, on mówił o swojej śmierci w tak paskudny, prosty sposób, jakby to było nic wielkiego, a mnie w tym czasie dobijała myśl, że mógł się udusić kilka godzin temu, kiedy ja byłem na usługach tych czystokrwistych harpii. Byłem na ich usługach, jednocześnie przeżywając odrzucenie przez Flynna i mi też nie było lekko, ale jednak nie leżałem u siebie półprzytomny. Smutne było również to, że zamiast ze mną porozmawiać, wolał przyjść tu i się zaćpać. Co prawda, mogłem być ostatnio dla niego za ostry, ale jednak ostatecznie ciężko było mi mu odmawiać, więc... Ale nieistotne. Stało się. A najgorsza z tego wszystkiego była ta wizja, w której znajdowałbym właśnie jego martwe ciało. Sztywne i bez życia...
...a on mi mówił, że naprawdę jest okej. Nic nie było okej!
Zamknąłem oczy, skupiając się na jego dotyku. Przez Flynna to miałem jedynie wstręt do myślenia. Wolałem odpływać i za wiele nie myśleć by nie pogrążać się zanadto, ale... pomyśleć, że teraz nie głaskałby mnie po głowie? Że już nigdy więcej by tego nie uczynił...? Że byłoby to dla niego takie proste? ...a co ze mną w tym wszystkim?
- Zanim ci odpowiem, chciałbym poznać odpowiedź na jedno pytanie - zacząłem, przełykając gulę w gardle. Nie chciałem o tym głośno mówić, ale właściwie Flynn już to powiedział, więc co mi szkodziło...? Otworzyłem oczy, patrząc na niego badawczo. Chciałem spić każdą emocję z tej twarzy, jednocześnie próbując zachować neutralność, ale co do tego drugiego, to raczej nie byłem w stanie. - Wolałbyś od tego umrzeć? Udusić się te kilka godzin temu? - zapytałem go.
Już nawet nie chodziło o Raziela czy Lukrecję, czy jeszcze kogoś innego... Chodziło o samego Flynna. Nie dbał o siebie. Nie przejmował się sobą. Miałem wrażenie, że miał to głęboko... Nie mogłem go ocalić, jeśli sam tego nie chciał.
- Przestań, nawet tak nie mów - poprosiłem go zbolały, ale wiedziałem, że to były czcze prośby. Posłuchanie mojej osoby było chyba ostatnim, co mógłby zrobić Fleamont Bell. Niezależenie od tego, czy wiedział jak bardzo mi na nim zależało, on mówił o swojej śmierci w tak paskudny, prosty sposób, jakby to było nic wielkiego, a mnie w tym czasie dobijała myśl, że mógł się udusić kilka godzin temu, kiedy ja byłem na usługach tych czystokrwistych harpii. Byłem na ich usługach, jednocześnie przeżywając odrzucenie przez Flynna i mi też nie było lekko, ale jednak nie leżałem u siebie półprzytomny. Smutne było również to, że zamiast ze mną porozmawiać, wolał przyjść tu i się zaćpać. Co prawda, mogłem być ostatnio dla niego za ostry, ale jednak ostatecznie ciężko było mi mu odmawiać, więc... Ale nieistotne. Stało się. A najgorsza z tego wszystkiego była ta wizja, w której znajdowałbym właśnie jego martwe ciało. Sztywne i bez życia...
...a on mi mówił, że naprawdę jest okej. Nic nie było okej!
Zamknąłem oczy, skupiając się na jego dotyku. Przez Flynna to miałem jedynie wstręt do myślenia. Wolałem odpływać i za wiele nie myśleć by nie pogrążać się zanadto, ale... pomyśleć, że teraz nie głaskałby mnie po głowie? Że już nigdy więcej by tego nie uczynił...? Że byłoby to dla niego takie proste? ...a co ze mną w tym wszystkim?
- Zanim ci odpowiem, chciałbym poznać odpowiedź na jedno pytanie - zacząłem, przełykając gulę w gardle. Nie chciałem o tym głośno mówić, ale właściwie Flynn już to powiedział, więc co mi szkodziło...? Otworzyłem oczy, patrząc na niego badawczo. Chciałem spić każdą emocję z tej twarzy, jednocześnie próbując zachować neutralność, ale co do tego drugiego, to raczej nie byłem w stanie. - Wolałbyś od tego umrzeć? Udusić się te kilka godzin temu? - zapytałem go.
Już nawet nie chodziło o Raziela czy Lukrecję, czy jeszcze kogoś innego... Chodziło o samego Flynna. Nie dbał o siebie. Nie przejmował się sobą. Miałem wrażenie, że miał to głęboko... Nie mogłem go ocalić, jeśli sam tego nie chciał.